Mój pierwszy Raptor, Mini Gaucho. M390 i fat carbon. Także pierwszy w kolekcji R. Monach. Ostatni z trójki, Roselli Hunting UHC. Nóż z historią. Kupiłem go w ciemno w 2007 roku. Ostrze było niesamowite, ale rękojeść całkowicie nie pasowała pod moją dłoń. Postanowiłem zostawic nóż i przeprofilować rękojeść. Szlifowanie odbywało się na czuja. Kiedy rękojeść była już gotowa, wypolerowana i czekała na woskowanie, moje oczy ujrzały coś co mnie zmroziło. (Nie)stety, doszlifowałem się do tanga. Z pomocą przyszedł Grzesiek Surdel, sławny w naszym hermetycznym świecie niepraktykujący już knifemaker znany pod pseudonimem π (3,14) Telefon do Grześka, umówienie się na termin, 16 km jazdy rowerem i już byłem w Mordorze. Grześ zaproponował rozmowę przy herbacie. Oględziny i decyzja o wymianie rękojeści. Wybór materiałów oraz kształtu...czas do warsztatu. Stałem jak mebel oglądając jak 3.14 tworzy. Nie wiem ile dokładnie upłynęło czasu na pracy Grześka. Wliczając w to schnięcie żywicy, przerwę na kawę i miłą rozmowę oraz zwiedzanie kolekcji noży i materiałów w sumie spędziłem około 5 godzin podziwiając kunszt Pi. Potem na chwilę zostawił mnie samego ze szlifowaniem. Na koniec wrócił i nieco poprawił symetrię po mnie [emoji14] Po dniu spędzonym w Mordorze (warsztat Grzesia ) nóż był już w stanie surowym. Potem jeszcze tylko kilka godzin naprzemiennego wcierania na gorąco olejku kameliowego, polerowania i szlifowania ultradrobnym papierem ściernym w celu usuwania pojawiających się na surowym drewnie "włosków". Materiały to dwa kawałki rogu bawoła + czeczota. Ciekawa stal, twardość 66hrc i 2% węgla przy umiarkowanej rdzewności. Szlif zero grind. Bardzo agresywnie tnąca brzytwa. Parę słów o pochwie bo to jest dopiero dziwna historia. Kiedy rękojeść była już gotowa Grześ powiedział, że jeszcze będzie trzeba pochwę uszyć bo ta oryginalna raczej się nie będzie nadawać, bo to szansa jedna na milion. Oryginalnie nóż przechodzi przez przewężenie u wejścia pochwy z oporem w miejscu gardy, po czym wpada jeszcze o dobre 3-4 cm, by wypełnić pochwę do końca. Problem jest taki, że za gardą rękojeść ma wyraźnie mniejszą objętość. W efekcie nóż ma tendencję do latania w pochwie, choć ryzyko jego zgubienia jest raczej żadne. Po prostu razi to, że mamy luźny nóż, który lata w zakresie tych 3-4cm i hałasuje. Po wymianie rękojeści nóż blokuje się na przewężeniu u wejścia pochwy środkiem rękojeści, gdzie objętość rękojeści jest największa. Następuje to, gdy nóż dokładnie wypełnia pochwę. Tak więc finalnie pochwa pasuje lepiej niż w standardowej konfiguracji. Potem życie zmusiło mnie do sprzedania tego noża. To był fixed, którego sprzedaży żałowałem najbardziej. Przed sylwestrem wypłynął na bazarku i powrócił do domu, po 16 latach. Tutaj zdjęcie noża przed modyfikacją I jeszcze kilka zdjęć sprzed 16 lat, świeżo po wykonaniu rękojeści.