Ja też pracowałem w korpo tyle samo czasu a i też studiowałem kierunek humanistyczny. Też miałem super ekstra wypasione ubezpiecznie medyczne, tylko że nie ma ubezpieczenia w Polsce które pokrywa wszystkie skomplikowane operacje, przynajmniej ja takiego nie znam. Więc do Lux Medów chodzisz leczyć zęby czy opryszczkę, a z zawałem i tak wylądujesz w państwowym szpitalu.
Chyba nie przeczytałeś mojego postu uważnie. Jeśli jednak nie chcesz płacić na innych, jest taki kraj w którym będzisz panem i władcą swoich ciężko zarobionych pieniędzy. Nazywa się... Somalia - nie ma tam rządu, podatków praktycznie też nie ma, więc to co zarobisz brutto to netto. Tylko żeby ci głowy poza posesją nie obcięli bez ochrony za ciężkie pieniądze, jak zapragniesz wyjść "na miasto".
Podam ci jeden przykład z życia: kiedyś, gdzieś w Europie w barze byłem uczestnikiem dyskusji nt. demokracji. Jedna dość zamożna Turczynka narzekała, że motłoch (u nas to są Janusze) ma takie same prawa jak ona; jak tak może być, że ona, taka wykształcona, świetnie zarabiająca itp. ma takie same prawa jak jakieś nieroby. No przecież to nielogiczne i niesprawiedliwe. Na to wstał facet będący prawdziwym milionerem i powiedział, że ona dla niego jest nikim i że też chętnie by ją pozbawił praw wyborczych, żeby taki "motłoch" jak ona mu nie pyskował. Mądrzej niż ja opisał to np. w świetnej scenie pomiędzy lordem a kamerdynerem Kazuo Ishiguro w "Okruchach dnia".
Społeczeństwo to jest suma jednostek, lepszych i gorszych. Czy mnie się podoba co obecnie panująca władza wyrabia? Nie, nie podoba mi się, uważam że to idioci i rzucają się na kasę i tak, często wstawiają debili na poważne stanowiska. Ale nie masz innego sposobu by skonstruować społeczeństwo jak tolerować jego lepsze i gorsze strony. Możesz edukować jedynie i chodzić na wybory. Jak czytam te wieczne narzekania i stękania polskiej generacji 40+, to mam już dość. Zawsze to samo: sam do wszystkiego doszedłem, sam sie wykształciłem, sam, sam, sam. Nic nikomu nie zawdzięczam. No więc, jako przedstawiciel także pokolenia 40+ napiszę ci, jak to było ze mną: studiowałem na państwowej uczelni, jeździłem do tej uczelni po drogach wybudowanych za podatki zarówno zamożnych i także owych znienawidzonych przez ciebie urzędników (oni też płacą podatki, naprawdę). Rozumiem, że sam opłaciłeś sobie swoje studia, sam wybudowałeś drogę na uczelnię, sam ufundowałeś tory kolejowe wiozące cię do miasta gdzie studiowałeś?
Spędziłem kiedyś luksusowe wakacje w kraju, gdzie są ogromne kontrasty społeczne. Siedziałem w pięknym budyku z marmuru, pływałem w basenie, a budynku strzegł ochroniarz z wielką giwerą. Już drugiego dnia mieliśmy napad z bronią i najedliśmy się strachu, bo biedota z osiedli otaczających zamożne miejsca tylko czychała aby móc wyrwać coś dla siebie. Szedłem na plażę, która była "private" i "exclusive", z kolejnymi strażnikami strzegącymi nas od biedoty. Jak wsiadłem do zwykłego autobusu miejskiego żeby pojechać na normalną plażę, to Kanadyjczycy z osiedla martwii się czy wrócę cało. Wakacje były miłe i przyjemne, ale powiedziałem żonie, że więcej w to miejsce nie pojadę. A to był właśnie kraj, gdzie nie dokładasz się do nierobów i kasę możesz trzymać dla siebie o wiele bardziej niż w takiej Polsce. Świat toi otworem, emigruj. Tylko się nie zdziw, że w takiej Europie (oprócz Rumunii bodajże) wszędzie podatki będą o wiele wyższe niż w okropnej Polsce, która tak cię łupi. Masz jeszcze Rosję z 13% PIT-em, tylko gdzie te milliony emigrujące do Rosji po lepsze życie? We Włoszech płaci się także za studia na państowej uczelni. Rodzice składają PIT i zależnie od zarobków, płaci się mniej lub więcej. Znajomy, który mi o tym opowiadał, zapytany ile on płacił, powiedział, że akurat więcej (choć to nie są duże pieniądze). Zapytany, czy uważa to za sprawiedliwe, powiedział, że skoro jego rodzice dobrze zarabali, to dlaczego nie? Dzięki temu i on, i ktoś mniej zamożny też mógł studiować. Chciałbym kiedyś taką argumentację w Polsce usłyszeć.