Szaleństwo jakieś 😮
Ale coś w tym jest, pamiętam jak 126 z rodzicami jeżdziło się na codzień z Lublina do Warszawy, Gdanska, Krakowa, tak o z marszu z tym, że Tata zawsze komplet kluczy, jakies zapasowe części w razie gdyby szybką naprawę po drodze trzeba było zrobić. Wakacyjne wyprawy to już w ogóle. Miało to swój urok...Fotelik? a co to, jak ktoś się zmęczył to kładł się na kanapie i spał. Zimówki? a po co, D124 dobre na wszystko. Pamiętam jak przesiedliśmy się z maluszka do Łady Samary...to był kosmos.
A teraz, tak jak piszesz, foteliki, gpsy, najlepsze zimówki, assistance i dopiero wtedy mozna na zakupy do Biedronki wyjechać z garażu.
Zresztą, pamiętam swoje pierwsze służbowe auto Cinqecento 700ccm, którym zjeździłem Polskę wzdłuż i wszerz z papierowym atlasem Polski. auto bez silnika, bez klimy, bez niczego....ehhhh