Noszę prawie wszystkie swoje zegarki. Lubię je nosić Codziennie rano jest losowanie z pamięcią co było ostatnio na nadgarstku oraz branie pod uwagę aktualnej garderoby. Mam wyostrzony zmysł słuchu, zatem nie śpię z zegarkiem, bo słyszę cykanie werku, co mnie drażni podczas zasypiania. Poza tym jakoś nie widzę spania z zegarkiem. Każdy mój zegarek wydaje inne dźwięki. Niektóre szumią cyk-cyk-cyk-cyk-cyk, inne dźwięcznie tyk-tyk-tyk z przeplatającym się i dzwoniącym dong---dong---dong. Jeszcze inne mówią głuche pak-pak-pak-pak-pak. Jest tego trochę. Dla mojej dziewczyny mruczą wszystkie tak samo Nieraz gdy jest bardzo cicho lubię słuchać jak chodzi zegarek. Zegarek na stole, ja leżę sobie w łóżku, wokół mnie cisza i najlepiej półmrok, a w tle pracujący mechanizm tik-tik-tik-tik-tik. Z odległości 3-4m nie słyszę już tego dong-dong-dong. Lubię wyjąć zegarki i patrzeć z pietyzmem jak biegnie sekunda. W każdym zegarku biegnie inaczej, rusza się, pokonuje obroty, a wraz z nią mijają minuty i godziny. Podoba mi się utrzymywanie ich w nienagannym stanie, dbanie o nie. Zawsze po zakupie nowego zegarka z nieznaną historią zanoszę go do zegarmistrza, aby popatrzył co się tam w środku dzieje. Czasem powie, że wszystko jest w porządku, czasem, że coś jest do naprawy, a czasem „Oooo Panie, dawno tu nikt nie zaglądał…”, itp. Lubię mieć sprawny sprzęt. Nie znoszę jak zegarki przechowywane są w metalowych pudełkach, np. po herbacie. Aż mnie wzdryga jak to widzę. U mnie każdy ma mięciutko, sucho, rozkosznie. Tyle