Były też badania zlecone przez UE badające ślad węglowy nie tylko związany z eksploatacją samochodu, ale również produkcji samochodów, fabryk, utylizacji odpadów, itd. przy przebiegu 120.000 km. Wyszło z tej analizy, że najmniejszy ślad zostawia diesel, potem benzyna, a na ostatnim miejscu elektryki. Niestety nie mogę dokopać się źródła. NIe chcę snuć teorii spiskowych, ale te wyniki nie są w zgodzie z aktualnymi trendami...
Ja się nie przesiadam do elektryka tak długo, jak sieć ładowarek nie będzie tak rozbudowana jak sieć stacji benzynowych, a ładowanie nie będzie trwało dłużej od tankowania benzyny. Z tego co czytałem, w Chinach ogarniają to tak, że nie ładujesz baterii, tylko podjeżdżasz, obsługa wymienia twoją pustą baterię na naładowaną i jedziesz dalej. Ponoć trwa to ok. 15 minut.
Sam zastanawiałem się nad PHEV, ale to chyba najgorsze, co można wybrać, ponieważ:
1. jeśli masz tani prąd, to będziesz chciał na nim jeździć jak najdłużej, więc sens ma elektryk,
2. jeśli nie możesz jechać na prądzie, to spalasz więcej benzyny, bo baterie dużo ważą (są większe niż w HEV i MHEV),
3. masz małą przestrzeń ładunkową i mały bak na paliwo, bo baterie w PHEV są większe, przez co auto jest mniej użyteczne _ pkt 3,
4. różnica w cenie między PHEV a HEV/MHEV jest tak duża, że to PHEV opłaca się nieznacznej (moim zdaniem) grupie osób o bardzo ściśle określonym profilu jeżdżenia, czyli głównie miasto (ale wtedy patrz pkt 1) albo zakup na długie lata.
Ostatnia kwestia - nie znam żadnego właściciela elektryka, który wybrał taki napęd, bo ekologia. W mojej bańce kierowcy wybierali elektryki, bo:
1. moda/bajer
2. jazda w ciszy
3. przyspieszenie/wrażenia z jazdy
4. chęć spróbowania czegoś innego
5. fotowoltaika z dużymi nadwyżkami produkcji prądu
6. dostali taki od pracodawcy, który realizuje politykę bycia EKO.