Mam gigantyczny sentyment do World Cup 1994, o czym pisałem już chyba ze sto razy. To były pierwsze mistrzostwa, na które już świadomie czekałem, z pewną wiedzą na temat piłki gromadzoną od poprzedniego turnieju. Format z 24 zespołami przyniósł moim zdaniem najlepsze turnieje: 1982, 1986, 1990 (no dobra, wiem, co powiecie, ale dla mnie to "moment przejścia" wg struktury Campbellowskiego monomitu) i 1994. Co ciekawe: w USA zabrakło wtedy Anglii, Francji, Urugwaju, Danii (Mistrzowie Europy!), Portugalii (wtedy jeszcze kwalifikowała się bardzo nieregularnie) i rozpadającej się Jugosławii. Po raz pierwszy od 1970 nie było też Szkocji. Braku Polski większość już wtedy nie zauważała. Ale turniej był niesamowity - smakował jak Snickers popijany Coca-Colą (wtedy jeszcze spożywałem te produkty ).