Ja pochowałem już nasze trzy psy ... dwa wyżły i bokserkę Madzię w sumie 30 lat historii z nimi ... mieliśmy już nie mieć ... Lekarstwo wzięliśmy szczeniaka yorka, potem drugiego. Z tych dwóch zrobiła się szczęśliwa piątka , a w zeszłym roku dokooptował największy zabijaka jakiego mieliśmy, wsiowy burek , jak go nazywamy najcwańszych z wszystkich psów Borys . Szczeniak ma teraz podwójne kły i znależliśmy przy obgryzaniej dziś kości 4 zęby ;-) ... Po trzech miesiącach u nas wraca do równowagi psychicznej i staje się największym yorkiem jakiego ziemia widziała... a nasza 2 kilogramowa Zula jest najlepszą koleżanką i miłością Borysa... Dobrze, że mieszkamy na wsi i jest duży ogród. Niestety oprócz radości jest też sporo problemów ... no i jesteśmy UZIEMIENI, z wszelkimi dłuższymi wyjazdami ... podróżujemy dalej już niestety osobno . Wspólne wyjazdy odpadają... Mam więc dlaCiebie radę , chwilę popłacz jeszcze i zaoferuj potem opiekę jakiemuś malutkiemu czworonogowi , który będzie cię kochał bezwarunkowo do końca swoich dni lub końca świata .... ;-)