Fat Canyona (12,9 kg) świetnie nadaje się do miasta, jest zadziwiająco zwrotny i dynamiczny, niestraszne mu krawężniki, hopki, dziury w jezdni. Szerokość opony wpływa na zwiększone bezpieczeństwo jazdy po wszelakiej nawierzchni, zwłaszcza najeżdżanie krawężników z ukosa, które nie powoduje uślizgu kół. W zasadzie jadąc na facie nie musisz wcale patrzyć pod przednie koło tylko w horyzont … i możesz po prostu jechać. Niemałym zaskoczeniem jest wjeżdżanie w zjeżdżanie ze schodów. W terenie leśno-górskim ma się poczucie bardzo dużego bezpieczeństwa. Podjeżdża w zasadzie pod wzniesienia, których nie dało by się pokonać innym rowerem. Ograniczeniem jest oczywiście para w nogach i koordynacja ruchowa. Koła nie tracą przyczepności ani na stromej, ani na mokrej czy grząskiej nawierzchni. Podobnie ze zjazdami. Diametralnie wzrasta poczucie możliwości. Rower wręcz zachęca do spróbowania tego co nie możliwe. W terenie grząskim, który jest naturalnym środowiskiem fata to już zupełnie inna bajka. Rower pokonuje teren niepokonywany żadnym innym rowerem. Przemierzyłem znaczną część Pustyni Błędowskiej w grząskim i średnio ubitym piachu i pomimo że trzeba się czasem napedałować to rower dziarsko jedzie. Do takich warunków niemal niezbędna jest regulowana sztyca chcąc pokonać najbardziej grząski teren nie zatrzymując roweru. Czasem wystarczy krótkie podparcie nogi bez wytracenia prędkości (czyli również bez przechyłu) i jedziesz pewnie dalej. Minusy? Zwiększone nieco opory toczenia na twardej nawierzchni, bycie "celebrytą" oraz problem z dobraniem odpowiedniego uchwytu rowerowego dla bagażnika dachowego. Jeśli chcesz korzystać z fata wyłącznie jak ze środka lokomocji do systematycznego i zarazem szybkiego przemieszczania się twardą nawierzchnią np. do pracy i z powrotem to chyba nie warto. Jak chcesz zawodowo uprawiać kolarstwo szybkie – to nie warto. Jak chcesz ścigać się w maratonach to można spróbować. Fat będzie miał przewagę na trudnych technicznych odcinkach (podjazdach i zjazdach) ale też będzie tracił na łatwych i prostych etapach. Jeśli natomiast (mając tylko jeden rower) chcesz po prostu mieć niewiarygodną przyjemność z używania roweru w najbardziej nietypowych warunkach ale też w tych całkiem normalnych to polecam fata Canyona, jak dla mnie koniecznie z amortyzowanym przednim kołem. Każdy kto ze znajomych raz spróbował miał wielką frajdę i zagwozdkę co dalej. Na koniec próbka możliwości fata w wykonaniu Dude: