Cały czas opisywane są historie, tragedie ludzi którzy przeszli chorobę ciężko lub zmarli - zmarli im bliscy, znajomi - to niewątpliwie dla nich tragedie nie do opisania ale co z tragedią ludzi (nie wiem 80-90% społeczeństwa dotkniętych restrykcjami ) którym zamknięto w zasadzie wszystko ? Zamknięte firmy, sklepy, restauracje, pensjonaty ale też sklepy z odzieżą, pamiątkami, czymś tak głupim jak stoiska z oscypkami (tak ludzie z tego żyją) oni nie mogą robić nic .... nie mają dochodów i nikt im tego nie rekompensuje, większość tarcze ominęły, potracili wszystko najpierw zastawiając czy sprzedając co się da no bo to minie - no ale nie mija.
Wyobraźcie sobie na swoim przykładzie- macie dom, samochód, rachunki, kredyty - macie dobrą pracę i nagle ktoś odcina was od tej pracy, nie możecie zarabiać ale dosłownie NIC - po 2-3 miesiącach przychodzą wezwania do zapłaty no ale wy nie macie już nic - więc co potem? a no komornicze egzekucje należności - tracicie wszystko, nie macie nic na co pracowaliście ostatnie 40 lat życia i nie przez to że brakowało klientów, że źle wykonywaliście swoją usługę, tylko że ktoś wam odgórnie zabronił, zamknął wszystko.Teraz wyobraźcie sobie że takie coś spotyka nie jednego sąsiada w bloku czy trzech na całej ulicy tylko całe miasto (są takie miejsca) Czy to jest tragedia czy nie?
Kiedy jest większa tragedia jak umiera w mieście 20 osób które i tak w większości już ledwo chodziły czy jak upada całe miasto?
Znam ludzi co się chyba już poddali - chodzą jak cienie i już im nie zależy - nie wiem jak się to skończy
Wielu z Was którzy tak krytykują tych buntujących się to osoby którym nic nie zagraża - lekarze zarabiają jak zarabiali, teraz to już w ogóle.... nie mówię że nie powinni, robią robotę należy się - są zaszczepieni więc o cięższe zachorowanie martwić się nie muszą - śpią spokojnie.
Łatwo jest krytykować osobom które są zabezpieczone finansowo, którym nic nie grozi a komornik nie zagląda przez okno.
Trudno jest wytłumaczyć komuś kto przechorował covid całą rodziną i miał tylko katar że musi upaść i zabrane mu zostanie wszystko bo na końcu ulicy mieszka Pan Stefan 80lat chory na raka od lat trzech i on może umrzeć jak się zarazi.
Tak że każdy ma swoją tragedię nie umniejszajmy żadnej.
Wśród moich znajomych w zasadzie wszyscy to przeszli - sraczki jedno dniowe, trochę kaszel, jeden lekka gorączka a tak jakieś poty 3 dni i to wszystko - 3 już zamknęło działalność jeden wszystko wyprzedaje i zaraz po otwarciu granic wyjeżdża na Niemcy tu już nie chce nic.
Na całym moim wielkim osiedlu 2 osoby zmarły na covid ale to były naprawdę schorowane postacie które od miesięcy nie wychodziły już z domu.
Tak to wygląda u mnie a jak u Was?
Tylko niech już nie piszą lekarze że zapraszam na oddział bo na oddział to ja mam skierowanie od 3 miesięcy i doczekać się nie mogę.