-
Liczba zawartości
259 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez McIntosh
-
Oczywiście Opeth prochu nie wymyślił jednak trzeba docenić pomysł na taką płytę jaką jest "The Last Will and Testament" i podkreślić jej rozmach. Wyraźnie słychać, iż jest w tym koncept orazi ambicja, żeby stworzyć coś wyjątkowego. Na tle współczesnej rockowej konkurencji Opeth z takim graniem jest jak Mozart, a że trochę wtórny? Mnie to nie przeszkadza.
-
Dziś 22 listopada. Dokładnie rok temu światło dzienne ujrzało dzieło szwedzkiej grupy Opeth pt. „The Last Will And Testament” i muszę przyznać, że wywarło ono na mnie ogromne wrażenie. Tutaj granice płyty rozumianej jako zbiór kilku czy kilkunastu kawałków zostały przekroczone. Opeth wjechał bowiem z albumem koncepcyjnym opowiadającym historię o umieraniu i dziedziczeniu, poruszając dodatkowo zawiłe losy rodziny przepełnione skrywanymi tajemnicami przesiąkniętymi zdradą. Warstwa tekstowa kompozycji jest powiązana ze sobą, toteż utwory mają następujące tytuły: §1, §2, §3, §4 aż do §7, a całość wieńczy „A Story Never Told”. Może to sprawiać pewną trudność podczas grania piosenek w trakcie trasy koncertowej, bo chcąc zachować jakąś logikę występu należałoby właściwie odegrać cały album w odpowiedniej kolejności utworów. Myślę, że warto, bo niesamowite wrażenie robi warstwa muzyczna. Tutaj mamy do czynienia z dziełem sztuki lokującym riffy daleko od sztampowości. Opeth umiejętnie żongluje nastrojem urozmaicając aranżacje bogatym instrumentarium niemalże przynależnym muzyce filmowej. Szwedzi sięgają przy tym do najlepszych patentów wywodzących się z metalu progresywnego dzięki czemu nie sposób nudzić się podczas odsłuchu płyty. Na uwagę zasługuje atmosfera, jaką zbudował zespół. Oczyma wyobraźni można zobaczyć dworek gdzieś na odludziu, listopadowe pochmurne niebo i cmentarz spowity mgłą. Można niemalże poczuć zapach świec, ależ to wspaniałe. Moim zdaniem „The Last Will And Testament” to dzieło wybitne, które należy do grona moich ulubionych płyt bez podziału na jakiekolwiek kategorie muzyczne. Tak się tworzy sztukę przez wielkie „S”. Całość dodatkowo wzmacnia pięknie wydany podwójny winyl na który zespół Opeth kazał mi czekać długie miesiące zanim płyta w końcu do mnie dotarła (zamówiłem w preorderze wersję Exclusive Transparent Brown Marble). Zniecierpliwiony nawet napisałem do sklepu zespołu, ale musiałem zaakceptować fakt opóźnień produkcyjnych. Co mogę dodać? Na płycie gościnnie udziela się wokalista Europe czyli Joey Tempest, a właściwe Rolf Magnus Joakim Larsson. Latka lecą, a Joey ma głos jak dzwon. Podsumowując, ostatnia płyta Opeth to arcydzieło. Kropka.
-
Super, cieszę się zatem Twoim szczęściem i życzę Ci, abyś uniknął choroby zwanej audionervosa. W moim audiofilskim świecie jest tak, że zawsze człowiek chce coś poprawić, a już prawdziwy "dramat" zaczyna się w momencie, kiedy dokonujesz porównań np. brzmienia orkiestry z koncertu w filharmonii z tym, co człowiek doświadcza słuchając płyty. No i zaczyna się rzeźbienie w barwie poszczególnych instrumentów. Mnie ostatnio zachwycił zintegrowany wzmacniacz Kondo Overture i choć to entry level w ofercie japońskiej firmy, to trzeba wyłożyć około 140 tys. zł. No niestety.
-
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
McIntosh odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Nie ma lekko. Sprawdziłem, jak to u mnie było. Zaliczkę na Submarinera Date wpłaciłem we wrześniu 2020 r., a zegarek był do odbioru w marcu 2023 r. No niestety, takie realia. -
Nie chcę Ci psuć entuzjazmu, ale pamiętaj, że pomieszczenia odsłuchowe w porządnych salonach audio mają adaptację akustyczną. W warunkach domowych dźwięk będzie trochę inny. Natomiast sam producent mnie nie przekonuje. Miałem kilkakrotnie okazję posłuchać B&W w tym ich flagowych modeli za setki tys. zł i nie zrobiły na mnie super pozytywnego wrażenia. Nie moja estetyka co do brzmienia.
-
To może zadziałać, bo Rotel ma tendencję do ocieplania brzmienia, a B&W nieco rozjaśniają dźwięk. W rezultacie wzmacniacz i zespoły głośnikowe kompensują swoje wady, jak kiedyś tourbillony w zegarkach kieszonkowych kompensowały błędy niewyrównoważenia balansu. 🙂 Życzę Ci pozytywnych wrażeń z odsłuchu muzyki. 👍
-
Klub Miłośników Zegarków Audemars Piguet
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Bo ludzie mówiąc Audemars Piguet myślą Royal Oak. Inna sprawa, że producent z Le Brassus "nie ma ręki" do modeli klasycznych. Ich pomysły na design są po prostu słabe. -
Klub Miłośników Zegarków Breguet
McIntosh odpowiedział irekm → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
52800,00 euro kosztuje taka przyjemność. No jednak nie. Za taką kasę szukałbym klasyki w ofercie F.P. Journe. -
W teorii to proste. Wystarczy uwzględnić skuteczność zespołów głośnikowych w kontekście wydajności prądowej wzmacniacza i już. W praktyce jest to znacznie bardziej skomplikowane, bo w grę wchodzą indywidualne preferencje co do dźwięku. Warto też pamiętać, że pomieszczenie odsłuchowe również "gra". Co do zespołów głośnikowych, to ja nie lubię B&W, choć uwielbiam brytyjskie audio. No ale może Tobie ten dźwięk się spodoba. Jeżeli bierzesz pod uwagę zakup na lata, to moim zdaniem zdecydowanie nie warto oszczędzać na "kolumnach". To bardzo, bardzo duży błąd. Trzeba zagryźć zęby i wyłożyć tyle kasy ile dasz radę. Bez porządnych zespołów głośnikowych nie będzie dobrego dźwięku i koniec. Polecam Audio Physic Classic 8. Grają pięknie, nie kosztują dużo, a wzmacniacz dokupisz sobie w bardziej dogodnym czasie. Tak uważam. Classic 3 też potrafią zauroczyć szczególnie w zestawieniu z lampą tylko tu trzeba by zaakceptować większe ograniczenia w dole skali. Mam świadomość ograniczeń YT i o tym pisałem. Mimo wszystko drobne różnice dało się wyłapać. Autor filmu napisał, że trochę był zaskoczony skalą zniwelowania różnic, bo na żywo były one bardziej słyszalne. Tak czy inaczej Transparent Audio robi różnicę, choć zupełnie nieadekwatną do ceny, jaką trzeba zapłacić za ten kabel. Oczywiście jak ktoś się uprze na zakup to spoko, choć to będzie kompletnie nieefektywne w sensie końcowych rezultatów.
-
Dużo racji jest w tym, co piszesz. Mnie jednak Santolla nie przeszkadza w Deicide. Technika ponad wszystko - tak już mam aczkolwiek są wyjątki. Bardzo lubię Nirvanę, choć to proste granie. 🙂
-
Na YT jakiś gość wrzucił filmik zawierający porównanie trzech kabli wpiętych w tor audio. Autor zaprezentował ten sam utwór z każdym z tych kabli, ale nie podał nazw producentów, żeby było uczciwie. "Grał" zatem kabel nr 1, nr 2 i nr 3. Założyłem więc słuchawki i przystąpiłem do zabawy. Po pierwszym odsłuchu najbardziej przypadł mi do gustu kabel nr 3, ale postanowiłem się upewnić i przewijałem filmik porównując utwory we fragmentach kabel vs kabel. Różnice w brzmieniu były minimalne i wymagały wsłuchania się w utwory, ale dało się wyłapać różnice. Kabelek nr 2 odrzuciłem właściwie od razu, więc na placu boju pozostały kable nr 1 i 3. Na nich się skupiłem, ale różnice były na granicy percepcji, bardzo trudne do wychwycenia. Oczywiście dużym ograniczeniem był odsłuch przez YT, ale coś tam dało się wyłapać. W końcu autor filmiku podał nazwy producentów i jeżeli to nie był trolling, to okazało się, że kablem nr 1 jest Hitachi SAX-112, nr 2 to Triglon 2000R, a nr 3 to... Transparent Reference XL 5 generacji. Ten stary kabelek Hitachi dziś na rynku wtórnym kosztuje 3000-4500 jenów, co z przesyłką z Japonii za pośrednictwem DHL + cło zamknęłoby się w kwocie niespełna 200 zł. Tymczasem wspomniany kabel Transparenta to wydatek 70 tys. zł, a Trigon, który podobał mi się najmniej kosztuje około 5 tys. zł. Taka sytuacja. 🙂
-
@GostRado, a może Pylon Audio Pearl 27.
-
Ludzie są przewrotni. Gdyby spełniło się to, co napisałeś, to w końcu pojawiłyby się głosy, że Deicide to zespół nudny oraz przewidywalny i że ciągle klepią to samo. Tak to działa. "Reign in Blood" to świetna płyta, ale gdzie byłby dziś Slayer, gdyby przez niespełna 40 lat tworzył kalkę tego albumu i cały czas grał to samo?
-
Super i to pewnie zdaje egzamin w kontekście starych wydań. No ale już od dość długiego czasu studia nagrywają w domenie cyfrowej w przytłaczającej większości. Rejestracja całkowicie analogowa to dziś nisza niszy.
-
Klub Miłośników Zegarków Audemars Piguet
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Obecnie mają już tylko [RE]Master ze stoperem, ale skoro modele Jules Audemars słabo się sprzedawały, to wyleciały z katalogu. Zresztą Millenary podzieliły ich los. Audemars Piguet przestał walczyć i chyba pogodził się z tym, że AP to Royal Oak. Szkoda, ale jest, jak jest. -
Z ciekawości zapytam, jaki kierunek wybrałeś w sensie źródła dźwięku? Poczciwa płyta CD / SACD w kontekście parametrów technicznych jednak nadal jest najlepszym wyborem jako fizyczny nośnik dźwięku.
-
To samo mówi Kamil (Maria Konopnicka), ale ja się z tym nie zgadzam. Zawsze ceniłem wirtuozerię, a Ralph Santolla był doskonałym gitarzystą. Dużo lepszym od braci Hoffman, moim zdaniem. No i riffy Deicide w składzie z Santollą oraz ziomkiem z Cannibal Corpse nabrały więcej jakości, dojrzałości, melodyjności. Same zalety. Czy to zabiło ducha Deicide? Zespół musi się rozwijać, poszukiwać. To trochę tak, jakby narzekać, że Metallica nie gra już jak na "Kill ’Em All".
-
U mnie teraz tak... Jak to dobrze, że mam słuchawki, bo ten odsłuch mógłby być ostatnim w moim życiu. 😉 BTW, wielu fanów metalu jako najlepsze wskazuje dwie pierwsze płyty Deicide, a moją ulubioną jest "The Stench of Redemption". Solóweczki Santolli to ekstraklasa światowa. Szkoda, że chłop tak szybko się zabrał z tego padołu. 51 lat to nie jest wiek na umieranie.
-
Czyli wrogie przejęcie, które nie ma nic wspólnego z etycznym działaniem. Ot biznes troglodytów, ale zapewne nie oni pierwsi i nie ostatni. To często spotykana praktyka, ale Telarca jednak szkoda. Na szczęście w odpowiednim czasie udało mi się zakupić wszystko, co Telarc wydał Jacques Loussier Trio oraz Rachmaninowa, ale zawsze szkoda. Zastanawiam się, jakim cudem jeszcze Harmonia Mundi przetrwała? I Chesky Records.
-
Concord Records.... 🙁 To te dupki, które "sprzątnęły" 20 lat temu jedną z moich ulubionych wytwórni płytowych czyli Telarc Records. Aktualny katalog Telarca to dramat w porównaniu do tego czym ta firma była kiedyś.
-
Tutaj też ciekawe porównanie, winyl vs SACD.
-
Zawsze można to zmienić aczkolwiek możliwość osobistego poznania artystów to też wspaniałe doświadczenie i super wspomnienia. Ja wybieram Filharmonię Narodową z racji miejsca zamieszkania. Tu mam najbliżej. No jest jeszcze Żelazowa Wola, ale regularność wydarzeń muzycznych nie ma tu żadnego startu do FN. Co do YT to też mam pakiet premium, ale wykorzystuję platformę, żeby w ogóle poznać nowości płytowe. Jak muzyka przypadnie mi do gustu, to kupuję fizyczny nośnik, bo jakość dźwięku znacznie lepsza, a i wspieram w ten sposób artystów, co też jest dla mnie bardzo ważne. Trzeba wspierać tych, którzy wnoszą do życia tak wiele radości, emocji i wzruszeń. I tak na fali moich poglądów zebrałem słowny łomot w mediach społecznościowych, bo poparłem wprowadzenie opłaty reprograficznej. Miałem dosłownie wszystkich przeciwko sobie w dyskusji. Działo się. 🙂
- 225 odpowiedzi
-
3
-
- muzyka klasyczna
- barok
- (i 8 więcej)
-
Dziś 11 listopada, Święto Niepodległości, więc teraz Polska. Do posłuchania wybrałem płytę zespołu dla mnie absolutnie wyjątkowego. Zespołu, który wyprzedził swój czas i choć w latach w jakich tworzył kasy wielkiej z tego nie było, to wartość artystyczna jego muzyki sprawiła, że stał się legendarny. Mam na myśli fenomenalny, nietuzinkowy, genialny Kobong. Kapela została założona przez dwóch gości, którzy nadali bieg krótkiej, choć intensywnej muzycznej podroży. Byli to basista Bogdan Kondracki oraz specjalista od polirytmii i w ogóle połamanych rytmów, a mianowicie perkusista Wojciech Szymański. Obaj z wykształceniem muzycznym grali wspólnie tworząc zręby tego, czym Kobong miał być. Następnie dołączył do nich Robert „Sadek” Sadowski, który z zespołem Houk nagrał rewelacyjną płytę pt. „Transmission Into Your Heart” - moim zdaniem jedną z najlepszych w historii polskiego rocka. Skład uzupełnił drugi gitarzysta Maciej Miechowicz i tak powstał Kobong. Nie jest więc prawdą to, co podają internetowe portale, że „Sadek” założył Kobonga. Niezależnie od tego był jednym z kluczowych „elementów” muzycznej układanki grupy. Jego technika gry na gitarze (biały Gibson Les Paul) przypominała malowanie dźwiękiem, gdzie akordy charakteryzowało pełne, soczyste brzmienie, a nie jakieś tam pitolenie pryma / kwinta. Było w tym coś z Hendriksa, lecz z masą przesteru, co dało świetny efekt. Kobong jechał więc jak walec drogowy, choć w niektórych kompozycjach pojawiło się też trochę klimatycznych, przestrzennych dźwięków. W grze zespołu nie brakowało elementów improwizacji prowadzącej gdzieś w okolice jazzu. Na przykład w kompozycji pt. „Po pas” z łatwością można odnaleźć brzmienia znane z płyt Milesa Davisa z okresu, kiedy grał fusion. Ambitne, mocne, metalowe riffy opatrzono nieoczywistą rytmiką, co sprawiło, iż powstała muzyka trudna w odbiorze dla niezbyt wyrobionych słuchaczy. Na domiar złego, wytwórnia nie zadbała o odpowiednią promocję albumu, więc potencjał perły polskiego metalu został zaprzepaszczony. Ludzie nie potrafili też zrozumieć, co Kobong właściwie rzeźbi. Zrozumieli i docenili po latach na fali popularności zespołu Meshuggah. Cóż, cudze chwalicie, swego nie znacie.
-
Coś w tym jest, ale islam okazuje to nie tylko werbalnie.
-
Jak to socjalista aczkolwiek mnie to wszystko nie klei się z wyznaniem Mamdaniego. Islam postrzegam jako zagrożenie dla świata zachodu i w ogóle religię zamordyzmu. Gdzie się w tym wszystkim odnalazł liberalny Nowy Jork? Instynkt samozachowawczy ich zawiódł czy to już desperacja?
