Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

pmwas

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    6781
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    13

Ostatnia wygrana pmwas w dniu 12 Marca 2020

Użytkownicy przyznają pmwas punkty reputacji!

Reputacja

10531 Guru zegarmistrzostwa

O pmwas

  • Tytuł
    Przyjaciel Klubu
  • Urodziny 11/17/1985

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Sosnowiec
  • Hobby
    .

Ostatnie wizyty

7017 wyświetleń profilu
  1. pmwas

    Mój upragniony 🍊 UAZ...

    A swoją drogą to chyba najlepszy europejski test Huntera, niestety po czesku... Bo w Polsce to raczej skupiają się na topieniu go w błocie, a tu mamy fajną, kompletną recenzję...
  2. pmwas

    Mój upragniony 🍊 UAZ...

    A wczorajszy dzień był na tyle przyjemy, że postanowiłem to opisać. Takie "z pamiętnika automobilisty". Przepraszam jeśli przynudzam.
  3. pmwas

    Mój upragniony 🍊 UAZ...

    Taki to juz los mojego UAZika, że ostatnio został autem do kręcenia się wkoło komina. Po części tylko dlatego, że - psując się co chwila - stracił moje zaufanie (którego i tak nigdy nie miał?), a raczej przez to, ze po zakupie (przepraszam, wypożyczeniu) chińskiego smoka dostałem kuszącą kosztami Kię Rio, którą jeździ się tak tanio, że wybaczy się jej w zasadzie wszystko. Brak mocy, nudę, ból tyłka, zdrętwiałe nogi, po prostu jak auto pali 6,5l LPG na 100km... to się nim jeździ Dziś jednak na trasę do Nowego Targu Kia akurat dostępna nie była i musiałem wybrać... Alfa, czy UAZ? Muszę powiedzieć, ze ostatnio rzadko wybieram Alfę. Ceny paliw premium dobijające już do dziewiątki skutecznie obrzydzają jazdę do roboty nawet takim fajnym autem. Co innego do rodziny, na wycieczkę... ale do roboty? Tyle płacić za dojazd do roboty? Wybór padł na UAZa, który zresztą chwilę już trasy nie robił i też warto go było nieco przewietrzyć. Poranek już chłodny, do tego deszczowy. Odpalam. Oczywiście odpala bez problemu, ale czekam aż "elektroniczne ssanie" obniży obroty, bo ruszanie UAZem na zimnym (oprócz tego, że zabronione w instrukcji obsługi - sic!) to murowane szarpanie i dławienie się tego na wskroś nowoczesnego motoru. Gdy się już rozgrzeje do ok 45* (instrukcja mówi bodaj o 60-ciu), można ruszać. Na główną ulicę mam mocno w dół, więc moje "ukochane" oponki BFG T/A uż na wejście postanawiają przypomnieć, dlaczego tak je "kocham". Przy hamowaniu przed główną z prędkości 25km/h już tracą przyczepność na śliskim asfalcie. Możecie mi wierzyćlub nie, bo co niektórzy mi nie wierzą - te opony po prostu są niebezpieczne po deszczu i naprawdę nie dramatyzuję. Po prostu są i już. Dodam, zę przy tej okazji zapewniam też sąsiadom cudny pisk zimnych bębnów z tyłu, ale... taki urok uljanowskich bębnów, piszczą sobie jak są zimne. Pierwsze kilometry pokonane w zimnie i z parującymi szybami przypominają mi, że mam zamknięty po lecie zawór nagrzewnicy. Wentylacja wprawdzie chodzi - i nawet jest puszczona na szybę - ale co z tego, skoro dmucha zimnem? Trochę zaczynam zazdrościć pewnemu Włochowi, który w swoim Hunterze zamontował sobie cięgno (takie jak do gaźnika do ssania), którym może sobie ot tak, podczas jazdy, przełączać zimno-ciepło, bez konieczności czekania na jakieś czerwone światło i nurkowania pod deskę od strony pasażera, ewentualnie wsadzając temuż głowę między kolana, o ile się takowego akurat posiada. Dodam, że jedno czerwone świato to z reguły za mało, bo znalezienie dżwigienki jest trudne nawet jak się wie, gdzie jej szukać. Ale z drugiej strony - czy takie cięgno to w UAZie nie za duży luksus? Wszak taka interakcja z pasażerem tylko zacieśnia wzajemne więzi, więc po cóż to psuć jakimiś cięgnami? Ja tam akurat nie mam pasażera, wiec postanawiam dojechać na stację Shell w Jaworznie, bo przy włączniku LPG i tak świeci mi się rezerwa. Zakręt w Jęzorze, na wyjeździe na Jaworzno, pokonuję z przepisową prekością 40km/h. Rzadko zresztą przekraczam tu 50 (inni nagminnie), raz że zakręt jest zdradliwy, a dwa, ze nie dalje jak dwa dni temu wyjechałem zeń prosto na pana, który właśnie wysiadał z dymiącego auta, którym dosłownie przed chwilą odbił się od barierki , dodatkowo zasypując oba pasy i autem i jego szczątkami. Zatem - warto czasem jechać wolno. Na stacji czekała mnie miłą niespodzianka. LPG po 2,79zł. Nie wiem, jak to sie ostało, bo wszędzie już co najmniej 3, ale zawsze to parę zlotych mniej. Auto nagazowane, nagrzewnica właczona, można jechać. Silnik już porządnie rozgrzany i wkrótce w kabinie robi się przyjemnie ciepło. Pod Chrzanowem wyjazd na A4 jest mocno pod górę, co wymaga wykrzesania nieco większej ilości mocy z poteżnego ruskiego 2,7, bo rozpędzenie tego cieżkiego kanciaka pod górę tak, by wbić się na prawy pas jednocześnie nie powodując karambolu to wcale nie takie proste zadanie. Fakt, ten silni pięknie ryczy przy 80km/h na trzecim biegu, jednak z doświadczenia wiem, że ryczy raczej z bólu niż szczęścia. Ale czasem musi boleć, żeby nie zostać jak ta ofiara na końcu rozpędówki w oczekiwaniu na kilometrową lukę na prawym pasie... Na autostradzie nie zosteję zresztą długo, bo UAZik nie lubi autostrad, a ja nie lubię bramek. Zjeżdżam na Krzeszowice i dalej toczę się przez tereny zabudowane przepisowa 50-tką, ewidentnie wkurzając tym co niektóych husarzy. Z przodu piszczy klocek, ale to przeciez na pewno klocek. Piszczy zresztą już któryś dzień i trochę mnie wkurza, ale w sumie w UAZie zawsze coś piszczy, to niech to będzie tylko klocek, nic to... W Balicach powrót na A4 i znów sprint na trójce, ale tym razem już tylko tak do 70-tki, bo na prawym względny spokój. Kraków prawie bez korków, na wyjeździe światła i - jak zawsze - trochę ciasno, ale jadę pynnie, wszak sobota. Takze z kiepskiego czasu w Balicach zrobił się bardzo dobry czas w Myślenicach. Prędkości bardzo przepisowe, bo ślisko. Za Myślenicami bałem się, że będę pierwzym zawalidrogą, ale nie, bo w tych warunkach husarze gnają ile sił w tłokach lewym ,a prawy okupują takie ślamazary-panikary jak i ja. Zatem - wbrew oczekiwaniom - sam zcasem jestem zmuszony wyprzedzać, choć przeważnie wolę zwolnić i poczekać, bo znaleźć lukę odpowiednio długą, by wyprzedzić kogoś UAZem w tych warunkach wcale nie jest tak łatwo. Gdzieś w okolicach Lubnia czy Pcimia atakuje mnie Honda. Nie powiem nawet, zeby jechałą szybko, po prostu jej "mowa nadwozia" mówi wyraźnie "przeszkadzasz mi". Znacie to - dojeżdża do zderzaka, szybka zmiana na lewy i powrót na prawy przed sam nos. Nie będę tu dramatyzował,ze "na centymetry", ale zderzak tego narwańca był niekomfortowo blisko. Oczywiscie szybko pojechał i tyle go widzieli. Przynajmniej narazie. Ja tymczasem dojechałem do stromego i długiego podjazdu przed tunelem w Skomielnej i nadszedł czas na test naprawianego niedawno aż dwarazy ukladu chłodzenia. W UAZie uklad chłodzenia nie jest jak w nowych autach, gdzie wskazówka przez całą drogę ani drgnie - na długich podjazdach płyn potrafi się zagrzać nawet o jakieś 10*. Żeby trzymać moją zawrotną prędkosć 80km/h, muszę wybrać bieg bezpośredni bo - jak w Starze 25 - nadbieg służy do jazdy po płaskim terenie, nie do jazdy w górach. Na górze - wszystko gra. z 80* zrobiło się jakieś 83*, układ działa! W tunelu - niesamowite - lewy pas, bo z jakiegoś powodu prawy jedzie 60km/h. Czemu? Nie wiem. Jedenpostanowił jechać 60, a reszta ciągnie się za nim, przy czym duzi muszą, a osobówki... widać lubią. Za tunelem zjazd do Chabówki i niesławny odcinek z ostrymi zakrętami, na którym wielu już rozbiło samochody, a paru motocyklistów nawet straciło życie. Nie ryzykuję, w zakrętach jadę 50, a w najciaśniejszym nawet 45, bo tym oponom po prostu nie ufam i nie chcę zbierać bullbara z barierki... czy tam odwrotnie... Mijam kościół w Piątkowej i doganiam narwańca w Hondzie, któy właśnie krzata się wokół swojego bolidu elegancko wpasowanego w barierę energochłonną na ostatnim już zakręcie. Widać, ze uprzejmy narwaniec, bo wpasował się tak , ze w sumie nawet jednego pasa całkiem nie zablokował, tak kulturalnie. Na podjeździe do Rdzawki mgła jak mleko. Włączam p/mglowe ufajac, ze się włączyło, bo w dzień podświetlenia przycisku, sygnalizujacego jego włączenie, po prostu nie widać. Jest to kolejny przykłąd genialnej inżynierii, bo zamiast dać przycisk, który moze być wciśnięty lub "wyciśnięty", zastosowano tu przycisk "miękki", który po włączeniu podświetla się jaśniej, tylko w dzień tego podświetlenia po prostu nie widać, ale znów - czemu niby w UAZie ma być łatwo??? W Klikuszowej mgłą znika, więc wyłączam światło, znów wierząc, ze się wyłączyło. Dalej już - dosłownie - z górki i o zupełnie przyzwoitej porze osiagam cel. Po zaparkowaniu miła niespodzianka. Oba bębny z tyłu są zimne. Może się to wydawać dziwne, ale jak jeździłęm po miescie (tzn gaz-hamulec) to zawsze miałem potem wrazenie, ze prawy bęben jest cieplejszy, wiec obawiałem się, czy mi się nie przyblokowuje, ale widać nie. Moze zatem lewy słabiej hamuje, ale to osobny temat na później - na niedwanym przeglądzie było zresztą OK. Zostwiam auto na parkingu i wracam dopiero po pracy. Po pracy przy pierwszej próbie odpalenia - a jakże - błąd ABSu, więc szybko wyłączam zapłon, zanim komputer się kapnie. Zeby mi potem całą drogę "checkiem" nie świecił. Za drugim razem poszło już dobrze i mozna jechać. Dodam, że tego się nie da naprawić, pytałem miłęgo pana z UAZ Slovensko i one ponoć po prostu tak mają. Znowu - UAZ. Droga powrotna już sucha, wiec i pisać nie ma za bardzo o czym, moze oprócz tego, ze gaz kończy mi się w Pcimiu i do MOLa w Myślenicach jadę sobie burżujsko na benzynie 98. Tak myślałem, że skoro jadę ekonomicznie z "TIRowymi" predkościami, to LPG powinno do Myślenic wystarczyć, ale nie ma przebacz, spalanie wyszło - bagatela - około 17l/100km. Wszak to nowoczesny DOHC Euro 6, kogo to moze dziwić? Dodam, że nie sądzę, żeby to była kwestia złych ustawień instalacji, bo on beznyny 13l też spalić potrafi na spokojnie, choć z drugiej storny w czarnym "Kacapie" przy spokojnej jeździe zdarzylo mi się zejsć do 10. Ale trochę oszukiwałem, bo z Nowego Targu do Sosnowca to jednak trochę z górki... Na MOLu moje ostatnie odkrycie - hot dog z kiełbasą z kolorowym pieprzem i sosem hotdogowym. Tylko hot-dog, ale jednak dobry. I dalej do Sosnowca, omijając obowiazkowy korek na wjeździe do Krakowa przez Skawinę, bo czasowo mniej więcej na jedno, a przynajmniej się jedzie, a nie stoi. Na koniec jeszcze na A4 podczas wyprzedzania ciężarówki, przy zawrotnej prędkości 110km/h złożyło mi się prawe lusterko i dalej mogłem sobie w nim oglądać tylne koło (czy czasem bęben nie dymi), ale już na pewno nie drogę za sobą. Tak to już z tymi lusterkami w Hunterze jest, przy czym lewe to jeszcze można poprawić przez okno (o ile otworzy się wystarczająco szeroko), a bez prawego czasem trzeba żyć... Sprzegło dzisiaj wyjątkowo grzeczne, choć przy parkowaniu przypomniało mi, ze jednak gorące pracuje tylko mniej więcej dobrze. Tzn. raz mniej raz więcej. Ale ogólnie UAZ dzisiaj w wyjątkowo dobrym nastroju, nie buntował się za bardzo. Pewnie zadowolony, zę znów wyjechał w trasę dłuższą niz 30km. I co?I powiem, ze jednak brakuje mi codziennych niemal wojaży UAZem. Nie zebym chciał do tego wrócić. Jednak te 6,5l LPG w Rio to pokusa zbyt duża, by z tego rezygnować. Ale fajnie się jeździ tą ruską kupą złomu. Przynajmniej jest zabawa, a nie tylko "przemieszczanie z punktu A do punktu B". Nudy nie ma na pewno. A że nie każdy musi kochać taką zabawę... to aktuar doskonale rozumiem
  4. pmwas

    Pogadajmy o samochodach :-)

    Też zależy od auta i profilu opony.
  5. pmwas

    Pogadajmy o samochodach :-)

    Ja muszę do Rio kupić nowe, bo przód już prawie na znacznikach. I trzymają tak se. Ale może do października dociągną. Tymczasem Jaś ma swojego 201 😀 Tak źle i tak niedobrze. Jak pójdzie przód, ściąga cię w bok. Jak pójdzie tył, możesz wykręcić pirueta w zakręcie. Ogólnie faktycznie, mnie już razem 3 razy wybuchl tył ma prostej i tylko usłyszałem, nawet nie poczułem. Gdyby poszedł przód, auto daje nura i ciągnie w bok. Zatem tak - lepszy bieżnik na pewno na tył, natomiast co do ewentualnego wybuchu to już inna rzecz.
  6. pmwas

    Karuzela... 12 godzinna?

    Dobrze, zatem mam klika lepszych zdjęć i mogę zrobić opis zegarka. Pamiętajmy, że mówimy tu o zegarku za 800zł. Ta cena jest - moim zdaniem - za wysoka, ale za 500 już się skusiłem. Zegarek to ciekawy pomysł stworzenia mechanizmu z 12-godzinnym tourbillonem pokazującym godzinę.Pudełka już nie mam, instrukcji też nie, wiadomo, na co komu śmieci Dodam, ze będę tu używał słowa tourbillon, bo mi łątwiej, natomiast czy trourbillon może być 12 godzinna to temat na akademicką dyskusję. Zacznę od tarczy. Większą jej część zajmuje dziura na bęben tourbillonu. Zastosowano tu dekorowane mostki w zotym kolorze, których wykończenie jest... tanie. Powierzchnie takie ziarniste, nienajlepsze wykończenie krawedzi, podobnie wykończenie samego bębna. Ozdobne, ale tanie. Koła oczywiście zwykłe, choć wyglądają nawet na pozłocone, balans nawet ładny. Mostek posiada wskazówkę pokazującą godzinę na podziałce wokół otworu. Wyjątkowo podziałka ma sens, ponieważ chińscy projektanci uwielbiają dawać randomowe podziałki wokól otworów w tarczy, nawet jeśli w otworze jest tylko balans. Oprócz tego mamy nienajgorsze wykończenie samej tarczy - jak na tą półkę cenową, oczywiście, bo sama tarcza ma nieco plastikowy wygląd. Nad otworem wskazóka minutowa, która - jak wielokrotnie wspominałem - pokonuje cały obrót, w większosci nad dziurą, co czyni wskazanie średnio czytelnym. Wspominałem, ze ja bym tu widział retrograde, ale to raczej nie w tej cenie. Do tego mamy małą wskazówkę godzinową i wskazanie rezerwy chodu. Same wskazówki są niebieskie i nawet niezłe, natomiast ta luma i tak nie ma tu żadnego sensu i myślę, ze dało się dać coś bardziej stylowego. Mały plusik za fajną wskazówkę rezerwy chodu, przywozi mi na myśl stare manometry, wskaźniki ciśnienia czy coś takiego. Obecność osobnej wskazówki godzinowej kazało mi sądzić, że tourbillon to ozdoba, a wskazanie zrealizowane jest tą właśnie wskazówką. I tu pierwsze - pozytywne - zaskoczenie. Otóż mamy tu rozwiazanie unikalne w świecie zegarków (nie żebym o drazu nadmiernie to chwalił, bo jak coś jest unikalne, to moze po prostu jest głupie) - ustawianie wskazań odbywa się poprzez obrót całego bębna tourbillonuy do tyłu. Byłem w zasadzie pewien, ze jesli będę chciał, zeby wskazowka tourbillonu pokazywała prawdę, trzeba będzie poczekać z nakręceniem do włąściwej godziny, ale nie, ten tourbillon można normalnie ustawić. Niestety ma to swój minus. Gdy kręcimy do tyłu i ustawimy żądaną godzinę, po puszczeniu koronki wskazówka minutowa odskakuje o 5 minut do przodu. Dodam, ze kręcąc do tyłu ustawiamy wszystkie wskazówki, a kręcąc do przodku - tylko małą godzinową. Technicznie zatem mozna ją wykorzystać jako 2 strefę, przy czym do tego bardziej sensowne by było wskazanie 24h. Co do samego wykończenia zegarka. Koperta w całości polerowana, fałszywe śrubki na uszach, krawędzie ok, szkiełko mineralne, wypukłe - ok. Napisy to zwykły grawer laserowy - też ok w tej cenie. Nie ok jest tylko koronka. Zwszlifowana na płąsko, ma nieprzyjemne, ostre krawędzie. Dekiel jest przesklony, pod szkłem mechanizm, którego wykończenia są słabe. Naciąg realizowany przes system Seiko Magic Lever, charakteryzujący sięprostotą i bezawaryjnością. Jak się mu przyjrzymy, widać tam nieruchomą zębatkę, wokół której obraca się bęben tourbillonu: Konstrukcyjnie jest to zatem tourbillon, z zastrzeżeniem, że koło to może się obracac do tyłu przy ustawianiu wskazań. Ponieważ obraca się ono tylko do tyłu - musi mieć jakiś sysyem zapadkowy, co tłumaczy odbijanie wskazówki przy puszczeniu koronki. Myślę tez, ze obracając tourbillon przy ustawianiu, naciagamy również sprężynę, bo nie sądzę, by bęben miał jakiś system, który go odłącza od bębna tourbillonu przy ustawianiu wskazań. Konkluzje? Kupiłem to typowo z ciekawości, natomiast po czasie uważam, ze to zupełnie fajna zabawka. Lubię sobie patrzeć na tourbillon jak powoli zmienia swoją pozycję przez cały dzień. Daje mi takie poczucie, ze czas płynie i do wyjścia z pracy coraz bliżej. Kto mówi, ze tandeta - ma oczywiście 100% racji, ale w sumie to funkcjonalny 12 godzinny tourbillon w zegarku za 5 stówek. Działa? Działa. Nawet w miarę dokładnie. Minus jest taki, ze lekko spóźnia, czyli co kilka dni trzeba robić znów rundkę 12 godzin do tyłu, co ponoć powoduje w końcu zniszczenie jakiegoś elementu ciernego w mechanizmie nastawczym. Ja nie mówię, ze to dobra rzecz... Ja tylko mówię, ze to zupełnie fajna zabawka, której nie szkoda nosić sobie na co dzień. Naprawdę są zakupy, których żałowałem o wiele bardziej, a tu nawet nie uwazam, ze to kasa w błoto, bo trochę radości jednak ten chiński wynalazek daje.
  7. pmwas

    Karuzela... 12 godzinna?

    Jak mi Jaś jutro pozwoli, to zrobię. Szkoda mi ten mechanizm rozbierać, ale muszę powiedzieć, że bardzo mnie zastanawia, jak oni rozwiązali kwestię ustawiania wskazań w tym mechanizmie. Bo to koło zębate, wokół którego obraca się "tourbillon" jest nieruchome podczas pracy (stąd jednak raczej tourbillon niż karuzela), ale z drugiej strony musi się jednak obracać do tyłu w trakcie ustawiania. Czyli pewnie ma jakiś mechanizm zapadkowy, umożliwiający jego obrót w jedną stronę. No i.... Co się dzieje z bębnem sprężyny gdy ustawiamy cały ten obrotowy element? Czy po prostu obracamy bęben do tyłu jednocześnie naciągając sprężynę? Czy też jest tam jakiś mechanizm jednokierunkowy? Naprawdę, przy całej porażce, jaką jest ten projekt (ustawianie tylko do tyłu, wskazówka wedrujaca w próżni, ponoć marna trwałość mechanizmu nastawczego, fatalna dokładność ustawiania wskazań, bo po puszczeniu koronki mechanizm odbija o jakieś 5 minut do przodu), uważam ten mechanizm za jedną z ciekawszych tandeciarskich konstrukcji. No i - choć jest to dyskutuwane - technicznie rzecz biorąc jest to zegarek z tourbillonem, tylko 12-godzinnym. Bo różnica polega głównie na tym, że w "klatce" - bo tu bardziej jakby bębnie - tourbillonu oprócz wychwytu i balansu mamy jeszcze 3 koła przekładni, natomiast sama idea konstrukcyjna jest taka sama. Napęd podawany na klatkę, a oś koła zamontowanego w klatce - w tym przypadku 2-go koła przekładni - zazębia się z nieruchomym kołem zębatym pod spodem. Osobiście uważam, że fajny ktoś miał pomysł, tylko żeby to zrobić dobrze, trzeba by to zrobić znacznie, znacznie drożej.
  8. pmwas

    Karuzela... 12 godzinna?

    Ja to myślę, że go w wolnej chwili porządnie obfocę i zrobię mu prawilną recenzję. Nie wiem, czy na starość stałem się tandeciarzem zegarkowym, ale - jakkolwiek ta wskazówką wedrujaca nad dziurą mnie nieco wkurza, nawet lubię to nosić. Fajnie się patrzy na pół mechanizmu kręcące się w dziurze w tarczy.
  9. pmwas

    Pogadajmy o samochodach :-)

    Tak przy okazji... Ładny kawałek stali, przyjemnie ciężki w dotyku. Taki bagnet to ja rozumiem
  10. pmwas

    Pogadajmy o samochodach :-)

    Ale Cupra dla Malfoya? Jakiś Hellcat, to tak...
  11. pmwas

    Pogadajmy o samochodach :-)

    O rany, a co tu się (...)? Wyszedłem tylko na chwilę, myślałem, że rozmawiamy w temacie nowy czy używany 😯
  12. Nesun. Zabawny jest ten zegarek z ustawianiem wskazań z dokładnością do 5 minut, i to nawet jeśli wskazówką minutową nie trzeba celować w dziurę. Za drugim razem trafiłem 🤣
  13. pmwas

    Pogadajmy o samochodach :-)

    No właśnie. Ja długie lata miałem auta po mamie, takie 7 letnie i jednak tak jak mama nie musiała robić nic, tak dla mnie wycieczki do mechanika to było coś naturalnego, przy czym o tak nie miałem źle,bo Impreza III to było solidne autko. Niemniej swoje awarie też zaliczyło. Stilo to inny temat, ale jako, że traktowałem jako starego grata, wiele drobnych napraw robiłem - sam lub z sąsiadem - w ogrodzie, a nie za duże wycieki się po prostu ignorowało. Jak to diagnosta powiedział, "no, troszkę tu olej kapie, ale nie będziemy się czepiać"
  14. pmwas

    Pogadajmy o samochodach :-)

    Ja wziąłem chińczyka bo w tej cenie nie kupiłbym komfirtowego rodzinnego auta, a - jak pisałem - używanego po prostu nie chcę. A czy to dobra decyzja to czas pokaże. Fakt, brak serwisu w pobliżu to jest co najmniej niedogodnosc, ale ja po prostu mam nadzieję, że nie będzie mi specjalnie potrzebny. Bo serwis Alfy niby mam względnie blisko, ale jak muszę auto zostawić, to i tak jest to spore nieszczęście. Najlepiej to mam z Kią, bo serwisuję u mechanika w zasięgu krótkiego spaceru i dopiero to mogę nazwać komfortem.
  15. pmwas

    Pogadajmy o samochodach :-)

    To, że auto jest nowe - dla mnie jest bardzo istotne. Niestety odnoszę wrażenie, że używane auto, to mógłbym kupić od kolegi, o którym wiem na pewno, że kupuje kolejne dlatego, że wkurza go jeżdżenie starszym i już "nieaktualnym" modelem. Niestety wiele osób sorzedaue auto dopiero gdy widzi, że zaczynają się problemy. Mówię tu o autach "atrakcyjnych", czyli względnie nowych, bo jak kupujesz auto nastoletnie, to wiadomo, że jest cokolwiek wyeksploatowane, ale wtedy chyba nie liczysz, że nie jest. Z moich doświadczeń auta około 5 letnie już się ewidentnie zaczynają starzeć, nawet jak są fajnie eksploatowane. Potem to już loteria, jedne dociągną do 10 lat w miarę bezproblemowo, w innych zaczynają się raz, że wydatki, dwa że jeżdżenie do mechaników i przestoje. Ja tam używanego nie kupię. Owszem, jako drugie, UAZa do zabwy to tak, ale biorąc Alfę nową fakt, że straciłem sporo kasy, ale mam już 5 lat względnego spokoju (drobne problemy z aku czy przednią lampą), natomiast ma już 5 lat i już widać, że nowa nie jest.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.