Słusznie czy nie, nastawiłem się na nolanowskie kino, do którego się przyzwyczaiłem. Do akcji. Prawdopodobnie bardziej chciałem obejrzeć wybuch bomby, a nie rozmiękłego kapiszona
Wiedziałem, że czeka mnie film, w którym doświadczę ukazania geniuszu Oppenheimera, ale sądziłem również, że kino, które zwieńczy jego pracę. To m.in. lot "Enola Gay" - przygotowania sztabu, dobór pilotów, a w końcu zrzut na miasto i efekty tego zrzutu. To samo dla lotu wykonanego przez "Bockscara". Później mógłby Oppenheimer dumać, czy zrobił właściwie, czy nie - w sumie on to wiedział, bo cały czas byłem bombardowany jego prześladowczymi myślami. Więc przeszkadzało mi to, że film skupił się tylko na tym. Także ziewałem i co 5 min spoglądałem na zegarek.
Na pewno role zasługują na uznanie, a postać R. Downeya Jr. na aplauz zagrał doskonale(dobrze, że wywinął się z nałogów - bo daje świetny pokaz umiejętności aktorskich), C. Murphy również mnie nie zawiódł.
Reasumując dla mnie 4.5/10 - ze względu grę aktorską.