Pewnie kwestia anatomii, ale u mnie najwygodniejsze to PX8. H95 w akustycznej muzyce mają fenomenalną scenę, wielką z wybitną separacją. Przy tym nie męczą. Ale w zestawie z okularami uciskają głowę. Bez okularów są mega wygodne. Natomiast w bardziej dynamicznej muzyce zdecydowanie najlepiej grają PX8, które też są dla mnie wygodniejsze w okularach. Ale ja nie mam dyskomfortu z PX8, o którym pisałeś. Co do tego, że szkoda wydawać tyle na mp3...używam Tidal Max. To oczywiście sprawa indywidualna, ale ja już nie widzę sensu noszenia słuchawek na kablu, ale z drugiej strony dla mnie PX7S2 i PX8 dzieli przepaść. To samo sądzę o porównaniu HX i H95. Przy czym jeszcze warto pamiętać, że PX7 S2 ma totalnie inny profil brzmieniowy niż PX8. Jeśli cenisz szeroko pojmowaną wierność to dla mnie za całokształt jako suma wad i zalet z naciskiem na jak najlepsze i najwierniejsze brzmienie, wygrywają PX8. Poza akustycznym jazzem, bo tam wybieram H95. Ale Bangi w bardziej dynamicznym repertuarze troszkę gubią się w zakresie basu, który to potrafi sprawiać wrażenie lekko snującego się
ANC we wszystkich uważam za wystarczający. Wszystkie mają USB-C, wszystkie działają dla mnie wystarczająco długo na jednym ładowaniu i mają świetne etui. Tu najlepsze są w Bangach.
To co dla mnie najbardziej niesamowite w PX8 to jak osiągnięto nisko schodzący bas, który wręcz czuć przez kości, a który jest przy tym świetnie kontrolowany i czysty. Prawie tak samo idealny jest w H95, ale jednak tam, gdy na scenie robi się tłoczno to czuję lekkie spóźnianie się basu co w rocku mi przeszkadza. Natomiast H95 to słuchawki na których odkrywam utwory na nowo. Ostatnio na płycie, którą słuchałem już setki razy, Norah Jones, "Come Away With Me" odkryłem kolejne niuanse związane z wątkiem gitarowym, które to były na każdym innym sprzęcie niesłyszalne.
Jeszcze uwaga do Momentum.
Gdy je kupowałem to porównywałem z Sony WH-1000XM3. Sennheizery zjadły Sony na śniadanie w kwestii jakości brzmienia. Natomiast po sesji z PX8 przesiadka na Momentum to tak jakby ktoś nagle na średnicę i górę narzucił grubą kotarę, a bas oblał gęstym olejem który sprawia, że jest on może i bardziej mięsisty, ale też dudniący i mniej klarowny. To jak właśnie porównanie flaca do mp3. No prawie jakby słuchać muzyki przez ścianę, a potem wracając do PX8 to jakby wrócić do pomieszczenia, w którym gra muzyka.
Oczywiście wszystko piszę na wyrost. Momentum grają przyjemnie i radzą sobie z prawie każdym rodzajem muzyki. Wszystko zależy jak odbierasz muzykę i na czym ci najbardziej zależy. A także od tego ile możesz i chcesz wydać.