OCD to temat bliski wielu zegarkowcom, mi także. To hobby uczy m.in. dwóch rzeczy. Po pierwsze - akceptowania niedoskonałości. Nawet jak znajdziesz idealnie spasowany, scentrowany egzemplarz to jak długo taki będzie? Noszony za chwilę zarobi rysę albo okaże się że ma jakąś skazę która umknęła przy pierwszych oględzinach. A dokładność? Kto był w tym piekiełku ten wie, że lepiej nie sprawdzać. Bo dzisiaj +1 a jutro -7 i już jest dyskomfort bo miało być COSC
Drugą rzeczą jest cierpliwość. Czekanie na paczki, na mejle. Wysyłka do serwisu to często miesiące. Ale też cierpliwość w tym znaczeniu, że do wspomnianych wyżej rys jednak się przyzwyczajamy, skaza na tarczy przestaje drażnić a odchyłka w ramach tygodnia to jednak COSC i nie ma się co denerwować.
Ten Rolex to chyba najlepsze, co jest w zegarkach vintage. Model wyjątkowy, zakupiona sztuka ma jakąś historię noszenia. Kojarzy mi się z bronią serwisową. Porysowana i przestrzelana, są od dawna nowe wersje. Ale akurat ta jest sprawdzona, niezawodna i widziała trochę akcji.
Noś go z dumą ✊️ To będą te momenty, kiedy spotkasz innego miłośnika czasomierzy. Zauważy tego rolka, spojrzy na Ciebie i kiwnie z uznaniem.