-
Liczba zawartości
6691 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
13
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez pmwas
-
Mechanizm Illinois grade 103 sygnowany dla Charles'a Sumnera z Boston Niestety na temat samego sprzedawcy źródła internetowe milczą, pewnie jakiś mały zakład... Wskazówki i koperta dojadą z USA i będzie cudeńko
-
Jedna - kompletna - należy do Krzyśka i wkrótce do niego wraca. Natomiast Paul wysłał mi dwie, a właściwie póltorej - w częściach, z których poskładałem jedną calą.
-
Witam!!! Ostatnio podjąłem się trudnego zadania - przeglądu Zarii 2015 z kolekcji Krzysztofa. Wszystko szło super, do czasu dgy, w końcowej fazie montażu, upuściłem jedno z malutkich kól naciągowych. K***m, ch***m, i tym podobnym (przepraszam, ale to prawda) nie było końca i właśnie dlatego nie lubię grzebać w nieswoich zegarkach. Koniec końców - kółka nie znalazłem już nigdy, natomiast przypomniało mi się, ze kolega z WUS kiedyś usiłował uruchomić jedną 2015 poprzez poskładanie jednego kompletnego zegarka z dwóch popsutych. Eureka - na pewno tych kółek miał dwa komplety, bo przecież z reguły nawet w niekompletnych mechanizmach są. Dostałem - dwa zepsute zegarki Zaria 2015, całkowicie rozmontowane. Projekt po prostu nie wypalił i kolega się poddał. Cóż, Zaria 2015 to koszmarnie trudny zegarek. Poskładanie go do kupy to istny koszmar. już gdzieś pisałem - uchodzący za trudny w montażu 'de luxe' 2209 to dziecinada przy 2015 i nie ma w tym żadnej przesady. I tak - niestety - przyszły dwa komplety części, które jednak nie starczyły na jedną Zarię... Tu widzicie gotową Zarię Krzyśka oraz na wpól złożony mechanizm 2015 i kupkę części. Pogięty nieco włos to "małe piwo". Nie żebym chciał go prostować, po prostu daje się ułożyć tak, żeby działał. Pewnym problemem była złamana oś sekundowa (drugiej albo nie było, albo zgubiłem ją przy rozpakowywaniu przesyłki), ale to problem bardziej kosmetyczny - po prostu nie będzie sekundnika i już... Największym problemem były połamane osie kół wychwytowych. Jedno koło miało "załatwione" oba czopy, drugie tylko jeden. Normalnie złamany czop można by wymienić, ale znajdź speca który nawierci oś cienką jak najcieńsze wiertła. Wpadłem na pomysł, żeby złamany (górny) koniec obrobić tak, by powstał tam nowy czop, po czym przemieścić kamień w mostku w dól. Pomysł świetny, ale niestety próba obrobienia tak małej osi skończyła się źle. Jednak mostek z kamieniem przesuniętym w dół dał mi jeszcze jedną możliwość: Oba widoczne powyżej mechanizmy z Pensy mają identyczne jak 2015 koło wychwytowe na krótszej osi. Po obniżeniu kamienia do poziomu płyty oś ma odpowiednią długość. Kłopot? Koło wychwytowe jest za wysoko. A zatem podjąłem próbę dopasowania elementu do kal. 2015 To twarda stal, więc łatwo pęka, więc udało mi się to dopiero za trzecim razem, ale tych mechanizmów "jak psów", więc co szkodzi? Najpierw - dobra centracja nabijarki: Delikatnie wygiąłem koło wychwytowe w dół Nie jest to wystarczające - zęby wówczas też są skierowane ku dołowi. Pod koło dałem dopasowaną podkładkę zrobioną zew wskazówki i... łup - tym razem mocniej: Nie lubię się chwalić, ale - podoba mi się Kamień w dół: I pasi!!! W pozycji tarczą do góry koło minimalnie obcierało o płytę (u góry - przy osi), więc obniżyłem kamień jeszcze o mikrometry, tuż poniżej poziomu płyty, by zniwelować luz na osi niemal do zera. Składam dalej... I jest! O dziwo - chodzi, nakręca, wszystko "cacy". I to tyle - jedna Zaria wkrótce jedzie do właściciela, druga - jak się okazało - zostaje Wielkie dzięki dla kolegi z WUS - bardzo przyjemny prezent
-
Dekiel, cały bęben... Tylko musiałbym pomierzyć. Jak juz dojrzeję, to rozbiorę i pomiarze. Cały mechanizm ma 40mm, gdybys miał bęben z 40mm Lepinea - mozna by spróbować
-
Właśnie - w tych mechanizmach jest płaski dekielek, a "maltanka" jest na spodzie bębna. Odwrotnie niz w innych "cylindrach".
-
I mój drugi (a w zasadzie pierwszy) Lepine Jeszcze cieńszy niż poprzedni ! Zegarek ma cudowną, złoconą, srebrną kopertę, Mechanizm to drugiej generacji kaliber Lepine'a, z pierwszej połowy 19-go wieku: Był on poważnie uszkodzony - musiałem wymienić os koła centralnego (niestety przez nieuwagę koło nabiłem odwrotnie, co nie wpływa na funkcję, ale na wygląd trochę tak), sprężynkę zapadki naciągu i - jak się potem okazało - włos. Tutaj z nowym włosem, również od tego samego dawcy Oryginalny - niestety - był wygięty jakieś 4mm od mocowania i pękł, gdy próbowałem wyprostować. Ponizej widać, jak daleko od mostka odstawał zgięty włos - trzeba go było prostować, czego jednak nie wytrzymał... Bęben sprężyny - niestety - nie pasował, wiec musiałem dać oryginalny. Pokrywa bębna została zniszczona - była mocno pogięta. Usiłowałem ja wyprostować (dosłownie wyklepać), z dość opłakanym skutkiem (choć przynajmniej jest płaska), niestety nie udało mi się doprowadzić do zamknięcia bębna. Żeby całość się nie rozleciała - nabiłem po drugiej stronie mosiężny pierścień i zegarek nawet trochę działa, choć wciąż potrzebuje bębna Zegarek ma cudowną, metalową tarczę, tym razem mocowaną na wcisk. Wskazówki nie są oryginalne - kupiłem je specjalnie z myślą o tym zegarku - złote pasują do koperty, a czarne końcówki - do tarczy. Na szczęście - udało się je dopasować i zamontować w zegarku. I co? I git, jak to mówią. Zegarek chodzi, lecz - pewnie z uwagi na walnięty bęben - co jakiś czas staje. Jak chodzi - nawet nieźle "trzyma czas".
-
Określeniem "kaliber Lepine'a" określa się płaskie mechanizmy zegarkowe opracowane właśnie przez Lepine'a pod koniec 18 wieku, znacznie różniące się od dominujących, pełnopłytowych grubasów. W miejsce dwóch pełnych płyt pojawiła się jedna, z nakładanymi mostkami. W miejsce łańcuszka napędzającego (poprzez ślimak) wrzecionowy wychwyt - bęben spręzyny z mechanizmem genewskim i wychwyt cylindrowy lub ankrowy szwajcarski, zajmujące znacznie mniej miejsca. Balans umieszczono w poziomie przekładni, a nie - jak to dotychczas roniono - ponad górną płytą mechanizmu. Brzmi znajomo? Pewnie, bo to właśnie zaproponowany przez Lepine'a ogólny projekt mechanizmu zegarka, w różnych modyfikacjach, dożył dzisiejszych czasów, podczas gdy mechanizmy pełnopłytowe, produkowane do początku XX wieku w Anglii i USA, z czasem przeszły do historii zegarmistrzostwa. W tym miejscu pokażę - mam nadzieję - dwa mechanizmy. Jeden (choć nie do końca sprawny) jest już gotowy, drugi oczekuje na części, które w ciągu miesiąca powinny się pojawić. Zaczynamy zatem od mojego drugiego i mniej ciekawego Lepine'a, a pierwszy i piękniejszy - mam nadzieję, wkrótce. Tak to wygląda w częściach. Znamy, lubimy. Ot - cylinderek. Niestety, mechanizm okazał się uszkodzony. Ktoś usiłował dopasować wałek bębna sprężyny z grubszego mechanizmu. Grube zintegrowane z wałkiem) koło zapadkowe blokowało się pod przykręcaną nakrywką, a sam bęben jest usytuowany za nisko i zębnik trze o płytę. Problem miały rozwiązać podkładki: Cóż, nie mam lepszego wałka, więc jedynie zeszlifowałem koło zapadkowe tak, by pracowało płynnie po dokręceniu nakrywki na mostku. Pomimo podkładek, zębnik wciąż ociera o płytę i zegarek czasem staje. Tylko nowy, dopasowany wałek bębna mógłby rozwiązać ten problem... Na obrazkach dobrze widać, jak montuje się bęben w tych mechanizmach - najpierw wałek trafia w otwór w mostku, potem nakłada się bęben, na to wszystko małe, stalowe koło z haczykiem na wewnętrzny koniec sprężyny (bywa przykręcane lub - jak tutaj - kołkowane), wkłada sprężynę i zamyka bęben. Proste Reszta części po myciu - oczekuje na montaż: Zegarek montuje się szybko, bo - jak to kluczykowy cylinder - ma mało części: Podczas montażu widać znaczne zużycie mechanizmu. Łożyska noszą ślady naprawy, a i tak jest w nich sporo luzu. Pasowałoby je nawet wymienić, gdyby zegarek miał znów ładnie chodzić.. Wychwyt cylindrowy: Jak pisałem - bęben jest za nisko, a przez to koło wskazówki godzinowej układa się nieco krzywo. Jak kiedyś dorwę lepszy wałek, na pewno wymienię. Teraz pozostało jeszcze ułożenie włosa tak, by był możliwie płaski i o nic nie obcierał (znaleźć taki zegarek który nie miałby pogiętego włosa to rzadkość, ten oczywiście nie "zawiódł" moich oczekiwań i ma włos wyraźnie zdeformowany)... ...i do koperty Piękny mechanizm. I bardzo płaski. Te mechanizmy są wyraźnie bardziej płaskie nawet od innych "cylindrów" o podobnej budowie, nie mówiąc już o szpindlakach i innych pełnopłytowcach: Koperta zegarka wykonana jest ze srebra i ozdobiona została pierścieniami złocenia na lunecie i deklu. Z tyłu grawerunek. Niestety, ktoś chyba lutował dekiel ponownie, nie uwzględniwszy przesunięcia zawiasu. Rysunek wyrównano do zawiasu, a nie do dołu koperty. Wskazówki ludwikowskie bardzo ładne, natomiast dorabiany sekundnik - szpetny... Ogólnie - piękny, płaski zegarek. chodzi - niestety - jak chce. Cienka sprężyna nie daje dużo mocy i zegarek łatwo zatrzymać byle oporem - w zegarku z wychwytem szwajcarskim bęben pewnie zrysowałby płytę, ale by szedł, a tu - jak zębnik dotknie płyty, mechanizm zatrzymuje się. pocyka parę godzin i stoi. Szkoda wielka i nie muszę chyba mówić, jak wkurzył mnie naprawiany bęben. Bo poza tym - cudeńko. Śliczny zegarek, naprawdę.
-
Stosunkowo wczesny Columbus. Wyższy model 16 kamieni, piękne wykończenia. Niestety wymiana osi balansu średnio mi się udała i wygiąłem nieco balans. Ale cóż, warto było uruchomić Koperta z moich "zasobów"
-
Domyśliłem się Spoko, tylko teraz mój wyglądał głupio - tak "ni z gruszki ni z pietruszki".
-
Cóż - nie przepadam za panami z Gerlacha. Ani za ich podejściem do klientów. Ani za ich podejściem do forumowiczów. I nikogo nie nazywam idiotą. Nie wiem, jakeś to "wykminił". EDIT: ładnie to tak edytować posta po uzyskaniu odpowiedzi ? Pamiętam kiedyś, jak jeden z użytkowników 'handryczył' się o bezel nietrafiajacy w indeksy godzinowe. Wtedy zdaje się druga strona mogła się wypowiedzieć, co też czyniła. Oczywiście - to niby tani zegarek. Ale przecież to zegarki perfekcyjne jakościowo, AAA+ i takie tam, więc chyba jednak bezel powinien trafiać w indeksy. Czy nie ? Oczywiście producent nie czuł się winny, bo i czemu? I tu dochodzimy do sedna - porządny producent z reguły przejmuje się faktem, ze produkt nie spełnił oczekiwań klienta. Zwłaszcza producent typu ambitnej fundacji tworzącej coś wyjątkowego, w małych ilościach. Tymczasem tu jest na odwrót - niektórzy klienci okazują się nie spełniać oczekiwań producenta
-
Nie rozumiesz - nie chodzi tu o animozje między prezesami forów. Nie chodzi nawet o to, ze zegarki się psują - droższe też się psują. Chodzi o podejście do sprawy tzn do klienta. Lubisz Gerlachy, bo żaden ci się nie zepsuł. Niestety doświadczenia niektórych forumowiczów wskazują, że szybko przestałbyś je lubić gdyby jednak któryś okazał się wadliwy, i to wcale nie z powodu samej usterki. Niestety - w Gerlachu kupujący, który ma zastrzeżenia do produktu jest wrogiem i często jest traktowany nieelegancko (czegośsiępanspodziewałzatakiepiniądze ). Oni po prostu tacy są i inni nie będą. Albo się zgadzasz i podziwiasz, albo jesteś idiotą i wypad. Same zegarki - moim zdaniem niektóre są bardzo ładne, tego nie da się ukryć.
-
Takie sobie kupiłem: Quartier au Locle, XIX wiek, w złoconej, nieco wytartej kopercie: I ze zadu... Mechanizm na zawiasie pod otwieraną lunetą: Taki: Bezkamieniowy szpindlak, na dokładnym (jak na szpindlaka) chodzie, po serwisie. Nawet niezłe detale: Zwraca uwagę "F S" na regulatorze - to na Anglię? Na USA? Quartier na ryki europejskie robił też standardowe "cylinderki", sygnowane na deklu, ten chyba trochę ciekawszy warto zauważyć pewne podobieństwa: Jednak poza wielkością, mechanizmy pod względem jakości wykończeń dzielą lata świetlne. Pierwszy na pewno jest z Locle, drugi to chyba francuz, ale czy na pewno??? Strasznie ciężko się połapać w tych staruszkach...
-
PRIM – nejlepší české hodinky!!!
pmwas odpowiedział yorki_man → na temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Jakość wykonania tych Primów nie odbiega znacząco od jakości wykonania innych 'popularnych' zegarków z tej epoki. Ostatnio przejąłem od dziadka wostoka, którego nosił kilkadziesiąt lat - jest kompletnie zużyty, mimo niby wyższej jakości. Wrzucę kiedyś, bo warto zobaczyć . Niska wodoszczelność była na pewno problemem, choć z drugiej strony wtedy produkowano sporo nieszczelnych zegarków... Główną bolączką zegarków z tej epoki są - wspomniana wodoszczelność oraz powszechnie stosowane mosiężne koperty, które po prostu się zużywają - niestety ładny zabytkowy zegarek to taki, który leżał w szufladzie nienoszony. Jeśli był noszony - jest zużyty i ma ogromne przetarcia. Czy to będzie Prim czy ruski czy szwajcar - jeśli był noszony, z reguły ma powycierana kopertę i tarczę w kropki, nie ma przebacz. -
Ech... przyszła paczka z USA, niestety największe szkło jakie znalazł mój znajomy sprzedawca (52,3mm) okazało się o dobry milimetr za małe - nie ma mowy nawet o wklejeniu. Także gdyby ktoś z Kolegów znalazł "wysokie" szkło do szpindlaka ok 53,3mm byłbym zobowiązany...
-
Rozwalić? W życiu!!! Mechanizmów z przetopionych kopert starczy na pasówki!
-
Hamilton 917, ok. 1947 roku... Złocony, ładny Niestety nieoryginalna koronka...
-
Zegarek to niższej klasy Waltham - 11 kamieniowy (chyba) model Ellery. Faktycznie około 1880 roku. Zegarek ma jedną poważną wadę - nie ma lunety (wyłamana) pod deklem koperty. Uszko da się dokupic, z lunetą będzie gorzej. wartość głownie "sentymentalna", materialna - sporo niższa niż cena ew. naprawy...
-
Szwajcarskie podróby... Temat XIX-wiecznych podróbek rodem ze Szwajcarii to temat znany chyba głównie - choć nie tylko - w USA, które w II połowie XIX wieku były niemal "zalewane" falą iskiej jakości imitacji ich rodzimych produktów. W Europie - każdy chyba wie, że większosc spotykanych na alle Breguetów to nie Breguety, a właśnie tanie imitacje z XIX wieku. Jak się okazuje - podrabiane były wówczas także zegarki angielskie. To jeden z "angielskich" zegarków rodem z kontynentu (prawdopodobnie Francja), którego już tu pokazywałem. Tym razem przedmiotem recenzji będzie jednak podróba "pełną gębą", bo sygnowana nazwą angielskiej manufaktury na mechanizmie i na tarczy... D.D.Neveren to znana marka angielskich zegarków z końca XVIII wieku. Ostatnio na alle trafił mi się taki trup - wielka (ok 6cm nie licząc zewnętrznej koperty!), stara kieszonka w dość opłakanym stanie. M.Clausen... http://www.m-clausen.dk/ ...to duńska firma, jak widać wciąż istniejąca. Jeśli dobrze ich rozumiem, zakład założono w roku 1896, czyli za późno, by mógł być sprzedawcą (chyba, ze takie szpindlaki wciąż produkowano około 1900 roku, w co wątpię...), może po prostu go naprawiali? Punce na obu częściach koperty są zgodne i na pewno nie londyńskie Jeśli ktoś zidentyfikuje puncę widoczną na zdjęciu - byłbym wdzięczny... Karteczka wewnątrz koperty jest ważną wskazówką - jak się okazuje dość sporo szwajcarskich podróbek zegarków z Londynu pojechało właśnie na rynki skandynawskie. Mechanizm ma osłonę przeciwkurzową wykonaną ze srebrnego metalu, mocowana dodatkowym zawiasem. Zdobiona, wytłaczana, co nie znaczy, że ładna - jakoś strasznie kojarzy mi się z foremką na babeczki czy mufinki Najwięcej "zabawy" miałem z ćwiertnikiem, który zrósł się dosłownie z osią centralną! W takich sytuacjach ciąnięcie ćwiertnika spowoduje urwanie osi - oś trzeba z ćwiertnika wybić, oczywiście ryzykując uszkodzenie płyty (tak, musiałem potem prostować). Można tez po prostu urwać oś i dorobić nową... Nic dziwnego, że moczenie nie pomogło - całe wnętrze ćwiertnika było skorodowane. Po prostu musiałem tłuc aż ruszyło - w sumie skala zniszczeń i tak finalnie była nieduża. "Szlam z pleśnią" w bębnie sprężyny pokazuje, ze zegarkiem dawno już nikt się nie zajmował. Łożysko koła wychwytowego zostało celowo dogięte... Zegarek posiada... kamień! Mało kunsztownie oszlifowany rubinek robi za nakrywkę na osi balansu. Mamy tu leciutki, mosiężny balans z bardzo cienkimi czopami osi. Oba czopy - na szczęście(!) - dobre. W łożysku - brud i rdza... Konstrukcja ślimaka - również "kontynentalna". Anglicy używali kołków, tu całosć mocowana jest metalowym pierścieniem mocowanym na wcisk. Co ciekawe, zębatka wewnątrz ślimaka także jest mocowana na wcisk. trochę bez sensu, ale niech im będzie... Jak pisałem - całośc mocowana jest pierścieniem na wcisk. Nie wiem, jakich narzędzi potrzeba, żeby to rozmontować, ja po prostu trzymam za zębatkę i uderzam oś motkiem aż pierścień popuści. W końcu puszcza... Montaż jest prosty, ale trzeba bardzo delikatnie nabijać pierścień - dwa delikatne uderzenia i sprawdzamy luz. W pewnym momencie opory, z jaką zębatka się kręci, wzrosną - można wtedy jeszcze raz uderzyć oś, jak przy demontażu, żeby to poluzować. Oczywiście idealnie jest płynna praca bez oporów, ale i bez luzu. Składamy! Jak zobaczycie poniżej - ktoś tak przyłożył się kiedyś do kołkowania płyt, ze kołków nie dało się usunąć! W końcu, jak puściły, okazało się, że końcówki kolumienek wygięły się od nacisku!!! Uwierzcie - tego nie trzeba kołkować "na chama". Tak jak nie trzeba "na chama" dokręcać śrubek. Do oporu i tyle. Jestem przyzwyczajony do składania pełnopłytowych konstrukcji, więc mostek od strony tarczy przykręciłem od razu, ale musiałem go potem zdjąć, bo bardzo ciężko trafić czopem w wymienione, ciasne łożysko. łożyska wychwytu - również bardzo "kontynentalne" - to na 100% szwajcarska podróba. Jakość... hmmm... na oko trzecia Na razie idzie niezgorzej. Zmontowane, przekładnia pracuje płynnie po częściowym nakręceniu - oby tak dalej... Pora na ćwiertnik i regulator. Tompionowski regulator warto wcześniej sprawdzić, bo kiedyś dopiero po zmontowaniu całości i nakręceniu zorientowałem się, że jest zacięty. Balans miał oryginalny włos... do teraz... Łatwość z jaką włos pękł sugeruje jakiś słaby punkt - pewnie (jak cały zegarek) skorodował. Niemniej przyznaję, że przez przypadek troszkę nim szarpnąłem, co było bezpośrednią przyczyną awarii. Także musiałem dorobić nowy włos przerabiając coś z moich śmieci, choć oczywiście - to nie to samo. W takich chwilach zdecydowanie chce się to rzucić i więcej do takiego zegarka nie wracać... Ale jakoś sobie poradziłem - lepiej lub gorzej - i zegarek już prawie gotowy. Wskazówka minutowa tylko to regulacji - wymienię na inną, jak dojdzie. Szkło też już leci w kolejnym transporcie z USA. Znalazłem tam szkło o 0,5mm za małe, pewnie da się wkleić.... Ot - szwajcarska podróba angielskiego zegarka, ale ładna. Szkoda włosa - gdyby był złamany bardzo byłbym zadowolony z mojego dokonania, ale niestety to ja rozwaliłem ładny, oryginalny włos. Pewnie i tak w końcu by pękł, ale jednak fakt, ze mu pomogłem nie jest przyjemny. Z nowym włosem spieszy o jakieś 10-15 minut na dobę, czyli powiedzmy, że jest to akceptowalne. Zwłaszcza, ze to nawet nie kwestia "bazowej" częstotliwości pracy balansu, a krótkich okresów, w których wyraźnie (słyszalnie) przyspiesza, co w mocno zużytych szpindlakach, jak ten, w zasadzie jest normalne. Jak pisałem - teraz czekam jeszcze na szkło i wskazówki i na półeczkę
-
Ale piękny! Muszę sobie kiedyś sprawić chińczyka, tylko ciągle są "ważniejsze" wydatki Tamten pokazywany przez kiniola najpewniej ma wychwyt podwójny (duplex), twój ma ewidentnie kotwicowy.
-
Trudno powiedziec, bo to juz szwajcarski Elgin z okresu po wyburzeniu fabryki w USA... Ładna maszyna
-
Jest co podziwiać
-
Ale to już "wyższa pólka"
-
Był jeszcze cudny diver Lanco i Lip w podobnej stylistyce. Nawet ostatnio w bazarku coś takiego było. Chyba za 1500zł, jeśli mnie pamieć nie myli... Myślę, ze 1500-2000 starczy, żeby coś takiego kupić. https://www.lip.fr/en/history/nautic_ski/nautic_ski_automatic/nautic-ski_automatique_671502.html Obecnie produkowany model (na automacie Citizena) to 500 euro.
-
"zapomniane arcydzieło" - Elgin 761. Jeden z najwspanialszych płaskich automatów ever... http://zegarkiclub.pl/forum/topic/78578-elgin-761-zapomniane-arcydzielo/ Polecam - warto zobaczyć. Odkopałem i "naprawiłem" mój stary wpis, na dole dodałem zdjęcia prezentowanego egzemplarza. Czasem to tak jest, ze kupimy "dobry" zegarek i dostajemy szmelc, a czasem kupimy szmelc i udaje się go odratować - jak w tym przypadku
-
Ciekawy "pół-amerykański" Tissot http://zegarkiclub.pl/forum/topic/147268-chftissotson-locle-20-kamieniowy-tissot-na-usa/ Zapraszam na relację
