Dzięki, dzięki. To może poruszę jeszcze jedną kwestię... Mimo, że jest to temat o renowacji tarcz, to chciałem pokazać, że nie zawsze trzeba poddawać zegarek takim drastycznym zabiegom, żeby odzyskał... no może nie blask, czy dawną świetność, ale... jakby to powiedzieć... trochę świeżości, zachowując jednocześnie swój wintydżowy charakter. Jak doskonale wiecie, czasem poddając zegarki renowacji można przynieść im więcej szkody niż pożytku. Jako mój przykład podam... a jakże... kolejną Delbanę Pierwsze co zrobiłem to pozbyłem się bransolety. Miękkie koperty Delban są bardzo podatne na uszkodzenia spowodowane ostrymi rantami bransolet. Bardzo mocno wycierają się uszy koperty. Następnie wyjąłem całość z koperty, mechanizm poszedł do czyszczenia i smarowania, a tarcza tylko do delikatnego odkurzenia i przeczyszczenia z resztek lumy, która wykruszyła się z godzinowej wskazówki. Miałem chęć spróbować ją przeczyścić, ale nalot widoczny na zdjęciu to nie jest typowa patyna, którą miałem choćby w poprzednim zegarku. W związku z tym nie podjąłem na razie tego ryzyka. Obawiam się, że zeszło by wszystko, włącznie z napisami i indeksami. Tak więc póki co zostało tak jak jest. Wyczyściłem jedynie wskazówki. Jedna z nich i tak wymagała położenia nowego wypełnienia. Chcąc zachować charakter przeszło pięćdziesięcioletniego zegarka, zdecydowałem, że nie położę nowej, świecącej lumy, a dam wypełnienie z akrylu, z dobranym kolorem, bardziej pod wiek zegarka. Pozbyłem się również ze wskazówki sekundowej czerwonego lakieru. Choć nie jest oryginalna, to w takiej postaci bardziej będzie pasować do całości. Delbany nie miały czerwonych wskazówek, a jedynie malowany był najczęściej sam grot. Dałem nowe szkło i zapakowałem wszystko do porządnie wyszorowanej koperty. Całość kosztowała mnie niecałe 5 zł i trochę pracy Dostanie jeszcze czarny paseczek i do gabloty.