Muzyczne i filmowe zabawy Lincolna muszę jeszcze przemyśleć. Za to w ostatnim czasie obejrzałem trzy fajne filmy.
1. "Franz Kafka" - nie myślałem, że aż tak mi się spodoba. Co prawda moim ulubionym filmem Holland chyba zawsze będą "Aktorzy prowincjonalni", ale Franz jest zaskakująco dynamiczny, lekki, świeży i zagadkowy zarazem. Twórczość Kafki znam dość słabo (cóż, przeczytałem tylko "Proces" jakieś 20 lat temu), ale film stanowi do niej zachęcające zaproszenie.
2. "Ostatni wiking" - świetny początek, w środku trochę wytraca tempo, odzyskuje je w końcówce. Mikkelsen i Kaas doskonale dźwigają tę pokręconą historię.
3. "Jay Kelly" - jako miłośnik hollywoodzkich filmów o Hollywood czekałem na ten film i... dostałem troszkę coś innego niż chciałem, ale na weekendowy wieczór w sam raz. Kilka naprawdę udanych scen i fajnych aktorskich epizodów (Keach, Eidinger, Josh Hamilton i wielu innych), świetnie ubrany Clooney (o zegarkach napiszę w innym wątku) i... trochę za dużo wałkowania tematu zmarnowanego ojcostwa. Ale i tak warto. Także dlatego, że w jednym ujęciu widzimy Clooneya i Sandlera na tle Fiata 126 i Cinquecento