Mamy to!
Ale po kolei.
1. Orion hellcat - odpadł, mimo, że podoba mi się pomysł tego zegarka, ale jednak zbyt egzotycznie.
2. EPOS - za bardzo EX, nadal to będzie skromna podróbka no i WR50 do tego miałem kiedyś Eposa, który miał irytującą wadę, odrobinka lumy była ukruszona i przykleiła się z boku indeksu....jak mnie to wkurzało. Głównie z tym kojarzy mi się Epos .
3. Longines - za wielki kloc mimo 39 mm. Do tego w przypadku L bardziej podoba mi się klimat Flagship Heritage.
4. Sinn - najmocniejszy zawodnik w tym towarzystwie, pierwszy podświadomy wybór ale jednak nie. Wersja z cyframi arabskimi wygląda karykaturalnie dla mnie, do tego to okienko daty. Wersja z prostymi indeksami, za bardzo surowa i ascetyczna. Poza tym mam już nurka bez cyfrowych indeksów i to było by zaprzeczenie przyjętych założeń. Z wielkim bólem odrzuciłem ten zegarek.
5. Tisell - marna podróbka EX - odpada, nie wiem co miałem za pomysł brać go pod uwagę.
6. Tudor - hmmmm indeksy i cena - odpada.
And the winner is......
ChW C65 Sandhurst Z poza wstępnej listy ale w sumie spełnił wszystkie założenia:
- średnica 39 mm lub mniej - OK!
- szafir - OK!
- cyfry arabskie na tarczy - OK!
- automat - OK! - do tego z COSC jako smaczek
- bransoleta - OK - do tego z szybkim montażem i mikroregulacją, pasek też mu pasuje patrząc na zdjęcia w sieci.
- budżet - OK! - zdarzył się forumowy cud bo nie przejechałem
- zegarek, który przypasuje i do casualowej koszuli i pod mankiet sweterka, na pasku i do marynarki podejdzie czyli w 90 % codziennych sytuacji pasuje.
Klimacik trochę militarny-wintydżowy, do militarnego już robiłem przymiarki i generalnie podobało mi się (Glycine combat 6, hamilton field - jednak przy tych dwóch trochę za dużo na tarczy się działo, OVM), wintydż spodobał mi się w OVM. Wypukłe szkiełko to jest też to co lubię. Marka, którą znam i przy której byłem bardzo zadowolony z wykonania (C63 Sealander - niestety nie dogadaliśmy się w detalach). Jednocześnie marka nie nachalna i nie rozpoznawalna przez wszystkich.
A dzięki temu, że nie przekroczyłem budżetu, a wręcz zostało +1500 zł (a jak powszechnie wiadomo na tym forum kasa przeznaczona na zegarki nie może się zmarnować), udało się zrobić manewr o którym myślałem już od jakiegoś czasu i wszystkie puzzle wskoczyły na swoje miejsce - czekam na jeszcze jedną przesyłkę, tym razem z Holandii
Jedynie w tym całym zamieszaniu pozostał nadmiarowy Steinhart OVM, który był zakupem pod wpływem....emocji i mimo, że to świetny zegarek, to jednak był to zakup nie przemyślany - dwa divery, podobny kształt indeksów, jedynie kolor inny. Ale że wolę niebieski w diverze to się nie mogło udać. Dlatego też wylądował na bazarku, ale uprzedzając komentarze - pieniądze przeznaczone z jego sprzedaży nie trafią na kolejne cele zegarkowo-zakupowe