A mnie zawsze fascynuje zafiksowanie Polaków na posiadaniu wyższego wykształcenia. Ja, filolog niestety - czytaj z tych tępych, dałem radę 17 lat w finansach pracować i nawet się dochrapałem awansu na jakiego tam managera (to naprawdę nie jest trudne, te finanse). Jeden z moich szefów, facet o niesamowitej wiedzy, członek m.in. rady dyrektorów w jednym z największych banków w Europie, nawet wyższego wykształcenia nie miał. Miał za to coś, co jest ważne: był inteligentny i miał doświadczenie. Oczywiście studia są ważne, dają pewną bazę, ale trwają 5 lat. Czy jeśli ktoś pójdzie gdzieś pracy bez studiów, będzie łebski i dekadami będzie zdobywać doświadczenie to należy mu po latach np. wypowiadać że nie ma studiów?
Ja na chirurga czy inżyniera się nie nadaję, ale większości rzeczy można się nauczyć, naprawdę. Poza tym, w świecie w którym żyjemy wszystko się zmienia tak szybko, że sporo wiedzy zdobytej na studiach staje się nieaktualna w momencie ich kończenia.
Spójrzcie na system kształcenia w Niemczech czy Austrii: tam wcale nie tak dużo osób ma wyższe wykształcenie. Można dostać świetnie płatną pracę w Siemensie czy BMW kończąc nawet ich przyzakładową szkołę zawodową. A w Polsce to właśnie presja społeczeństwa na posiadanie wyższego wykształcenia pcha ludzi którzy na studia iść nie powinni na takowe, stąd odpowiedź rynku i szkoły wyższe typu Wyższa Szkoła Gotowania na Gazie. Jak kończyłem liceum, mój kumpel poszedł pracować do Castoramy na jakieś niskie stanowisko. Potem go chcieli awansować, no ale był idiotyczny wymóg, że kierownik miał mieć wykształcenie wyższe. No więc ten mój kolega zapisał się na wieczorowe studia z … resocjalizacji, bo tam było najłatwiej się dostać i najłatwiej skończyć. I tym samym, kierownikiem został, bo przecież mgr resocjalizacji na pewni wzmocni jakościowo poziom wiedzy pracowników Castoramy.
Mnie studia dały niesamowicie dużo i nie wyobrażam sobie ich nie skończyć, ale wg mnie to właśnie presja wyższego wykształcenia jest jednym z powodów tego że mamy absolwentów jakich mamy.