Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Piotr Ratyński

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    9947
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    35

Zawartość dodana przez Piotr Ratyński

  1. Mam sporo kolegów oraz znajomych karpiarzy i muszę Tobie powiedzieć, że wśród nich jesteś wyjątkiem. Ci z którymi miałem przyjemność łowić, wywozili zanętę wiadrami (nie jednym) i to tylko rano w dniu łowienia, a ile wywieźli wcześniej (czasem nęcą przez trzy dni przed łowieniem) nie mam pojęcia. Fakt, są i zboczeńcy jeżeli chodzi o zanęcanie i wśród wędkarzy, którzy łowią inne ryby niż karpie, ale moja generacja do nich nie należy, szczególnie łowiący na drgającą szczytówkę, rzadko kiedy zużywam więcej niż 2 kg zanęty na zasiadkę, a nigdy więcej niż 4 kg i nigdy nie zanęcam wcześniej niż w dniu łowienia. Czy mam przez to lepsze czy gorsze wyniki od tych walących zanęty "tonami", to trudno powiedzieć, zależy to również od innych czynników, ale wiem jedno, że najczęściej o sukcesie nie decyduje ilość, tylko skład.
  2. Pewnie tak, ale dla mnie wiadro to już góra, a kulki to proteiny, ale tak ogólnie to żartowałem. Są metody gruntowe, które spokojnie można stosować na takim stawie (np. picker), a czy na jedną wędkę czy na dwie, to zależny już raczej od tego jak ryby biorą, czasem trzeba na jedną, bo dwie to by człowiek nie nadążył wyciągać.
  3. Jeżeli chodzi o metody "karpiowe" to na pewno tak, bo to trzeba usypać gdzieś górę z protein, najlepiej przy przeciwległym brzegu i przynętę też tam umieścić, im dalej tym lepiej, to dwóch karpiarzy może poplątać na takim stawie żyłki już przy wyrzucie. Ja łowie ryby często razem z kolegami po kilku tuż obok siebie i jakoś nikt nikomu nie przeszkadza, a optymalnie żeby mieć spokój wystarczy odstęp 5m jeden od drugiego. Łowienie na stawie tej wielkości jest specyficzne i trudno je porównać do łowienia na dużej wodzie naturalnej. Łatwiej tutaj przyzwyczaić rybę do żerowania w jakimś konkretnym miejscu i trudniej rybie znaleźć jakąś kryjówkę, gdzie mogłaby się schronić i zerwać zestaw. W stawie kolegi ryby tak się przyzwyczaiły do tego, że je karmi, iż wystarczy samo jego pojawienie się na brzegu, a podpływają, przeważnie są to karpie i karasie. Ciekawe, że go rozpoznają, bo na mój widok tego nie robią. Łowienie na tym jego stawie jest jak dla mnie mało atrakcyjne, bo drobnicy jest tam masa, a konkurencja pokarmowa tak wielka, że zanim przynęta opadnie na dno, to już na haczyku wisi jakiś maluszek i ryby słusznej wielkości nie maja szans się nią nawet zainteresować. Stosowanie zaś selektywnej dużej przynęty, skutkuje tym, że na branie trzeba czekać "tygodniami", bo z kolei duże ryby są tam bardzo cwane.
  4. "Sz" wymawiamy gdy jest "sch".
  5. Ładna okolica i połowić idzie, widzę, że na giełdę do Hamburga będę musiał jeździć z wędką.
  6. Resztki z obiadu i resztki zanęt to raczej "kosmetyka" a nie dokarmianie, dobre na przygotowanie sobie łowiska w danym miejscu. Dokarmianie to najlepiej by była pszenica ewentualnie jakieś inne ziarno, warto by tu zasięgnąć wiedzy u jakiegoś fachowca najlepiej miejscowego. Żeby jednak dokarmiać skutecznie to trzeba znać choć w przybliżeniu ilość ryb i skład gatunkowy, bo zbyt duża ilość karmy, lub zły jej skład może "popsuć" wodę podczas rozkładu.
  7. Najtańsze były od zawsze tzw wody gminne, wydzierżawione przez urzędy regionalne, ale że trzeba coraz bardziej ratować budżet to i tam obecnie z roku na rok ceny rosną niewspółmiernie do tego co prezentują sobą wody.
  8. U nas tak samo, karta to takie wędkarskie prawo jazdy, ale do łowienia konieczne jest również pozwolenie właściciela/dzierżawcy wody. Czasem to są opłaty symboliczne, ale czasem trzeba się "wysilić". Największy dzierżawca wod w Polsce PZW, dla swoich członków jest relatywnie tani, ale dla niezrzeszonych to ma bandyckie opłaty. W stawie gdzie karp nie jest dokarmiany paszą i hormonami, oraz w naturalnych jeziorach, po dwóch latach ma 15 do 25 cm, po trzech latach 19 do 33 cm, po czterech latach 25 do 38 cm, po pięciu latach 27 do 42 cm itd., zależnie od "żyzności danego akwenu.
  9. Piotr Ratyński

    GERLACH

    Myślę, że miałbyś duży problem, żeby mnie przekonać do czegokolwiek, a jak już to kilka jaskółek nie czyni wiosny. Ja osobiście i całkiem subiektywnie nie widzę żadnego dzieła sztuki w zegarku elektronicznym, chociaż zarówno mechanika jak i elektronika leżą w polu moich zainteresowań.
  10. Piotr Ratyński

    GERLACH

    Mnie tez chodzi o podejście, zasada jest prosta, gdy ktoś czegoś nie rozumie, to też nie rozumie tego dlaczego tego nie rozumie. Noszę na co dzień zegarek kwarcowy (Tissot TTouch) i mi w tym zupełnie nie przeszkadza fakt, że uważam mechaniki za lepsze. Mechanik to dla mnie dzieło sztuki (oczywiście nie wszystkie), a elektronik to przedmiot użytkowy.
  11. To wyrób sobie kartę, słyszałem, że zagranicą jest to dużo łatwiejsze niż w Polsce, nie wiem tylko czy wszędzie.
  12. Piotr Ratyński

    GERLACH

    Ja nie rozumiem osób, które słuchają opery i nic z tego nie wynika, ja nie rozumiem, oni dalej słuchają.
  13. Hmm... Raczej nie ma takiej korelacji, ale droższa wędka powoduje, że tą naprawdę dużą rybę łatwiej i przyjemniej wyholować. Efekt łowienia to wynik całej gamy rożnych czynników, z których większość jest poza zasięgiem wędkarza, czyli dużo w tym szczęścia, ale szczęściu też należy i można pomóc.
  14. Piotr Ratyński

    GERLACH

    Coraz ładniejsze te "Gerlachy".
  15. Ryb było zdecydowanie więcej i pomimo tego, że sprzęt był "z innej epoki" , łatwiej było o wyniki.
  16. Gdy łowiłem kijami leszczynowymi to PZW jeszcze nie wpadło na pomysł, żeby wszystkie naturalne wody zamieniać na hodowlę karpia. A obecnie wszędzie ich pełno, ale łowienie karpi mnie nie bawi, tak jak myśliwych strzelanie do zwierząt gospodarskich, jednak jako przyłów zdarzają się i karpie, 8 kg padł własnie na lekką bolonkę, a 12 kg na ciężki feeder i muszę przyznać, że smaczniejszych karpi nie jadłem. Woda płynąca uniemożliwia w zasadzie precyzyjne zanęcanie i łowienie metoda odleglościową.
  17. Moim zdaniem jak już to bardziej użyteczna jest tu teleskopowa bolonka (powiedzmy 6,00 m), bo połowi się nią i w rzece i w wodzie stojącej na wszystkich rozsądnych odległościach. Wprawdzie jest to wędka dedykowana na rzekę, ale Polakom to nie przeszkadza i sporo wędkarzy używa ją na wodach stojących, bo pozwala ona bardziej precyzyjnie wyrzucać przynętę i manewrować podczas holu ryby. Odległościówka (match) na rzece to porażka, no i moim zdaniem wyroby firmy Robinson lepiej omijać z daleka. Wędzisko to jest ta część wędki, która służy wygodzie i zapewnia komfort wędkarzowi, ryby mają w nosie to co trzymasz w ręku i dają się łowić nawet przy pomocy kija leszczynowego, to od Ciebie zależy ile zechcesz wydać na ten swój komfort. Ogólnie są dwie opcje finansowe, albo kupujemy wędziska drogie na lata, albo tanie na sezon dwa. Obie opcje maja swoich zwolenników i znam nawet gościa który kupuje wędziska za ok. 30,- do 70,- zł i je rozpieprza o drzewo po każdej wyprawie. Jednak muszę zaznaczyć, że właściciele taniego sprzętu klną dużo czyściej podczas łowienia niż ci drudzy.
  18. 3,6 m to wymiar ni z gruchy, ni z pietruchy. Musisz najpierw się zastanowić jaka metoda chcesz te ryby łowić, a dopiero potem możemy się razem zastanowić jaki sprzęt Tobie się najlepiej do tego przyda. Kije uniwersalne do wszystkiego, tak naprawdę są do niczego.Obecnie wędziska z grubsza dzielimy, pomijając te wysoko wyspecjalizowane, na: 1. metoda spławikowa bez kołowrotka bat - optymalnie 6,00 do 8,00 mtyczka - optymalnie 10,00 do 12 m2. metoda spławikowa z kołowrotkiwm match - optymalnie 3,00 do 4,50 mbolonka - optymalnie 5,00 do 7,00 m3. metoda gruntowa picker - optymalnie 2,00 do 3,00feeder - optymalnie 3,00 do 4,50 mteleskopowe gruntówki ( do połowu z ciężkim ołowiem dennym) - optymalnie 2,50 do 4,004 metoda spinningowa spinning - optymalnie 2,30 do 2,80 mcasting - optymalnie 1,80 do 2,50 mDo tego mamy jeszcze wędziska morskie, trollingowe, muchowe i podlodowe. Wszystkie wędziska maja jeszcze jeden ważny i charakterystyczny parametr zwany "ciężarem wyrzutowym", który również trzeba brać pod uwagę przed zakupem. Bardziej wyrafinowane kije są dedykowane do konkretnego gatunku ryb, na przykład zupełnie inne kije służą do połowu szczupaka, a inne do połowu sandacza. To w dużym skrócie podstawy wiedzy o wędziskach.
  19. Jak chcesz prowadzić tam jakąś "gospodarkę" to tak, a jak staw ma być prowadzony tak bardziej na dziko, to najlepiej przy nim jak najmniej "grzebać"
  20. Elba to spora rzeka, jak staw stary i niespuszczany, to drapieżniki może już tam są, pewność jednak dają tu tylko odłowy, albo spuszczenie stawu.
  21. Wszystko zależy od wielkości (i głębokości) stawu. Gdy w okolica bogata w wody naturalne, to w zasadzie nie potrzeba nic wpuszczać, okoń a i często szczupak, prędzej czy później zostanie tam zawleczony przez ptactwo i jego ilość natura sama wyreguluje. Gdy okolica uboga w wody, należałoby samemu coś nasadzić, ale trzeba bardzo uważać, żeby nie przesadzić, najlepiej zasięgnąć opinii fachowca. Gdy chodzi o przetrzebienie zbyt dużej ilości drobnicy, to okoń w zupełności wystarczy, gdy natomiast zależy nam o selekcję chorych i słabych, to niewielka ilość szczupaka nie zaszkodzi. Zastanawia mnie tylko ten amur, gdyż jego obecność w stawie powoduje zazwyczaj takie ubytki w roślinności i nasycenie wody azotem, że inne ryby, a szczególnie drapieżniki nie maja dobrych warunków do życia.
  22. A może tu: http://www.danmis.com.pl/
  23. Oczywiście, że idzie jeszcze kupić smaczne masło i chleb, nawet w Niemczech (szczególnie w Bawarii), ale z tym dobrym polskim jedzeniem to jest już podobnie jak z niemiecką akuratnością i porządkiem, zostały tylko legendy. Przed wstąpieniem do Łunii za każdym razem jak jechałem do kolegów mieszkających w Niemczech, to przymusowo musiałem zabierać ze sobą ogonówkę, kiełbasy i jajka. Gdy przyjeżdżałem to kolega spraszał sąsiadów na jajecznicę... Wędliny kupione normalnie w sklepie, jajka na rynku. Obecnie już nic nie wożę nie ma zapotrzebowania, nie dość, że w zasadzie mamy tą samą jakość, to najczęściej jeszcze droższe. Dobre polskie jedzenie było dawniej w każdym sklepie, wszędzie, a teraz muszę je szukać i ludzie uważają je za rarytas.
  24. No cóż, temat rzeka, czekamy na pytania.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.