Prawda jest taka, że takie zachowania przy sprzedaży poniekąd wymusza rynek i sami kupujący, dla których szkoda na kilkanaście/kilkadziesiat tysięcy robiona w ASO i sprowadzająca się przykladowo do wymiany zderzaka, plastików pod nim i lamp oznacza auto nie warte zainteresowania....
Sprzedawałem swoje prywatne auto, 7- letnia Skodę, od początku w jednych rękach. Auto miało przebieg +200 tys. i było tak pechowe, że tylko prawy bok i dach nie były lakierowane, przy czym na tym drugim elemencie bulo kilkanaście lekkich wgniotek widocznych tylko pod odpowiednim kątem . Co ważne były to zwyczajne kolizje bez naruszenia konstrukcji auta i wywalonych poduszek. W ogłoszeniu nie zaznaczyłem bzewypadkowosci bo sumienie mi nie pozwalało. Technicznie auto igla, wizualnie poza dachem również. Cena w ogłoszeniu adekwatna do rocznika i przebiegu. Wszyscy dzwoniący po usluszenu, że auto miało przygody uciekali gdzie pieprz rosnie. Zadzwonił jeden rozsądny telefon, po przedstawieniu mu wszystkich przygód i przesłaniu zdjęć uszkodzeń przed naprawami przyjechał, obskoczyl miernikiem i odjechał bez targowania, dostał jeszcze pakiet oleju i filtrów na przegląd, bo nie zdążyłem zrobić przed sprzedażą....