Oczywiście, że każdy decyduje za siebie. Ja np. zgadzam się, że powyżej pewnej kwoty wchodzimy już często głównie w branding, narrację i emocje, a nie w proporcjonalny wzrost jakości użytkowej. HH to inny świat i inna logika - ręczne wykończenie, czas, kunszt, materiały. Tam cena ma jakieś uzasadnienie, nawet jeśli nie dla każdego.
Ale w segmencie tzw. „popularnego premium” często płaci się głównie za logo + pozycjonowanie, a nie za obiektywnie lepszy zegarek. Zresztą, nie tylko tej branży ten mechanizm przecież dotyczy.
I to nie jest hejt ani demaskowanie „konsumpcjonizmu” - jak mówiliśmy, każdy wydaje swoje pieniądze jak chce.
Po prostu na pewnym etapie rozsądek wygrywa z FOMO.
Myślę też, że warto rozróżnić dwie rzeczy: kupowanie „coraz wyżej i coraz drożej” oraz poznawanie zegarków jako takich. To pierwsze bardzo łatwo zamienia się w swoisty "wyścig" - często bardziej mentalny niż realny. To drugie można robić zupełnie inaczej: próbując różnych stylistyk, marek i rozwiązań w bardziej przystępnych widełkach cenowych, bez presji, że każdy kolejny krok musi być droższy od poprzedniego.
Paradoksalnie, właśnie w tym „środku” da się dziś znaleźć najwięcej różnorodności i realnej frajdy - bez poczucia, że płaci się głównie za pozycjonowanie. To może być ciekawsza droga niż liniowe wspinanie się po półkach cenowych - zwłaszcza, że pląsanie w wanience prawdziwego luksusu, rozumianego jako coś niedostępnego dla mas, to sport dla naprawdę nielicznych...