-
Liczba zawartości
258 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez McIntosh
-
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Kilka lat temu recenzowałem ten zegarek i do Patka nie ma startu. -
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Bitny ten Twój Adolf. Strach nosić taki zegarek. Czy "Mein Kampf" dorzucają w prezencie do zegarka czy trzeba dopłacić? -
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Platyna swoje kosztuje. -
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Nie wiem, co napisać. 🙂 3 bar to 3 ATM, a więc jakie 30 metrów? Na głębokość kilkudziesięciu metrów to można zejść pod wodę z Royal Oak Offshore Diver. -
Drobne przypomnienie, choć może zbędne. Pamiętajcie o koncercie noworocznym dziś o godz. 11:15. 👍
- 220 odpowiedzi
-
2
-
- muzyka klasyczna
- barok
- (i 8 więcej)
-
Życie... Polecam Ci płytę pt. "Nameless". Świetne kawałki, a przy tym audiofilska jakość nagrania. Zarówno z winyla, jak i z CD brzmi doskonale. Właśnie teraz jej słucham i mój ATC / Pass Labs wyciska z "Nameless" wszystko, co najlepsze. Petarda. A co do przeoczeń, to czy zwróciłeś uwagę na ostatnią płytę Isaiaha Colliera, a konkretnie The Ancients? Też świetna, miks ładnych melodii z freejazzową improwizacją. Polecam. Zastanawiałem się czy jej nie wrzucić do mojego zestawienia ulubionych płyt 2025 r., ale kawałki zarejestrowano w 2023 r., dlatego odpuściłem. A znasz gościa o nazwisku Vijay Iyer? Też warto posłuchać, polecam np. płytę "Compassion", którą wrzuciłem na listę ulubionych płyt 2024 r., bo jest świetna.
-
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Odniosłem się do tego, co napisałeś, jak rozumiem przypominając wypowiedź Sterna. Trochę wypadłem z rytmu zegarkowego i nie śledzę już informacji z taką intensywnością, jak kiedyś. Natomiast trudno mi uwierzyć, że Stern to naprawdę powiedział. 🙂 Może wyraził się nieprecyzyjnie, nie wiem. Trochę to absurdalne. -
Ulubiona scena? Mnie zapadła w pamięć jedna z ostatnich scen z filmu "Adwokat diabła", kiedy Al Pacino wygłasza tyradę, jaki to z Boga kpiarz. Mistrzostwo świata. Polecam.
-
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Realne 30 metrów? Czyli 30 m Patka to znane szerzej 300 m (30 ATM)? Rozumiem, że z Calatravą 6007G można zanurkować na kilkadziesiąt metrów bez obawy o zegarek? 😀 1 kwietnia zawitał w grudniu cofając się w czasie. -
U mnie teraz gra Dominique Fils-Aimé. Uwielbiam jej wokale, muzykę i w ogóle podejście do jakości realizacji nagrań, które osiągają właściwie jakość audiofilską. Klasa.
-
Super. Ja kupiłem płytkę w Mystic Production i załapałem się jeszcze na plakat z autografami zespołu. Przyjemny dodatek. 👍 Zresztą najnowsze studyjne dzieło Riverside mam też na winylu ze splatterem, który świetnie nawiązuje do okładki płyty. A co do nagrań, to porównaj "ID.Entity" z "Wasteland". Na "Wasteland" talerze perkusyjne są w porządku. Na pewno usłyszysz różnicę. 🙂
-
Dokładnie tak. Poligrafia ma znaczenie, bo w przeciwnym razie po co kupować nośnik skoro można muzyki słuchać z plików. Też czasami sięgam po wydania europejskie, które bywają ciekawsze od wersji japońskich. Przykład? Płyta Paradise Lost "Medusa" wydana jako digibook. Albo nasz Riverside - japońskie wydania to jewel case, a w naszym kraju można kupić wydania w formie książkowej, co wygląda świetnie. Niestety ostatnia płyta studyjna jest trochę sknocona w sensie masteringu. Brakuje mi otwartości w górze. Talerze perkusyjne są stłumione w stopniu trudnym do przyjęcia. Jestem zaskoczony, że Mariusz Duda to zaakceptował.
-
A tymczasem u mnie dzieło sztuki ekstremalnego "wiosłowania". Zdecydowanie moja ulubiona płyta 2025 roku w kategorii metal.
-
Kluczowy jest tu bardziej remaster niż sam nośnik. Nie wiem czy Japończycy zamieszali coś po swojemu, bo nie porównywałem tych płyt ze standardowymi CD. Wybrałem wersje SHM-CD Mini LP ze względu na poligrafię. Te płyty nawiązują do winyli, a mnie to pasuje. Japończycy mają w tej kwestii super podejście. Na przykład "Sticky Fingers" zawiera autentyczny suwak, a płyta jest wkładana w rękaw od góry, jak w brytyjskim first pressie. Z kolei L.A. Woman ma autentyczne okienko z nadrukiem przedstawiającym zespół The Doors, wewnętrzny insert jest żółty, a rogi okładki zaokrąglone. Led Zeppelin "III" ma autentyczne okienka w okładce i wsuwany dysk zawierający grafikę czyli również jak w pierwszym wydaniu płyty analogowej. I tak można by dalej wymieniać. Ja na zakupy płyt patrzę, jak kolekcjoner i szukam najciekawszych wydań. Muzyka to oczywiście podstawa, ale poligrafia też musi się zgadzać. To samo mam z winylami z tym że tu przywiązuję wagę do limitacji i do wyglądu samej płyty analogowej. Winyl w kolorze czarnym mnie nie kręci dlatego szukam wydań z polichlorkiem winylu bez barwnika i albo wybieram całkowicie przezroczystą płytę albo taką z grafiką typu splatter. Wracając do japońskich wydań na kompaktach, to może zachęci Cię więcej utworów w porównaniu do standardowych wersji. Japończycy często dorzucając bonusy, których europejskie czy amerykańskie wydania nie mają.
-
Jakiś czas temu Japończycy powrócili do dyskografii King Crimson i wydali wszystko w wersji mini LP na SHM-CD. Jest więc okazja do zgromadzenia pięknej kolekcji z bonusowymi kawałkami w okładkach wzorowanych na płytach winylowych. Tymczasem u mnie teraz Helloween. Świetna płyta godnie nawiązująca do Keeperów. Polecam. 👍
-
U mnie teraz podróż do czasów szkolnych za sprawą grupy Vader.
-
Trzeba zrozumieć kontekst tej wypowiedzi. Poczytaj o segregacji rasowej w USA, a może znajdziesz zrozumienie. To były potworne czasy. Jeżeli lubisz oglądać filmy, to polecam Ci też do obejrzenia "Czas zabijania" i "Klub dyskusyjny".
-
Jakoś Billa Evansa nie udusił. Nie udusił też Michała Urbaniaka oraz Mike'a Sterna. Miles Davis celebrytą? Serio?
-
Wiem o tym, ale pisałem jak zapamiętałem ten film, który widziałem wiele lat temu. Miles miał prawo być wkurzony, bo część swojego życia przeżył w czasach segregacji rasowej, a większą część po prostu w czasach rasizmu. Wiedzę o stylu życia jazzmanów zaczerpnąłem między innymi z Autobiografii Milesa. Może wrócę do tej książki w święta, bo jest świetna.
-
Monk to taki trochę misiek przy fortepianie. Wygląda, jakby grał nieporadnie, ale ja lubię niektóre jego płyty. Szczególnie lubię "Monk's Dream". A co do relacji Coltrane - Davis, to o ich znajomości można by napisać książkę. Z jednej strony Davis cenił Coltrane'a za technikę i ogólną wrażliwość muzyczną, a z drugiej, czasem miał go serdecznie dość. Przede wszystkim wielki Mistrz Coltrane nie miał litości dla Billa Evansa, któremu obrywało się za kolor skóry. Bill był więc częstowany tekstami rasistowskimi, a ostatecznie doszło do tego, że Coltrane nie chciał z nim w ogóle grać. Poza tym, John Coltrane miał nałogi alkoholowo-narkotykowe, które wykończyły jego wątrobę. Zanim do tego doszło, to zdarzało się, że Coltrane wychodził nawalony na scenę i albo ledwo grał albo w ogóle nie był w stanie grać. Zdarzało się też tak, że nie był w stanie wyjść na scenę. Miles Davis strasznie się na to wściekał, a Dizzy Gillespie dolewał oliwy do ognia mówiąc do Johna teksty w stylu - Dajesz się tak traktować? Rzuć to i graj ze mną. A to jeszcze bardziej wkurzało Milesa. Dobrze, że John w stanie wskazującym na spożycie nie trafił na Mingusa, bo Mingus się nie pierdzielił tylko przechodził do rękoczynów. Kiedyś swojemu koledze z zespołu wybił zęby na scenie, bo nie podobało się jemu jak kolega gra. Ciekawe to były czasy. Dzisiejsi jazzmani to niemalże grzeczne kółko różańcowe w porównaniu do starej gwardii w sensie stylu życia. Co do muzyki, to większość płyt freejazzowych też jest dla mnie nietrudna do przyswojenia, ale z "Free Jazz: A Collective Improvisation" Ornette'a Colemana i z "Ascension" Coltrane'a miałem kłopot, chociaż u Colemana da się wyłapać jakieś linie melodyczne, które nie są improwizacyjną rzeźnią, jak u Coltrane'a. Temat rzeka.
-
Widziałem kiedyś na Netfliksie. Potwierdzam, świetny film. Trochę w konstrukcji przypomina mi film, który widziałem lata temu o gościu, jaki przygotowywał się do egzaminu w konserwatorium muzycznym. Główny bohater jako temat egzaminu wybrał wykonanie bardzo trudnego technicznie koncertu fortepianowego Rachmaninowa. Walczył z tą kompozycją, bo chciał zagrać perfekcyjnie aż w końcu oszalał i wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Później skończył grając na pianinie w jakimś podrzędnym barze. Nie pamiętałem tytułu tego filmu, ale ChatGPT podpowiada, że to „Shine” z 1996 roku. Film został oparty na faktach i opowiada prawdziwą historię Davida Helfgotta - to też podpowiedź z czata, bo film już ledwo pamiętam.
-
Nie robiłem takich porównań. HiFiMan odrzuciłem ze względu na kraj pochodzenia. Unikam kupowania chińskich produktów jeżeli tylko mogę. Co do LCD-3 to rozbieżności w opiniach co do tych słuchawek mogą wynikać z ich wysterowania. Jeżeli chcesz wycisnąć z LCD-3 maksimum ich możliwości, to potrzebujesz dedykowanego, konkretnego wzmacniacza słuchawkowego. Co do góry, to faktycznie początkowo można odnieść wrażenie zamulenia i przytemperowania w tym zakresie. Po kilku miesiącach słuchania (niezbyt intensywnego, dwa razy w tygodniu po kilka godzin wystarczy) góra ładnie się otwiera. Poza tym, te słuchawki to trudny zawodnik, bo są wybredne wobec odtwarzanej muzyki. W realizacjach audiofilskich zmiatają dźwiękiem z planszy i wówczas człowiek myśli, na co mi zespoły głośnikowe. Szczególnie w muzyce klasycznej są doskonałe. Orkiestra symfoniczna w ich odtworzeniu to istna petarda. Ale w przypadku gorzej nagranych płyt wywlekają wszystkie niedoskonałości na światło dzienne i trzeba się z tym pogodzić. Tak już mają. Poza tym, to nie są neutralne słuchawki. Manierą brzmienia trochę przypominają Gryphona, bo grają dociążoną średnicą będącą po tej ciemniejszej stronie mocy. Tak więc ogólnie trzeba lubić taki dźwięk, żeby z tym żyć. Z pewnością LCD-3 nie są słuchawkami dla każdego.
-
No niestety. Wielkich świata jazzu coraz mniej na tym łez padole.
-
Michał Urbaniak nie żyje. [*]
-
Jak go odbierasz? Chyba jesteś jego fanem, więc ciekawi mnie Twoja opinia. Dla mnie Coltrane to jeden z nielicznych muzyków jazzowych, którego twórczość stanowiła dla mnie wyzwanie. Konkretnie mam na myśli płytę pt. „Ascension”. Zainspirowana Colemanem była dla mnie trudna do zrozumienia. Potrzebowałem kilku przesłuchań, żeby się w tej muzyce odnaleźć.
