Spokojnie, żadnej gównoburzy nie będzie, przynajmniej z mojej strony. Dobrze rozumiem, że przy 100-150 km tygodniowo karbon, elektronika i rower za 20 tys. mogą wyglądać jak przerost formy nad treścią. Tylko że rower, podobnie jak zegarek, nie musi być kalkulatorem opłacalności. Czasem kupuje się go dlatego, że chce się mieć właśnie ten, który daje frajdę już od pierwszego kilometra. A czy zrobię na nim 100 czy 300 km tygodniowo, to już zupełnie inna kwestia. 😉
A co do serwisowania - być może kiedyś się wkręcę, ale na razie wolę jeździć niż spędzać sobotę z kluczem imbusowym w ręku. 😜