Trochę mi zeszło z tą recenzją 😉 Raptem rok 😛 Bo opisuję tutaj limitowany zegarek Laco sprzed dwóch rocznicowych edycji, czyli z 2022 roku. Przyczyną jest przerwa w życiorysie jaką miałem w ubiegłym roku. Ale jest też pozytywny aspekt tego opóźnienia, o którym opowiem w dalszej części tego opracowania.
Jak zaznaczyłem w tytule jest to też moje pożegnanie z tą serią zegarków. Edycja 98, czyli wypuszczona chwilkę temu, pod koniec 2023 roku, to piękny chronograf, ale niestety wyceniony tak wysoko, że w obecnej sytuacji nie zdecydowałem się wydać tak dużej kwoty na kontynuowanie tej kolekcji. Wręcz sprzedałem zegarki z dwóch pierwszych edycji i opisywany poniżej pilot jest ostatnim Laco w mojej szkatułce.
1. Zestaw
Zestaw jest podobny jak w poprzednich edycjach rocznicowych - solidne kartonowe pudło skrywające w swoim wnętrzu zgrabny i świetnie wykonany futerał ze sztucznej skóry zasuwany na zamek oraz wypełniany ręcznie certyfikat na czerpanym papierze, zawierający dane z pomiarów przy regulacji mechanizmu, a także podpisy zegarmistrza składającego dany egzemplarz i prezesa firmy Laco. W futerale natomiast znajduje się zegarek, karta gwarancyjna, instrukcja obsługi oraz przypinka dedykowana edycji 97 w małym woreczku. To co różni ten zestaw od poprzednich to oczywiście kolorystyka. W każdej edycji kolory kartonu, futerału czy przypinki są dostosowane do kolorystyki samego zegarka. W tym przypadku jest to paleta zharmonizowana z pięknym odcieniem butelkowej zieleni i nawiązuje do koloru tarczy zegarka. Kolorystyka tego zestawu jest bajeczna. Podoba mi się najbardziej ze wszystkich posiadanych do tej pory zestawów zegarków z rocznicowej serii Laco.
2. Koperta, tarcza i pasek
Technicznie o kopercie - 42 mm średnicy, 12.8 mm grubości, uszy o szerokości 20 mm. Typowa, walcowata bryła klasycznego „fliegera” będąca pomniejszoną kopią zegarków lotniczych zamawianych od 1938 roku przez niemieckie Ministerstwo lotnictwa u kilku producentów dla członków załóg samolotów Luftwaffe. Z powodu zakontraktowania kilku wytwórców, na tarczach tych zegarków nie umieszczano nazw tych firm. Były po prostu pozbawione oznaczeń konkretnego producenta. Miały natomiast kilka zunifikowanych oznaczeń, łącznie z nazwą producenta (Hersteller) umieszczonych na deklu koperty oraz z boku, po przeciwnej stronie niż koronka. I Laco Edition 97 będące nawiązaniem do tradycyjnego zegarka lotniczego posiada również oznaczenia w tym stylu. Na deklu mamy więc zestaw parametrów nazwanych tak jak na historycznych „lotnikach”, zawierający choćby typ użytego mechanizmu czy oznaczenie modelu w katalogu wspomnianego ministerstwa (Gerat Nr). Jest tam też wygrawerowany numer limitacji. Tym razem trafił mi się bardzo zgrabny i okrągły numer 10 z 97 wyprodukowanych sztuk. Na boku koperty jest zaś wygrawerowane oznaczenie FL-23883 (Anforderz) również nawiązujące do tradycji i będące identyfikatorem zegarka wykonanego według konkretnej specyfikacji zamawianej przez Ministerstwo lotnictwa w czasie II wojny światowej.
To co odróżnia ten zegarek od typowych zegarków lotniczych to oczywiście materiał koperty i subtelnie przemycone oznaczenie edycji na czołowej powierzchni koronki mającej jak najbardziej tradycyjny kształt, taki jak w historycznych zegarkach tego typu. Koperta bowiem jest wykonana z brązu i piaskowana dla uzyskania matowej powierzchni. I właśnie w tym miejscu chciałem wrócić do wspomnianej na początku korzyści z opisywania tego zegarka po rocznym leżeniu w futerale. Otóż po takim czasie brąz zaczyna łapać patynę. Ale chyba ze względu na użyty stop oraz chropowatą powierzchnię dzieje się to nierównomiernie. Zaczynają się pojawiać ciemniejsze plamki, zmiana koloru nie jest tak jednolita jak na zegarkach innych producentów, z gładkimi powierzchniami brązowych kopert. Nie ukrywam, że bardzo mi się to podoba. Zegarek zaczyna wyglądać dużo bardziej surowo. Żałuję tylko, że nie sfotografowałem go zaraz po zakupie, kiedy wyglądał jeszcze o wiele bardziej bardziej „cukierkowo”. Takie porównanie byłoby bardzo ciekawe. Ta surowość koperty zaczyna wspaniale współgrać z dołączonym do zestawu paskiem. Jest to solidny kawałek cielęcej skóry, przeszytej grubą, kremową nicią, koło uszu łączony jak to w zegarkach lotniczych dwoma nitami, tutaj też w kolorze brązu. Jest pokryty ciemnobrunatnym lakierem, ale rewelacyjnie wystylizowanym na starą skórę. Lakier jest spękany i właśnie to najbardziej harmonijnie koresponduje ze „starzejącą się” kopertą, a sam pasek jest przez to bardzo unikalny. Sygnowana klamerka jest wykonana z tego samego materiału co koperta i tak samo ciekawie łapie nierównomierną „korozję”. Szczerze przyznam, że nigdy nie byłem miłośnikiem takich nitowanych pasków, ale ten mnie urzeka i raczej niechętnie będę go zmieniał, chociaż paskami mieszam wręcz z pasją.
Tarcza ma grafikę typu „Baumuster B”, czyli dwa pierścienie - większy z oznaczeniami dla wskazówki minutowej i mniejszy wewnętrzny dla bardzo krótkiej wskazówki godzinowej. Jest pozbawiona datownika. Ogromne cyfry indeksów minutowych są malowane dwoma kolorami fluorescencyjnej farby świecącej w kolorze „Old radium”. Tak samo świeci wypełnienie wskazówek czernionych termicznie. Bardzo ciekawym smaczkiem w obszarze tarczy jest wskazówka sekundowa. Jest prosta, także pokryta farbą w większej części, natomiast jej "nieaktywny" koniec jest czarny, rozszerzony do małego prostokąta, w którym wywiercony jest maleńki otworek.
Powierzchnia tarczy jest pokryta matową, zielona farbą w pięknym odcieniu, który określiłbym jako coś pomiędzy butelkową zielenią kartonowego pudełka, a kolorem khaki. Z „pożółkłymi” indeksami, wskazówkami i kopertą z brązu gra to świetnie.
Tarczę chroni szafirowe, lekko wypukłe szkło pokryte antyrefleksem, osadzone w bardzo wysokiej lunecie i pieknie fazowane przy jej krawędzi.
3. Mechanizm
W tym modelu zastosowano popularny i ceniony mechanizm automatyczny Selitta SW 200 w wersji Elabore, nazywany tutaj Laco 200. Niestety niewiele można o nim powiedzieć, bo jak to w „pilocie” jest on skryty za pełnym deklem, który jak wspomniałem wcześniej pełni istotna rolę tablicy informacyjnej. Brak możliwości oglądania mechanizmu jest chyba źródłem największego niedosytu, bo w swoich zegarkach zwracam na wygląd „tego co pod spodem” taką samą bez mała wagę, jak na tarczę. Ale jakoś to przeżyję 😉 O dokładności i jej zgodności z pomiarami z certyfikatu na razie się nie wypowiem, bo zegarka jeszcze nie nosiłem.
To tyle o moim pożegnalnym Laco. Uzupełnieniem mojego opisu niech będą fotografie jakie zrobiłem i jakie zapewne będę mu wciąż robił. Miłego oglądania 🙂
Dajcie proszę znać w komentarzach co myślicie o tym zegarku i o mojej recenzji. A ja rzecz jasna dorzucę od czasu do czasu jakieś zdjęcia!