Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Piotr Ratyński

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    9947
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    35

Zawartość dodana przez Piotr Ratyński

  1. Czy tutaj na forum, to mi się nie wydaje, ale fakt w internecie to już nie raz prezentowałem to zdjęcie. Czy to już pasja w przypadku wnuczki, to trudno powiedzieć, raczej jak na razie to zafascynowanie dziadkiem, a nie rybami.
  2. Zanim dostała swoją wędkę, to często przyglądała się jak dziadek łowi, tak że teorię miała opanowaną.
  3. A to wnuczka po złowieniu swojej pierwszej rybki
  4. I jeszcze Jesienny szczupak
  5. Mało mam zdjęć z wędkarstwa bo najczęściej kręcę filmy, ale coś znalazłem: Spinning - w pełnej zbroi: A tak wygląda moja zasiadka - metoda drgająca szczytówka.
  6. Eee... tam, ja ostatnio łowiłem karasie pospolite jakieś dwa lata temu i sporo jest jeszcze miejsc w mojej okolicy gdzie można je spokojnie łowić. Zdjęcie powstało specjalnie dla kolegi, żeby mógł je porównać z karasiami, które łowi w swoim stawie. Po porównaniu stwierdził, że u niego są niestety mieszańce.
  7. Nurkowanie rekreacyjne ze sprzętem ABC (płetwy, maska, fajka) jest dostępne dla każdego kto umie wystarczająco dobrze pływać, a leżąc spokojnie na powierzchni wody przy jej odpowiedniej przejrzystości można podglądać ryby do woli. Wprawdzie naprawdę niezapomniane widoki są dopiero po zejściu pod wodę, ale małymi kroczkami można się nauczyć wszystkiego wystarczą chęci i determinacja.
  8. Nurkowałem jak do tej pory w rzeczkach, bo rzeki które odwiedziłem nie miały przejrzystości wody , która by na to pozwalała. W porównaniu do jeziora to obserwacja ryb rzeczywiście trudniejsza. Gdy płynąłem z prądem to ryby mnie najczęściej zauważały wcześniej niż ja je, a pod prąd czasem trudno było płynąć szczególnie w miejscach które najczęściej są siedliskiem ryb. Jednak widoki wszystko rekompensowały, piękne brzany wielkości takiej jakiej na wędkę nie uświadczyłem, samotna troć spokojnie stojąca w miejscu, gdzie ja walczyłem żeby się utrzymać gałęzi, ławice kleni...
  9. No tak mi trochę wyszło, pewnie dlatego, że forum czytam kątem oka przy innej robocie, ale obraźliwy nie jestem, czyli wszystko OK Wędkarze święci nie są i ogólna niechęć Polaków do przepisów ich też dotyczy, najczęściej też tak jak piszesz to ci starsi, ale jeżeli chodzi o kłusownictwo wśród wędkarzy to detal. Prawdziwie hurtowi kłusownicy to potrafią w ciągu jednaj doby pozbawić ryby niewielkie jezioro. Sprzęt do łowienia mają dużo lepszy od rybaków zawodowych, a do poruszania się od straży rybackiej. Łowią na jednej wyprawie ryby tonami i nie muszą często daleko jeździć, żeby tą rybę sprzedać, bo paserzy kupują ja od nich na miejscu. A, że dużo łatwiej złapać dziadka, który ma niewymiarowe płotki w siatce, to kłuserstwo hurtowe jest zazwyczaj bezkarna, tym bardziej, że ma czym się wykupić w razie czego. Były też przypadki, że zgłoszenia faktu kłusowania były ignorowane, a w sprawę byli zamieszani również policjanci, czy strażnicy... Paradoksem np, jest, że ryb w rzekach było dużo więcej gdy płynął nimi fenol z niewielką zawartością wody, niż teraz gdy wreszcie ryby z rzek można jeść i na pewno nie jest to wina wędkarzy, chociaż mają w tym swój udział, gdyż presja szczególnie na terenach dużych miast jest ogromna.
  10. Naturalny karaś zwyczajny (taki bardziej brązowy i mocno garbaty) nie jest w stawie zły, ma swoją nisze w mule i tez jest tam potrzebny (oczywiście w rozsądnej ilości). Wystrzegać się należy tylko sprowadzonego karasia srebrzystego (jasny i nie garbaty), bo raz, że to są tylko samice i rozmnażając się wspólnie potrafią "skundlić" naturalne karasie, a na dodatek mnożąc się nadmiernie zajmują przestrzeń innym bardziej wartościowym rybom. A smakują wyśmienicie oba dwa gatunki.
  11. Mięsiarstwo wśród wędkarzy z mojego pokolenia i starszych jest rzeczywiście plagą, niejeden przestał być moim znajomym przez to, ale to się niedługo zmieni, pokolenie to odchodzi i taka jest naturalna kolej rzeczy. A takie c&a, gender czy małżeństwa chłopców, prędzej czy później będą powszechne, tak jest od lat, pokolenia się zmieniają i zmieniają się zarazem zwyczaje. Od lat też zawsze starzy narzekają, że dawniej było lepiej i uważają swoje zwyczaje za lepsze, a gdzie racja... racja jest jak d**a, każdy ma swoją.
  12. Jakoś wyniki tego monitoringu kolegi nie są ogólnie dostępne. Oczywiście, ze karp się wyciera, tylko, że woda jest ciepła zbyt krótko, żeby z ikry wylągł się narybek. A ok..15 cm to mają zwyczaj karpie, którymi u nas zarybiają. Nigdy w życiu nie posadziłbym karpiarza, że jest "dziadkiem borowym" i nie o karpiarzach tu mówiłem. Dziadki borowe tylko czakaja na zarybianie i w chwilę później siedzą nad wodą wyławiając ogłupiałe i wygłodzone kroczki, jest to tak czyste, ze u nas zaraz po zarybieniu muszą wodę specjalnie patrolować. Łowiłem od najmłodszych lat na gliniankach zwanych u nas szachtami, wszyscy mieszkający dookoła to byli kłusownicy a nad woda stale było pełno wędkarzy i ryb tez było pełno, az do czasu gdy niedaleko powstały osiedla i ścieki poszły do wody, zniknęły i ryby i wędkarze i kłusownicy. moim zdaniem tak na oko w 95% to nie wędkarze są przyczyną tego, że nie ma ryb, co najwyźej mogą dobić wodę wyrybiona przez kiepska gospodarkę rybacką. Tekst o pieniądzach jest typowy, szczegolnie gdy brak argumentów, ale biorąc pod uwagę to, że za te dwie stówy kupiłbym dużo więcej ryby niż złowię w wodach PZW (raz, że mało na ich wodach łowie, a dwa, że mam coraz mniej czasu na wędkarstwo), to argument jest "ni z gruchy ni z pietruchy", bo jakby mi zależało na pieniądzach, to zamiast zapłacić składkę to kupił sobie po prostu ryby.
  13. Pewnie, że się przyjmie, tak jak i inne nowinki, życie pokazuje, że ludzie przyjmują bezkrytycznie wszelkie mody, a obecnie szczególnie dużo tego wszystkiego, Ci co uważają ze to ma sens, jakoś nie mają ze mną ochoty dyskutować, a wystarczyłoby przytoczyć jakieś argumenty nie do odrzucenia, a takie tak bo ja tak uważam... Amury w Odrze mają się dobrze, ale już niedługo, bo na zarybianie potrzeba specjalnego pozwolenia a może niedługo w ogóle nie będzie można zarybiać, a same się nie rozmnożą. Wiem że odnogi Odry we Wrocławiu czasem nie maja nawet charakteru rzeki i do Wisły, a szczególnie do Warty w Poznaniu tego porównać się nie da, ale to nie zmienia faktu, że tam dotyczą tej rzeki również ogólne prawa przyrody.
  14. Karp się u nas nie rozmnaża, bo to ryba z cieplejszych rejonów świata, a poza tym to ryba czysto hodowlana, stworzona przez człowieka, a nie przez naturę, tak jak i inne zwierzęta gospodarskie. Sazana, dzikiego karpia jeszcze mi się nie udało złowić, choć łowię już z 50 lat i podobno się u nas trafiają. To że karp się u nas rozmnoży jest teoretycznie możliwe, po wystąpieniu warunków pogodowych pozwalających rozwinąć się jego ikrze, naturalnie jest to praktycznie niemożliwe (może niebawem mamy przecież ocieplenia klimatu), chyba ze w wodach podgrzanych przez zrzuty z elektrowni. A tołpygę trudno złowić, bo żywi się planktonem, jedynie naprawdę duże okazy biorą na małe błystki/gumki/żywca. Jakieś znaczenie pewnie ma, praca koguta w opadzie jest zupełnie inna i na koguty łowią przeważnie w jeziorach, na rzekach podobno też, ale ja nie widziałem. Również polecam...
  15. To zależy jak rozumiemy słowo obgryźć, ale na pewno nie znaczy to to samo co przegryźć. W tym przypadku dla mnie to znaczy tyle samo co oddzielić błystkę od reszty zestawu i tak rozumiane jest używane przez wszystkich wędkarzy, których znam. A ja już łowiłem szczupaki, którym taka błystka wisiała u pyska. Hmm... Nie rozumiem co mają czapla i bobry do tego, że w rzece nizinnej można złowić ryby, których miejsce jest w stawie hodowlanym, albo i w górskiej rzece. Na teranie miasta Poznania przy rzece Warcie można zobaczyć wszystkie zwierzęta obecnie żyjące w naszych lasach, a przede wszystkim sarny i dziki, czaple i bażanty, a bobry to już nawet jest plaga, bo niszczą tyle pięknych i starych drzew, że żal patrzeć, ale jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, żeby iść łowić karpie do Warty, chociaż się zdarzają się całe szczęście bardzo rz\adko bo powódź też u nas była i pozabierała ludziom wszystkie ryby z przyrzecznych stawów. Amur i tołpyga to w ogóle gatunki inwazyjne w naszych wodach i to że je do nich wpuszczano to okazało się, że głupota była okropna, bo ich destrukcyjny wpływ na nasze wocy naturalne jest bardzo duży. A karp, hmm... gdy spytamy ichtiologa niezależnego od PZW to stwierdzi, że karp to też gatunek inwazyjny i z powodu tego że nie rozmnaża się normalnie w naszych wodach zamieniamy przy jego pomocy wody naturalne w hodowlę i zabieramy miejsce rybom, które tam powinny się naturalnie znajdować . Pierdzistołki z PZW robiące interesy na karpiach i "dziadki borowe" lubiące wyławiać kroczki zaraz po zarybieniu, twierdzą oczywiście inaczej. Dlaczego uważam za czubka kogoś kto zarybiłby Odrę we Wrocławiu karpiem, amurem i pstrągiem wyjaśniłem powyżej, a co do metody złap i wypuść (c&a), to poważam i cenię wegetarian, albo ludzi, którzy nie jedzą ryb, ale wypuszczanie ryby złowionych przez siebie, a jedzenie ryby kupionych w sklepie, to hipokryzja w najczystszej postaci, łowię i wypuszczam bo taka moda. Rozumiem jeszcze karpiarzy, bo ich ulubione ryby się nie rozmrażają, ale moja generacja wędkarzy czerpie przyjemność z wędkarstwa taką samą jaką maja ludzie od setek tysięcy lat i liczy się tu całość: przygotowanie do łowienia, wyszukanie ryby, zasiadka (czasem ognisko), walka i zwycięstwo, sprawienie ryby i po powrocie do domu własnoręczne jej przyrządzenie. Oczywiście i ja wypuszczam ryby, bo przeważnie łowię więcej niż potrzebuję, no i w przypadku gdy łowię w wodzie ubogiej w ryby, kiedy to wypuszczam wszystkie. Natomiast łowienie ryby, po to tylko żeby zrobić sobie z nią pseudo-artystyczne zdjęcie, zupełnie nas nie kręci. A biorąc pod uwagę tylko mnie, to łowię często na wodach, gdzie muszę wykupić pozwolenie od rybaka i teraz przypuśćmy, że złowione ryby wypuszczam, ale że lubię ryby jeść to jadę z powrotrem do w/w rybaka i kupuję od niego ryby na obiad (sprzedaje ryby również detalicznie), które on złowił wcześniej z tego jeziora do którego ja wypuściłem swoje. Czy to byłby objaw zdrowego rozumu? A tak w ogóle to "złap i wypuść" ma sens np. w takiej Anglii, gdzie nie ma zupełnie rybactwa śródlądowego i kłusownictwo nie istniało do czasów przybycia tam Polaków, ale u nas to wygląda tak: ty wypuszczasz, a PZW czy inny dzierżawca odławia, a to co zostawi to trzebi kłuser.
  16. Łowiąc ze stalką tracimy wiele kapitalnych sandaczy, a zyskujemy czasami na przynęcie, ale podczas łownia sandaczy (podbijanie, opad) mnie szczupaki biorą bardzo rzadko. A ja klenie ostatnio na wątróbkę drobiową. :-P Nie wiem co znaczy u Ciebie targałem, ale nawet w "starożytnych" czasach sandacz na Warcie nie brał na zwykłe blachy, trzeba było samemu je robić z taj części łyżki, którą trzyma się w ręce. Gdy łowimy małe szczupaczki na dużą blachę, to zazwyczaj nie przecinają żyłki czy plecionki, duże szczuble (+/- 1m) zazwyczaj przecinają bez względu jaką przynętę stosujemy. Nie wiem co dla Ciebie znaczy większy okaz przy leszczu, ale mnie zupełnie nie przeszkadzają ości o grubości ponad 1 mm, a z tą wartością kulinarną i aromatem to chyba żartujesz, duży tłusty leszcz z jeziora w galarecie nie ma sobie równych, albo wędzony, a i mniejsze leszcze w occie to paluchy lizać. Z ryb mniej smacznych to wymieniłbym klenia i bolenia, ale smak dania zależy przede wszystkim od kucharza, a nie od produktów jakie używa i mogę podać przepisy, które i te ryby czynią smacznymi. A czemu złowionego sandacza wypuszczasz z powrotem, a w lokalu go jesz? De Gustibus Non Est Disputandum! ale: Karpie złowione w naturalnej wodzie (nie te ze stawu hodowlanego pasione paszą) to najsmaczniejsze są te duże moim zdaniem. Węgorze najlepsze wędzone, ale mam również przepis na wyśmienite węgorze pieczone.A to "suche" to już zależy od tego jak przyrządzone, najbardziej "suchy" (bez tłuszczu) jest sandacz, ale za to smakiem wszystko nadrabia. Taka obiegowa opinia dla laików. Mały zacięty odpowiednio szybko nie obgryzie, duży obgryzie wszystko. We Wrocławiu na Odrze pstrągi biorą, karpie i amury, hmm... Dziwna to rzeka, albo dziwne te ryby. Narzekasz na powódź, a to tylko dzięki powodzi właśnie, bo jeżeli z zarybień to ktoś tu powinien trafić do czubków.
  17. Złowienie sandacza nie z opadu to najczęściej przypadek, a moje kije do łowienia sandacza z opadu różnią się od zwykłego spinningu tym, że mają tak czułą szczytówkę, iż mówiąc żartobliwie drga ona nawet wtedy gdy obok żyłki przepływa małż, Zwykły spinning sygnalizuje branie drganiami, które czuć na dolniku, przy sandaczu wtedy jest już za późno. Łowienie przy pomocy kogutów, to specyficzna metoda i niektórzy z kolegów tak łowiących używaja do tego wędziska o szczytówce grubości przysłowiowego "kija od szczotki", czemu tak nie mam pojęcia, bo ta metoda jest poza moim zainteresowaniem.
  18. Gdy jesteśmy posiadaczem dobrego kija dedykowanego do połowu sandaczy to na gumę zdecydowanie najlepiej. A żywiec to tylko wtedy gdy sandacz nie czuje żadnego oporu do momentu połknięcia, inaczej natychmiast puszcza przynętę.
  19. No właśnie z tym sprzętem to niektórzy karpiarze, a może właściwie powinienem powiedzieć pseudo-karpiarze przesadzają niemiłosiernie. Wszystko maja karpiowe czapki, kurtki, namioty krzesełka, majty w karpie itd., tylko karpie widocznie się na tym nie znają i ich ignorują. Dla mnie w ogóle karpiarstwo (nie chodzi mi o łowienie karpi, a dokładnie właśnie o karpiarstwo) to taki komercyjny wymysł marketoidów, żeby wyciągnąć od ludzi więcej kasy. Nie ma jakoś pstrągarstwa, szczupakarstwa, sumiarstwa, leszczarstwa, sandaczarstwa, są jedynie zwyczajni wędkarze łowiący pstrągi, szczupaki, sumy, leszcze czy sandacze i tym podobnie. Czemu wędkarz łowiący karpie się od nich różni, jak na razie nikt mi rozsądnie jeszcze nie wytłumaczył. A do tego jeszcze ten kontrowersyjny karp...
  20. Mam sporo kolegów oraz znajomych karpiarzy i muszę Tobie powiedzieć, że wśród nich jesteś wyjątkiem. Ci z którymi miałem przyjemność łowić, wywozili zanętę wiadrami (nie jednym) i to tylko rano w dniu łowienia, a ile wywieźli wcześniej (czasem nęcą przez trzy dni przed łowieniem) nie mam pojęcia. Fakt, są i zboczeńcy jeżeli chodzi o zanęcanie i wśród wędkarzy, którzy łowią inne ryby niż karpie, ale moja generacja do nich nie należy, szczególnie łowiący na drgającą szczytówkę, rzadko kiedy zużywam więcej niż 2 kg zanęty na zasiadkę, a nigdy więcej niż 4 kg i nigdy nie zanęcam wcześniej niż w dniu łowienia. Czy mam przez to lepsze czy gorsze wyniki od tych walących zanęty "tonami", to trudno powiedzieć, zależy to również od innych czynników, ale wiem jedno, że najczęściej o sukcesie nie decyduje ilość, tylko skład.
  21. Pewnie tak, ale dla mnie wiadro to już góra, a kulki to proteiny, ale tak ogólnie to żartowałem. Są metody gruntowe, które spokojnie można stosować na takim stawie (np. picker), a czy na jedną wędkę czy na dwie, to zależny już raczej od tego jak ryby biorą, czasem trzeba na jedną, bo dwie to by człowiek nie nadążył wyciągać.
  22. Jeżeli chodzi o metody "karpiowe" to na pewno tak, bo to trzeba usypać gdzieś górę z protein, najlepiej przy przeciwległym brzegu i przynętę też tam umieścić, im dalej tym lepiej, to dwóch karpiarzy może poplątać na takim stawie żyłki już przy wyrzucie. Ja łowie ryby często razem z kolegami po kilku tuż obok siebie i jakoś nikt nikomu nie przeszkadza, a optymalnie żeby mieć spokój wystarczy odstęp 5m jeden od drugiego. Łowienie na stawie tej wielkości jest specyficzne i trudno je porównać do łowienia na dużej wodzie naturalnej. Łatwiej tutaj przyzwyczaić rybę do żerowania w jakimś konkretnym miejscu i trudniej rybie znaleźć jakąś kryjówkę, gdzie mogłaby się schronić i zerwać zestaw. W stawie kolegi ryby tak się przyzwyczaiły do tego, że je karmi, iż wystarczy samo jego pojawienie się na brzegu, a podpływają, przeważnie są to karpie i karasie. Ciekawe, że go rozpoznają, bo na mój widok tego nie robią. Łowienie na tym jego stawie jest jak dla mnie mało atrakcyjne, bo drobnicy jest tam masa, a konkurencja pokarmowa tak wielka, że zanim przynęta opadnie na dno, to już na haczyku wisi jakiś maluszek i ryby słusznej wielkości nie maja szans się nią nawet zainteresować. Stosowanie zaś selektywnej dużej przynęty, skutkuje tym, że na branie trzeba czekać "tygodniami", bo z kolei duże ryby są tam bardzo cwane.
  23. "Sz" wymawiamy gdy jest "sch".
  24. Ładna okolica i połowić idzie, widzę, że na giełdę do Hamburga będę musiał jeździć z wędką.
  25. Resztki z obiadu i resztki zanęt to raczej "kosmetyka" a nie dokarmianie, dobre na przygotowanie sobie łowiska w danym miejscu. Dokarmianie to najlepiej by była pszenica ewentualnie jakieś inne ziarno, warto by tu zasięgnąć wiedzy u jakiegoś fachowca najlepiej miejscowego. Żeby jednak dokarmiać skutecznie to trzeba znać choć w przybliżeniu ilość ryb i skład gatunkowy, bo zbyt duża ilość karmy, lub zły jej skład może "popsuć" wodę podczas rozkładu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.