Za czasów poprzednich trenerów reprezentacji, no może poza Leo, było odwrotnie, tzn. zejście zawodnika z napadu i dodanie kolejnych nóg do obrony. Dla mnie było to niezrozumiałe, bo albo grać i napadać, albo się bronić i tylko czekać, aż władują nam bramę. Rzeczywiście dźwignięcie z 0:2 nawet na chwilowe 3:2 zasługuje na oklaski! A kibice? Ich większość niech podziękuje tej "spokojnej" mniejszości za wygodne miejsca stojące pod stadionem.