-
Liczba zawartości
5620 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
30
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez MasterMind
-
-
Klub Miłośników Zegarków ROLEX
MasterMind odpowiedział chrono-craze → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Zimowe słońce dobre do strzelania fotek: -
-
Z albumu: Rolex Datejust '68 Cal. 1570 ref. 1603 "Ghost Dial"
Instagram: vanguard.watches© MasterMind
-
Miodzio!
-
Ok, rozumiem o co chodzi. Cieszę się, że wymieniliśmy się opiniami i że zachowałeś zimną krew odpowiadając na moje argumenty. To jest rzadkość obecnie w "internetach" i taka postawa się chwali. Dziękuję Ci za tę dyskusję Jednak Dania. "Czyli źle się dzieje w państwie duńskim", to nie tym razem
-
My tu pitu, pitu, a taki Jack Ma, najbogatszy biznesmen w Chinach (założyciel Alibaby) od października nie pojawiał się w mediach, bo odważył się skrytykować rząd. Ciekawe czy jeszcze żyje.
-
Dzięki za linki. W Ameryce nie mają z tym problemu, czy to eksperyment medyczny, czy nie. Ze względu na to, że rząd USA przyznał firmom takim jak Pfizer i Moderna immunitet od odpowiedzialności, jeśli coś "pójdzie nie tak z ich szczepionkami", oznacza to, że gdy obywatel USA zostanie zaszczepiony i skutki uboczne okażą się szkodliwe, nawet nie będzie miał za bardzo kogo pozwać w tej sprawie. Immune to lawsuits In February (2020), Health and Human Services Secretary Alex Azar invoked the Public Readiness and Emergency Preparedness Act. The 2005 law empowers the HHS secretary to provide legal protection to companies making or distributing critical medical supplies, such as vaccines and treatments, unless there’s “willful misconduct” by the company. The protection lasts until 2024. That means that for the next four years, these companies “cannot be sued for money damages in court” over injuries related to the administration or use of products to treat or protect against Covid. Idealna sytuacja dla firm produkujących szczepionki, bowiem wiadomo, że USA to kraj gdzie każdy pozywa każdego o wszystko, więc się pozbyli tego problemu na starcie. Przy takim kryzysowym czasie, producent nie może się martwić, że ktoś go pozwie, gdy szczepienie pójdzie nie tak - jednocześnie statystycznie niemożliwym jest, by w skali kraju (a co dopiero świata) nie było ciężkich reakcji na szczepienie. Norwegia już teraz ostrzega, że szczepionka może być niebezpieczna dla osób najbardziej narażonych na działanie COVID - chodzi o osoby powyżej 80 roku życia, w tym te, które już są ciężko chore. Norwegian officials said 23 people had died in the country a short time after receiving their first dose of the vaccine. Of those deaths, 13 have been autopsied, with the results suggesting that common side effects may have contributed to severe reactions in frail, elderly people, according to the Norwegian Medicines Agency.
-
Dobre, to do mnie trafia 😄
-
@Iko zamykasz mnie w sytuacji, gdzie z jednej strony sam przywołujesz sytuacje z Włoch, albo ze Szwecji - jako swoistego "straszaka", tudzież poparcie tezy, że luźne restrykcje lub ich brak udowadnia "A", natomiast gdy ja dla równowagi powołuję się na sensowne badania i opracowania, które mogą sugerować "B", nawołujesz by nie porównywać sytuacji w innych krajach, bo przecież różnimy się od nich kulturowo, typy lockdownów się różnią, mentalność się różni itd. Nie da się prowadzić sensownej dyskusji bez przykładów, bo wtedy to już czyste teoretyzowanie. Z przykładami też źle, bo są to scenariusze z innych krajów, gdzie panują inne realia do polskich, więc można powiedzieć, że nie mają przełożenia na to, co my powinniśmy (byli) zrobić. Czyli mamy pat, zamknięte koło, jeżeli chodzi o tę dyskusję wpadliśmy pułapkę bez wyjścia. Co do mentalności Polaków i skuteczności zakazów zgadzam się, ale jest to argument obosieczny. Odpowiedz mi na pytanie, skoro Polacy to krnąbrny naród, który nie stosuje się do restrykcji, to jakie jest przełożenie procentowe skuteczności słabych restrykcji versus mocnych restrykcji? O ile procent więcej ograniczamy liczbę zarażeń przy mocnych restrykcjach versus przy słabych, wiedząc jak wiele osób tak czy inaczej od samego początku nie stosuje się do obu typów? Czy ten (jak sam zakładam niewielki) "zysk" procentowy przy mocniejszym dokręcaniu śruby krnąbrnemu narodowi polskiemu jest wart strat poniesionych w gospodarce? Śmiem twierdzić, że te same osoby, które nie stosują się do zaleceń teraz, są tak nieodpowiedzialne w ciągu dnia jeżeli chodzi o wszystkie swoje zachowania, środki bezpieczeństwa, społeczny dystans itd., że pomimo wszystkich restrykcji jakie w nich rzucisz, pomimo zamknięcia lokali gastronomicznych, hoteli itd. i tak w międzyczasie się pozarażają, bo postępują dokładnie tak jak mówisz - chodzą na huczne wesela, spotykają się szerokim gronie rodzinnym/znajomych i mają mówiąc kolokwialnie wyrąbane na zakazy i nakazy. Natomiast te osoby, które obecnie postępują zgodnie z rządowymi wytycznymi, postępują zgodnie ze swoimi przekonaniami i zdrowym rozsądkiem, przez co zachowywałyby się tak samo niezależnie od nakazów i wystarczałyby im jasne, logiczne instrukcje i mądre zalecenia. I tutaj jest punkt w którym się fundamentalnie nie zgadzamy, prezentując niby ten sam argument. Ty uważasz, że gdyby zdjąć restrykcje, to już kompletnie nikt by się nie stosował do zachowania bezpieczeństwa i liczba zakażeń wystrzeliłaby przez dach, a ja podejrzewam (bo pewności nie mam), że zdjęcie restrykcji nie skutkowałoby tak dramatycznym wzrostem zakażeń, bowiem realnie już są w dużej mierze ignorowane - albo nawet gorzej - jeśli nie są negowane bezpośrednio, to krnąbrny naród i tak w wolnym czasie robi co chce, spotyka się z kim chce i gdzie chce (pomijając zamknięte lokale) i zaraża się w podobnym tempie - co wykazują owe badania, gdy się je przeczyta. Podam pewien głupi przykład, z którymi spotkałem się w przedszkolu u mojego dzieciaka. Gdy dzieciaczki wychodzą na zewnątrz, na spacer - idą gęsiego, by się nie zarazić, w "bezpiecznych" odstępach - przez co ciągnie się taki łańcuszek szczęścia "bezpiecznie" przez cały chodnik i przez przejścia dla pieszych itd. Natomiast, gdy wracają do przedszkola, bawią się przez pół dnia na dywanie, razem... A później taki dzieciaczek wraca z przedszkola do mnie do domu, człowieka, który trzyma się wszelkich COVIDowych nakazow i zakazów jakby to sam Pan Bóg mi je przykazał. Dla porównania zamknij wszystkie lokale gastronomiczne, lokale upadną, a w międzyczasie wielu ludzi nieodpowiedzialnych ludzi, którzy by te lokale odwiedzali w czasie pandemii, prędzej czy później i tak będzie się u kogoś "bawić się na dywanie", a ich dzieciaczki chodzą z moim do przedszkola - rozumiesz o co mi chodzi?
-
Wp.pl to słabe źródło wiedzy, ale coś tam dziś napisali na ten temat. https://portal.abczdrowie.pl/szczepienia-na-covid-19-dr-pawel-grzesiowski-panuje-chaos-kazdy-szczepi-ile-chce-albo-ile-moze
-
Należy zajrzeć do środka - ja każdego dnia cierpię bezobjawowo (przynajmniej na zewnątrz) W przypadku teoretycznej profilaktyki przeciw COVID, dotyczy ona wszystkich ludzi, a co za tym idzie, także tych, którzy teraz chorują tylko bezobjawowo - z naciskiem na jednak chorują - i jak się okazuje z samego wątku, później przychodzą do lekarza z dziurami w płucach, choć nie zdają sobie sprawy, że jest z nimi źle. Nie ciągnę za język, ale zachowajmy trochę dystansu - o wszystkim o czym pozwalam sobie tutaj pisać, na FORUM, to tylko kolejna "informacja rzucona na tapetę" do poddania pod dyskusję, a nie jakieś prawdy oświecone. Sam śledzę akurat ten "lek nadziei" z czystej ludzkiej ciekawości (który w Polsce dla ludzi akurat jest stosowany jako maść, ale w innych częściach świata przyjmowany jest w formie tabletek - i olaboga - zwierzęta dostają go chyba na odrobaczanie ). I to jest informacja którą się luźno dzielę, a nie np. polecam wszystkim - "ludzie żryjcie Iwermektynę (wyciskajcie z tubki maść prosto do buzi!), tako rzecze zaratustra!". Generalnie oba podejścia są złe, zarówno niepoprawny optymizm dotyczący wszystkiego co pojawi się jako "cudowny lek", jak i niepoprawny pesymizm, że jak coś się pojawia, to z pewnością kolejna bzdura, więc w ogóle się tym nie zajmujmy. Z takim podejściem, to nic by na świecie nie wynaleziono - oprócz wynalazków przypadkowych, których już na starcie nie da się zanegować, bo są i widać na pierwszy rzut oka jakie są. A teraz parę słów od sponsora:
-
Miałem żreć coś brzydkiego? W powiadomieniach mam zacytowanie przez taranta które nie istnieje w temacie, więc to pewnie o to chodzi - cokolwiek bym nie miał żreć, dziękuję ale nie dziękuję
-
@goral_Daj adres, podeślę dziadków, płacę jak za prezydenta!
-
Czytałem o wszystkich lekach o których mówisz i jest tak jak piszesz. Gdy mówię na wyciągnięcie ręki, zakładam że takie skuteczne leki gdzieś istnieją i wystarczy się do nich dokopać na zasadzie prób i błędów. Osobiście "śledzę" Iwermektynę, ponieważ pewne twarde dane z badań oraz ze specyficznych regionów, gdzie jest stosowana przeciwpasożytniczo (w Afryce) korelują z jej pozytywnym wpływem na wirusa. Wcześniej wklejałem wypowiedź z komisji senackiej, w Internecie pojawiają się też wypowiedzi innych doktorów, którzy z wielką nadzieją spoglądają na wyniki. O zaletach już atestowanych leków takich jak Iwermektyna mówić nie muszę - nie trzeba przebijać się przez biurokrację, licencje, badania - wystarczy wprowadzić zezwolenia na stosowanie w przypadkach innych niż typowe dla stosowania leku (tu przeciwpasożytniczo). Sama Iwermektyna zdaje się też nie być super-inwazyjnym lekiem, jej stosowanie raczej nie powoduje poważnych skutków ubocznych - więc jest pole do testowania jej w akcji. Tak jak nie podzielam nigdy przesadnych zachwytów nad potencjalnym rozwiązaniem jakiegoś problemu, tak jest i tutaj - jednocześnie nie podzielam też gaszenia prób, przed ich podjęciem. Dopóki nie stwierdzimy, że nie działa i nie pomaga - nic nie wiemy.
-
Tak, to co piszesz jest w 100% sensowne. Co do ostatniego punktu, sam śledzę wspomnianą kwestię leków, takich jak Iwermektyna. Obawiam się, że jest duże ciśnienie na szczepionkę, gdy na wyciągnięcie ręki są sposoby na skuteczną walkę z wirusem dla już zarażonych. To jest trochę problem ignorowany światowo - mówimy o odporności stadnej, odporności po podaniu szczepionki (co będzie się ciągnęło jeszcze miesiącami, jak nie latami), a co z ludźmi którzy już teraz cierpią (objawowo i bezobjawowo)?
-
To jest chyba problem wszystkiego na raz. Teraz czytam, że Pfizer na czas nieokreślony zredukuje wysyłkę szczepionki na Europę, by w międzyczasie przerobić linię produkcyjną i w efekcie końcowym zwiększyć produkcję, cytuję: The reduction in deliveries is due to Pfizer limiting output so that it can upgrade production capacity to 2 billion vaccine doses per year from 1.3 billion currently. This temporary reduction will affect all European countries, said the FHI. “It is as yet not precisely clear how long time it will take before Pfizer is up to maximum production capacity again. I najważniejsze: Many EU nations say they are receiving lower-than-expected supplies of COVID-19 vaccines and complain of uncertainty over future deliveries, EU officials told Reuters.
-
No i gdzie jest sprawiedliwość na świecie ja się pytam!!! (jest aktorem, albo celebrytą?) Moi dzwonili by się zarejestrować, może szczepią tych co przyjdą o własnych nogach, ci najbardziej rokują? Oczywiście żartuję.
-
Info sprzed chwili, moi dziadkowie (+80 lat) właśnie zarejestrowali się do szczepienia. Termin końcówka marca. 2021 zapowiada się wybornie.
-
@Iko widzę dalej ciągniesz mnie za język Główny problem jaki zauważam w strategi twardych lockdownów, to założenie, że w ten sposób dotrwamy do momentu, kiedy sytuacja się unormuje, poprzez np. zaszczepienie całego kraju, które zagwarantuje nam odporność. I tu pojawiają się problemy takiej natury: a) ile trzeba będzie czekać na wynalezienie szczepionki? (teraz możemy mówić z perspektywy czasu, że już wiemy - wtedy to było jedną wielką niewiadomą) b) ile trzeba będzie czekać na zaszczepienie całej populacji? c) czy szczepionka w rzeczywistości, a nie w teorii, okaże się rozwiązaniem problemu i będzie tak skuteczna jak się zakłada - czyli 1) będzie skuteczna dla obecnego szczepu COVID 2) jej działanie będzie długotrwałe i uniwersalne, czy za rok nie trzeba będzie szczepić znów mozolnie całej populacji na nową mutację COVID (zauważ, że nawet nie piszę o ew. efektach ubocznych, bo nie w tym rzecz)? d) czy w czasie kiedy czekamy na wynalezienie szczepionki, dystrybucję wśród krajów i wewnątrz krajów, zaszczepienie całej populacji (z założeniem, że zaszczepi się cała), nie zarżniemy doszczętnie gospodarki tak, że nie będzie czego zbierać? Ci restauratorzy i hotelarze itd., o których zauważam trochę, że w tym wątku pisze się z pewnym pobłażaniem, bo wydaje się, że są samolubni, podnoszą larum, nie biorąc pod uwagę dobra ogółu itd., ich za moment nie będzie na mapie Polski, bo nikogo nie stać na to, że by mieć przez okrągły rok zamknięty biznes (a przez dwa lata?). Tragedia tych firm (i wielu, wielu innych) polega też na zaciągniętych długach. Za moment nie tylko będziemy mieli masę bankructw i biznesów zamkniętych na stałe, ale masę dawnych właścicieli, którzy zostaną bez środków utrzymania, a z potężnymi kredytami do spłaty. To pociągnie za sobą kolejną reakcje łańcuchową, sprzedaż domów, mieszkań i innych nieruchomości, które zostały wzięte na kredyt - oraz bardzo mozolne dochodzenie do siebie i pokolenie, które nie będzie pracowało na powiększanie swojego majątku i rozwój kraju, tylko na likwidacji własnego majątku i spłatę zadłużeń (dodam, że nie tylko swoich, bo i też samego kraju, który zadłużył się po uszy wypłacając "zapomogi"). Ten finansowy smród będzie się ciągnął całymi latami i odbijał negatywnie na Polskiej (i światowej) gospodarce - a o psychicznym wpływie takiej sytuacji na społeczeństwo nawet nie wspomnę. I tak, jest to sytuacja patowa, bo z drugiej strony przy poluzowaniu restrykcji pojawiają się inne problemy - nie twierdzę, że tak nie jest. Co do innych argumentów i twierdzeniach, że zniesienie lockdownu "nie działa", to po pierwsze bardzo odważna teza -ale odbiję piłęczkę - skąd 100% pewność, że lockdown działa? Ponieważ jestem z natury leniwy, nie będę się bawił w doktora/ekonomistę/statystyka. Myślę że wszystkim przydałaby się lektura tego artykułu z American Institute for Economic Reasearch pod tytułem: Lockdowns Do Not Control the Coronavirus: The Evidence To naprawdę świetne streszczenie-opracowanie tego o czym mówię. Wewnątrz artykułu znajduje się 29 odnośników do konkretnych badań na ten temat, które kwestionują skuteczność działania rządowych lockdownów i zagłębiają się w dodatkowe negatywne efekty takowych. Nie trzeba czytać całych tekstów, wystarczy przeczytać chociażby streszczenia (abstract) na ich początku, by zrozumieć, że drugi punkt widzenia ma podstawy w badaniach. Możenie nakłaniam do zmiany punktu widzenia, ale nakłaniam, by nie ignorować tego co mówię "lekką ręką".
-
Klub Miłośników Zegarków ROLEX
MasterMind odpowiedział chrono-craze → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Powiem tak - pasek jak pasek - sam Cordovan jest super, bo daje taki efekt który lubię, cienkiej, lśniącej, gładkiej skóry. W sieci można kupić o połowę taniej produkty tej samej jakości, albo nawet zrobić sobie taki pasek na zamówienie u jakiegoś kaletnika. Ja szczęśliwie kupiłem go w pakiecie z Tudorem D+D i od tego czasu wrzucam go sobie na zegarki, gdzie mam rozstaw 20mm. -
Co do mnogości planów widzę taki problem - że wszyscy koncentrują się na szczepionce, a mało kto myśli o skutecznym leku lub nawet środku "profilaktycznym" w pewnym sensie zastępującym szczepionkę. Mało tego, ci co pracują nad lekiem, starają się jak zwykle opracować coś innowacyjnego, za co będą mogli kosić kasę, a nie szukają w lekach już dostępnych, od wielu lat na rynku i co najważniejsze przetestowanych, gotowych do użytku. Najciekawsze co w tym temacie oglądałem to przesłuchanie doktora na komisji senackiej w USA:
-
Rozumiem o co chodzi. Wygląda to na kolejną z niepoważnych cegiełek na całej hałdzie tego typu idiotyzmów związanych z COVID.
-
Myślę że chętnych na wzięcie szczepionki jest tylu, a co za tym idzie zapotrzebowanie jest tak ogromne, że nie powinniśmy się nawet przejmować sceptykami na tę chwilę. Ludzie dosłownie czekają na "swój moment". Zanim maszyna nadąży za wszystkimi chętnymi i oczekującymi i dotrze wreszcie do tych niechętnych sceptyków, będzie już wystarczająco danych (dla osoby, która potrafi je analizować, a nie postrzega świat tylko poprzez emocje i instynkt), by wyciągać jakieś wnioski co do skuteczności i bezpieczeństwa jej zastosowania. Nie wiem co wpływa na problem dystrybucji w Polsce, wiem tylko że są ogromne logistyczne problemy z transportem szczepionki, ze względu na niskie temperatury w których musi być trzymana, Pfizera -70 stopni. Przez cały transport musi być zachowana nieprzerwany łańcuch chłodniczy, a same boxy zbiorcze gdzie trzymają dawki muszą być wypełnione suchym lodem, którego produkcja też nie nadąża. Swoją drogą, co do nadążającej produkcji - szczepionki mRNA są preferowane przy takim wyzwaniu jak COVID, ponieważ o wiele łatwiej produkuje się je w sztuczny sposób na ogromną skalę, w przeciwieństwie do tradycyjnych szczepionek.
-
Uwaga, leci nie Onet, a Wikipedia (kto nie umie angielskiego, niech sobie wrzuci w tłumacza): Up until 2020, these mRNA biotech companies had poor results testing mRNA drugs for cardiovascular, metabolic and renal diseases; selected targets for cancer; and rare diseases like Crigler–Najjar syndrome, with most finding that the side-effects of mRNA insertion were too serious.[22][23] mRNA vaccines for human use have been developed and tested for the diseases rabies, Zika, cytomegalovirus, and influenza, although these mRNA vaccines have not been licensed.[24] Many large pharmaceutical companies abandoned the technology,[22] while some biotechs re-focused on the less profitable area of vaccines, where the doses would be at lower levels and side-effects reduced. Before COVID-19 pandemic, no mRNA drug or vaccine licensed for use in humans. In December 2020, both Moderna and Pfizer/BioNTech obtained emergency use authorization for their mRNA-based COVID-19 vaccines, which had been funded by Operation Warp Speed (directly in the case of Moderna and indirectly for Pfizer/BioNTech). Technologia w teorii jest znana szerzej od okolic przełomu lat 1980-90, testy robione na zwierzętach na różne choroby od tego czasu, aż do teraz (starano się w ten sposób opracować między innymi szczepionkę na niektóre typy raka). W międzyczasie wiele firm porzuciło ową technologię, dochodząc do wniosku, że rezultaty są mało obiecujące, a efekty uboczne są zbyt poważne w stosunku do potencjalnych zysków z zaszczepienia. Do 2020 roku nie było żadnej szczepionki opartej na tej technologii opracowanej dla ludzi, która uzyskałaby licencję i gotowość do użycia. W 2020 dwie korporacje farmaceutyczne dostały awaryjnie zielone światło na opracowanie szczepionki w trybie przyspieszonym. Teraz to co napisałem powyżej to są fakty, ciekawostka, traktujmy to jak chcemy. Pisanie, że to żadna nowość jest mimo wszystko pewnym niedomówieniem. To tak jakby powiedzieć w momencie wybuchu pierwszej bomby atomowej, że to żadna nowość, bo pracowano nad nią od lat 30tych. To jest nowość, przed 2020 nie było w użyciu szczepionek opartych na tej technologii, więc w pewnym sensie można powiedzieć, że "jest to eksperyment na skalę światową", tym bardziej że w normalnych warunkach taką szczepionkę przygotowywano by z godnie z regulacjami całymi latami, testowano na zróżnicowanych grupach i po długim, wyczerpującym procesie, analizie danych, dostałaby pełnoprawną licencję. Jednocześnie, druga strona medalu - nie jest to eksperyment w prawdziwym tego słowa znaczeniu. To nie tak, że naukowcy nie wiedzą jak ludzie zareagują na szczepionkę, to nie tak, że nie przeprowadzili badań wstępnych i nie obliczyli teoretycznej skuteczności szczepionki, a teraz zaszczepią tym świat i wyrośnie nam trzecia ręka - a szkoda, może bym nosił na niej kolejny zegarek. I w tej kwestii rozumiem obie strony "konfliktu" szczepionkowego, od gorących zwolenników, do gorących przeciwników. Jednocześnie nie podoba mi się to, że ktoś, kto ma obiekcje co do takiej szczepionki, z automatu musi być klasyfikowany jako antyszczepionkowiec. To jest moim zdaniem nie fair, to jest własnie postrzeganie zero-jedynkowe, albo jesteś z nami, albo przeciw nam. Albo się zgadzasz w zupełności, albo jesteś "fanem teorii spiskowych". Sam patrzę na to z perspektywy wyboru. Wolność przeważnie opiera się na możliwości wolnego wyboru. Sam dotychczas nie szczepiłem się na grypę, to był mój świadomy wybór. Sezonowo przechodziłem różnego rodzaju "przeziębienia", o różnym natężeniu (nigdy nic poważnego) i spokojnie żyłem sobie z tym wyborem, będąc jednocześnie świadomy, że nawet ludzie w moim wieku umierają na grypę - i że ogólnie coś takiego jak śmierć na grypę jest całkowicie możliwa. Jednocześnie ze spływających z różnych stron historii, o tym jak ktoś się zaszczepił prewencyjnie, po czym skuteczność tego szczepienia była marna, bo grypa mutuje co roku, a sama skuteczność szczepionek na grypę jest na poziomie między 30-60%, do tego tamte typy szczepionek według opinii niektórych znanych mi lekarzy wręcz obciążały układ odpornościowy (sam nie wiem, powtarzam tylko to co zasłyszałem od innych - być może w rzeczywistości to bzdura/pomówienie itd.) w efekcie końcowym nie przyjmowałem tych szczepionek, które w przeciwieństwie do tej na COVID, były szczepionkami "sprawdzonymi", "należycie" przetestowanymi, opartymi na przetestowanej znanej technologii. Teraz natomiast mam się praktycznie przymusowo zaszczepić szczepionką nową, niesprawdzoną, opartą na technologii, której jeszcze rok temu nie stosowano nigdzie na świecie, opracowaną w ekspresowym tempie. Tu pojawia się mój wewnętrzny sprzeciw - bo jest to nielogiczne w tym względzie. Wyboru praktycznie nie ma, bo za moment wiadomo jakie będą realia - bez świstka, że się zaszczepiłeś, nie polecisz samolotem (już tak jest) nie będziesz mógł być fizycznie w pracy, w biurze, bo stwarzasz zagrożenie dla innych ludzi i kto wie, ogólnie nie będziesz mógł funkcjonować. Do tego dochodzi oczywiście presja, że jesteś chodzącym zabójcą-egoistą, który się nie ukłuł dla dobra ogółu i pragniesz śmierci wszystkich osób dookoła Jako kolejny przykład podam sytuację z moim dzieciakiem. Właśnie skończył 5 lat i jest telefon z przychodni. Czas na kolejne szczepienie. Mówimy sobie ok, coś wcześniej niż myśleliśmy. Przez telefon informacja, że dwie na raz. Ok, patrzymy, jedna, którą ma dostać jest dla 6 latków, a druga normalnie byłą podawana 10 latkom. Oddzwaniamy i pytamy o co chodzi, a panie w przychodni mówią: tak, jedna jest dla 6 latków, ale on właśnie wszedł w 6 rok życia, więc można go tak uznać, a druga jeszcze rok temu była przeznaczona dla 10 latków, ale zmieniły się regulacje i teraz można nią szczepić młodsze dzieci, a że nie chcemy go przyjmować dwa razy w krótkich odstępach czasu (po co dzieciaczek ma się stresować) to podamy mu jedną i drugą po sobie... Ok, ja nie jestem antyszczepionkowcem, ale tu wkracza mój wybór. Mam dzieciakowi podać dwie szczepionki jednocześnie, obie przeznaczone tak naprawdę dla starszych dzieci (jedna dotychczas dla o wiele starszych), bo przez telefon wyczuwam, że panie by chciały mieć to już za sobą. Zdecydowałem się podać dwie osobno, w pewnych odstępach czasu i dobrze, bo po pierwszej biedak dostał niewielkie reakcji alergicznej, ręka spuchła mu jak balon i nie mógł spać przez ból. To jest wybór, na którym mi zależy i to chciałbym, by było dalej szanowane w tym kraju i na świecie.
