Nigdy gdy jechałem na łykendy F1 nie zastanawiałem się czy drs cos daje, bo go jeszcze nie było [emoji28]. Za to były silniki które brzmiały jak myśliwiec, gdy podczas piątkowego treningu parkowałem na kempingu. Siedząc jeszcze w samochodzie czułem wibracje na wątrobie , a toru nie widziałem. Chyba tych właśnie wrażen nie zapomnę. Obecne silniki może fajnie brzęczą, ale tylko brzęczą. Taki jest tech kierunek, no cóż..... W tamtych latach gdy Marlboro jeszcze mogło być na tylnym skrzydle, a za jakiś czas Ross Brawn wymyślił magiczny podwójny dyfuzor, a Massa doświadczył na własnej głowie siły "bezpańskiej" sprężyny czuło się zapach paliwa, opon i mocy silnika. No i jeździło się dla Roberta, który jednak postanowił roz....ć sobie rękę na rajdach, żeby uszczęśliwić fanów. Ostatecznie po latach skończył w reklamie na podjeździe stacji Orlenu. Część emocji F1 umarła wraz z jego słowiańską fantazją Wysłane z mojego M2007J17G przy użyciu Tapatalka