Przez ostatnich kilkanaście dni obejrzałem niestety tylko jeden film, za to bardzo dobry - "Jeszcze tylko ten las". To skromny film, składający się właściwie z czterech sekwencji i niewielu więcej scen. Ale to, w jaki sposób zostały pokazane relacje polsko-żydowskie, bije na głowę uproszczoną publicystykę z "Pokłosia" i niemrawe wynurzenia z "Idy". I zaznaczam, że nie jest to cukierkowy obraz przyjaźni i braterstwa. Pokazuje jednak tragizm Holokaustu i tragizm losu Polaków, płacących życiem za pomoc Żydom. Lecz mimo tego - pomagających, choć zdarzają się też donosiciele i bandyci. Fajny epizod z Janem Jurewiczem i świetnie pokazana ewolucja głównej bohaterki - wyrachowanej starej służącej, kiepskiej matki i osoby bardzo prostej, która jednak dokonuje ostatecznie czegoś heroicznego. I kapitalna, pełna napięcia scena w przedziale pociągu. Początkowo nie pasowało mi, że w kluczowych scenach niemieckiego żołnierza zagrał Bogusław Sochnacki, siwiejący, z brzuszkiem, o łagodnej twarzy. Bo jak myśli się "hitlerowiec", to widzi się kogoś w rodzaju Manuela Neuera albo Bastiana Schweinsteigera. Jednak po zastanowieniu się myślę, że to był bardzo dobry wybór - bo Sochnacki wygląda jak jakiś urzędnik pocztowy z Bremy albo Lipska. W wolnych chwilach lubi pewnie operetki i spacery, w pracy natomiast sumiennie stempluje znaczki albo rozstrzeliwuje polskich cywilów lub pilnuje transportów do Auschwitz. Jeśli przeżyje wojnę i uniknie radzieckiej niewoli lub procesów, to wróci do tej Bremy czy innego Augsburga, może zostanie wybrany do władz miasta. Wyjawi, że Hitlera nigdy nie popierał, choć tu i ówdzie przyzna, że jest dumny, że walczył za ojczyznę. Banalność zła w czystej postaci. W sumie więc bardzo fajny, pełen niuansów film.