-
Liczba zawartości
224 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez McIntosh
-
Ludzie są przewrotni. Gdyby spełniło się to, co napisałeś, to w końcu pojawiłyby się głosy, że Deicide to zespół nudny oraz przewidywalny i że ciągle klepią to samo. Tak to działa. "Reign in Blood" to świetna płyta, ale gdzie byłby dziś Slayer, gdyby przez niespełna 40 lat tworzył kalkę tego albumu i cały czas grał to samo?
-
Super i to pewnie zdaje egzamin w kontekście starych wydań. No ale już od dość długiego czasu studia nagrywają w domenie cyfrowej w przytłaczającej większości. Rejestracja całkowicie analogowa to dziś nisza niszy.
-
Klub Miłośników Zegarków Audemars Piguet
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Obecnie mają już tylko [RE]Master ze stoperem, ale skoro modele Jules Audemars słabo się sprzedawały, to wyleciały z katalogu. Zresztą Millenary podzieliły ich los. Audemars Piguet przestał walczyć i chyba pogodził się z tym, że AP to Royal Oak. Szkoda, ale jest, jak jest. -
Z ciekawości zapytam, jaki kierunek wybrałeś w sensie źródła dźwięku? Poczciwa płyta CD / SACD w kontekście parametrów technicznych jednak nadal jest najlepszym wyborem jako fizyczny nośnik dźwięku.
-
To samo mówi Kamil (Maria Konopnicka), ale ja się z tym nie zgadzam. Zawsze ceniłem wirtuozerię, a Ralph Santolla był doskonałym gitarzystą. Dużo lepszym od braci Hoffman, moim zdaniem. No i riffy Deicide w składzie z Santollą oraz ziomkiem z Cannibal Corpse nabrały więcej jakości, dojrzałości, melodyjności. Same zalety. Czy to zabiło ducha Deicide? Zespół musi się rozwijać, poszukiwać. To trochę tak, jakby narzekać, że Metallica nie gra już jak na "Kill ’Em All".
-
U mnie teraz tak... Jak to dobrze, że mam słuchawki, bo ten odsłuch mógłby być ostatnim w moim życiu. 😉 BTW, wielu fanów metalu jako najlepsze wskazuje dwie pierwsze płyty Deicide, a moją ulubioną jest "The Stench of Redemption". Solóweczki Santolli to ekstraklasa światowa. Szkoda, że chłop tak szybko się zabrał z tego padołu. 51 lat to nie jest wiek na umieranie.
-
Czyli wrogie przejęcie, które nie ma nic wspólnego z etycznym działaniem. Ot biznes troglodytów, ale zapewne nie oni pierwsi i nie ostatni. To często spotykana praktyka, ale Telarca jednak szkoda. Na szczęście w odpowiednim czasie udało mi się zakupić wszystko, co Telarc wydał Jacques Loussier Trio oraz Rachmaninowa, ale zawsze szkoda. Zastanawiam się, jakim cudem jeszcze Harmonia Mundi przetrwała? I Chesky Records.
-
Concord Records.... 🙁 To te dupki, które "sprzątnęły" 20 lat temu jedną z moich ulubionych wytwórni płytowych czyli Telarc Records. Aktualny katalog Telarca to dramat w porównaniu do tego czym ta firma była kiedyś.
-
Tutaj też ciekawe porównanie, winyl vs SACD.
-
Zawsze można to zmienić aczkolwiek możliwość osobistego poznania artystów to też wspaniałe doświadczenie i super wspomnienia. Ja wybieram Filharmonię Narodową z racji miejsca zamieszkania. Tu mam najbliżej. No jest jeszcze Żelazowa Wola, ale regularność wydarzeń muzycznych nie ma tu żadnego startu do FN. Co do YT to też mam pakiet premium, ale wykorzystuję platformę, żeby w ogóle poznać nowości płytowe. Jak muzyka przypadnie mi do gustu, to kupuję fizyczny nośnik, bo jakość dźwięku znacznie lepsza, a i wspieram w ten sposób artystów, co też jest dla mnie bardzo ważne. Trzeba wspierać tych, którzy wnoszą do życia tak wiele radości, emocji i wzruszeń. I tak na fali moich poglądów zebrałem słowny łomot w mediach społecznościowych, bo poparłem wprowadzenie opłaty reprograficznej. Miałem dosłownie wszystkich przeciwko sobie w dyskusji. Działo się. 🙂
- 114 odpowiedzi
-
3
-
- muzyka klasyczna
- barok
- (i 8 więcej)
-
Dziś 11 listopada, Święto Niepodległości, więc teraz Polska. Do posłuchania wybrałem płytę zespołu dla mnie absolutnie wyjątkowego. Zespołu, który wyprzedził swój czas i choć w latach w jakich tworzył kasy wielkiej z tego nie było, to wartość artystyczna jego muzyki sprawiła, że stał się legendarny. Mam na myśli fenomenalny, nietuzinkowy, genialny Kobong. Kapela została założona przez dwóch gości, którzy nadali bieg krótkiej, choć intensywnej muzycznej podroży. Byli to basista Bogdan Kondracki oraz specjalista od polirytmii i w ogóle połamanych rytmów, a mianowicie perkusista Wojciech Szymański. Obaj z wykształceniem muzycznym grali wspólnie tworząc zręby tego, czym Kobong miał być. Następnie dołączył do nich Robert „Sadek” Sadowski, który z zespołem Houk nagrał rewelacyjną płytę pt. „Transmission Into Your Heart” - moim zdaniem jedną z najlepszych w historii polskiego rocka. Skład uzupełnił drugi gitarzysta Maciej Miechowicz i tak powstał Kobong. Nie jest więc prawdą to, co podają internetowe portale, że „Sadek” założył Kobonga. Niezależnie od tego był jednym z kluczowych „elementów” muzycznej układanki grupy. Jego technika gry na gitarze (biały Gibson Les Paul) przypominała malowanie dźwiękiem, gdzie akordy charakteryzowało pełne, soczyste brzmienie, a nie jakieś tam pitolenie pryma / kwinta. Było w tym coś z Hendriksa, lecz z masą przesteru, co dało świetny efekt. Kobong jechał więc jak walec drogowy, choć w niektórych kompozycjach pojawiło się też trochę klimatycznych, przestrzennych dźwięków. W grze zespołu nie brakowało elementów improwizacji prowadzącej gdzieś w okolice jazzu. Na przykład w kompozycji pt. „Po pas” z łatwością można odnaleźć brzmienia znane z płyt Milesa Davisa z okresu, kiedy grał fusion. Ambitne, mocne, metalowe riffy opatrzono nieoczywistą rytmiką, co sprawiło, iż powstała muzyka trudna w odbiorze dla niezbyt wyrobionych słuchaczy. Na domiar złego, wytwórnia nie zadbała o odpowiednią promocję albumu, więc potencjał perły polskiego metalu został zaprzepaszczony. Ludzie nie potrafili też zrozumieć, co Kobong właściwie rzeźbi. Zrozumieli i docenili po latach na fali popularności zespołu Meshuggah. Cóż, cudze chwalicie, swego nie znacie.
-
Coś w tym jest, ale islam okazuje to nie tylko werbalnie.
-
Jak to socjalista aczkolwiek mnie to wszystko nie klei się z wyznaniem Mamdaniego. Islam postrzegam jako zagrożenie dla świata zachodu i w ogóle religię zamordyzmu. Gdzie się w tym wszystkim odnalazł liberalny Nowy Jork? Instynkt samozachowawczy ich zawiódł czy to już desperacja?
-
Winyl, CD / SACD.... Niezależnie od wyboru nośnika, to jednak nie ma nic lepszego jak muzyka na żywo. W ostatnią sobotę było u mnie tak... Filharmonia Narodowa, Witold Lutosławski i koncert na wiolonczelę (Sol Gabetta) oraz orkiestrę, a w drugiej części X symfonia Szostakowicza. Było super. 👍
- 114 odpowiedzi
-
4
-
- muzyka klasyczna
- barok
- (i 8 więcej)
-
Islam w natarciu. Co poszło nie tak? 🤔
-
Różnie bywa z cenami. Kolekcjonuję płyty SACD z wytwórni Esoteric, a tu kwoty są w przedziale od 400 do 800 zł w zależności od tytułu. Japońskie wydania CD mini LP są w cenach od 2000 do 6000 jenów. Przy kwocie 6000 jenów to już wychodzi cena płyty analogowej. Co do trwałości, to wiele zależy od tego, jak płyta była użytkowana. Jazzowe first pressy z lat 50. nadal potrafią pięknie zagrać, ale na to składa się wiele czynników. No i niestety trzeba się z tym certolić. Płytkę CD po prostu wyjmujesz z okładki lub pudełka i słuchasz. Płytę winylową trzeba przynajmniej przetrzeć z kurzu, wziąć wagę i sprawdzić docisk igły, żeby mieć pewność, że nic się w ustawieniach gramofonu nie przestawiło. Igłę też trzeba przeczyścić. Jest z tym trochę „zabawy”. No i trzeba nauczyć się ignorować szum płyty oraz występujące trzaski. W przypadku analogu jest dobrze, jak igła z rowka nie wyskoczy, a to się zdarza też na zupełnie nowych płytach jeżeli w procesie produkcyjnym poszło coś nie tak. Winyle to momentami istny tor przeszkód, ale i dźwięk niezapomniany. Przy odtwarzaczu CD z brzmieniem nie pokombinujesz, a z gramofonem możesz zrobić niemalże wszystko. Kalibracja zmienia dźwięk, wkładka zmienia dźwięk, możesz wymienić ramię - wiele możliwości.
-
Płyty analogowe wymagają zdecydowanie więcej uwagi niż płyty CD. Podobnie jest ze źródłem. Odtwarzacz CD po prostu gra i po sprawie, natomiast gramofon wymaga kalibracji i ostrożności jeżeli nie chcesz zniszczyć cennych płyt winylowych. No ale to piękne przedmioty zwłaszcza, gdy polichlorek winylu nie zawiera barwnika na całej powierzchni płyty, ale barwnik tworzy wielokolorową grafikę. Super to wygląda. No i poligrafia - okładki winyli są nie do pobicia. Jest w tym coś pasjonującego. Gramofon i płyta analogowa jest jak zegarek mechaniczny. Odtwarzacz CD i płyta CD to zegarek kwarcowy, który jest dokładniejszy w pomiarze czasu, mniej kłopotliwy i tańszy w serwisie, a jednak wielu z nas kupuje zegarki mechaniczne. Takie życie.
-
Nie twierdzę, że to najlepsze role Ala Pacino, choć na przykład scena Bóg kpiarz z filmu „Adwokat diabła” zapadła mi w pamięć. To była petarda w wykonaniu Ala Pacino. Natomiast raczej unikam rankingowego klasyfikowania filmów.
-
Pełna zgoda. Fenomenalny aktor. Świetnie zagrał też w filmie pt. "Rekrut". Polecam, jeżeli komuś z Was umknął ten film.
-
Nie powiedział, ale w pytaniach Michaela dało się wyczuć sceptycyzm między słowami. Poniekąd rozumiem też Jego dystans do sytuacji. Michael Fremer to nie jest przypadkowy gość, a jego stwierdzenia bywają opiniotwórcze. Pewnie nie chciał powiedzieć czegoś nieprzemyślanego.
-
I jeszcze dorzuciłbym "Adwokat diabła". Rola Ala Pacino "rozwala system". Co za genialny aktor.
-
Mam tę płytę na CD i na czerwonym winylu (limitowane wydanie z 2020 roku). SACD chyba sobie odpuszczę. Powoli z wielkim trudem jakoś uczę się akceptować wady płyt analogowych i chyba w ogóle pójdę już całkowicie w winyle. Jest w tym trochę cierpienia, ale też dużo fajnej zabawy. No i jednak poligrafia nie do pobicia, a to dla mnie bardzo ważny aspekt. 🙂
-
A moje ulubione filmy, które mogę oglądać wielokrotnie bez oznak znudzenia to American Psycho i Vanilla Sky. 😬
-
Też myślę, że tu jest problem, bo w żadnym innym przypadku taka sytuacja u mnie nie występuje. Co tam kabelki. Michael Fremer z ostatniej wystawy AVS pokazał produkt Nirvana Audio obok którego nie mógł przejść obojętnie, więc postanowił zadać kilka pytań prowadzącemu prezentację. Za "skromne" 2,5 tys. dolców można kupić coś, co podobno poprawia dźwięk całego toru odsłuchowego. Takie cuda panie... Zapewne podwojenie lub potrojenie wspomnianej kwoty przyniesie bardziej spektakularny efekt. 😉
-
Mnie bardziej podoba się „Reminiscence” Mietka Kosza, a i w dyskografii Leszka Możdżera też znajdzie się kilka perełek.
