Dzięki, Poljota noszę co niedzielę, będę musiał wysłać gdzieś na serwis, bo mocno spieszy, a demagnetyzer nic nie pomaga. Co do Vulcaina, to wyjątkowy zegarek - w hierarchii na pierwszym miejscu u mnie w kolekcji (no z wyłączeniem wspomnianego Poljota, z wiadomych względów).
Oba inna bajka, oba czysta bajka
Z tej samej bajkowej kategorii mam jeszcze złotą Omegę Seamaster z końcówki lat 50-tych. Razem tworzą "niesprzedawalny kwartet" (Vulcain, Rolex, Omega, Poljot). Do pełni szczęścia potrzebowałbym jeszcze przedstawiciela z Japonii, jakiegoś wyjątkowego Grand Seiko.