Dzięki nie rozpatrywałbym tego jednak w kategorii "przecierania szlaków", taka teleologia jest bardzo zwodnicza - no bo jeśli punktem dojścia miałoby być dzisiejsze kino, to oznaczałoby, że te szlaki zostały źle przetarte co jakiś czas coś współczesnego też oglądam, ale jednak rację ma @Bartosz86 w kolejnym poście - tamto kino jest także moim zdaniem po prostu lepsze. A ja czerpię też przyjemność np. z filmów noir klasy B, które mają niepowtarzalny klimat. Cóż, ważne by oglądać to, co się lubi. W weekend obejrzałem tylko jeden film - po kilku latach wróciłem do "Daniela" w reżyserii Sidneya Lumeta, na podstawie "Księgi Daniela", którą właśnie skoczyłem czytać. Lepiej zrozumiałem teraz ten film, solidny, choć miejscami trochę nierówny. Jako adaptacja jest wyborem kluczowych scen, dość dobrym wyborem, ale to jednak był trudny tekst do sfilmowania. Najważniejsze rozgrywa się u Doctorowa w umysłach. Dobrze, że w filmie też nie ma jakiejś wersji "prawdy" - pozostają domysły, ale szczegóły pozostają jakąś tajemnicą, co pozwala uniknąć zrobienia z tego zwykłej historyczno-szpiegowskiej historyjki. Aha, szkoda, że jedna z kluczowych scen nie rozgrywa się, jak w powieści, w Disneylandzie. Pewnie kwestie prawne i finansowe okazały się nie do przejścia.