Jesionka...... Nie utulonym w żalu, gdzie łzy mi kapią na koszulę, bowiem ona przyleciała z za wielkiej wody. Co prawda bez eskorty, bo tylko w towarzystwie rodziny a i pacjent nie doczekał się na wychodźstwie uznania ani zaszczytów. Powróciwszy na ziemie ojców aczkolwiek nie po słoiki, doczekał się powitania z należnemi honorami. Bowiem kwiatostan był a i znaki sakralne także, tylko brakowało celebranta ale to zostało uzupełnione, płomiennie żarliwą mową nad otwartą drzewnianą jesionką, sławiącą ciężką dolę i żywot znajdującego się w tem odzieniu, tym czasem zimnego seniora. Jednakże impreza aczkolwiek smutną się wydawała nosiła w sobie pierwiastki czarnego humoru wśród uczestników. Tłumnie podziwiany zaiste będzie po między otaczających go zombi ten z pozoru czarnej gęby, niby przedstawiciel i lądu, deptanego butem żołdaków w gorączce krwi unurzanym. Taką bynajmniej mam nadzieję? I o to reszta ceremonii ku pamięci zarejestrowana.