Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

pmwas

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    6691
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    13

Zawartość dodana przez pmwas

  1. Amerykański chronometr "kolejowy" z 1952. roku... Istnieje wiele modeli zdecydowanie kojarzonych z koleją, jednak do początku lat 50-tych dotrwało ledwie kilka... Na pewno Hamilton 992B i 950B, Elgin B.W.Raymond i właśnie Vanguard z fabryki w Waltham. Koperta jest typowa dla późnych zegarków kolejowych - prosta. Tarcza - przede wszystkim czytelna. Na deklu widać wyryty napis "Lord"... widać właściciel zegarka był bardzo (czy - nie obrażając - może nawet nieco patologicznie) wierzący, bo wewnątrz widzimy to: Hmmmm... Mechanizm to wciąż sprawdzony model 1908... Oczywiście model ewoluował w czasie i nieco się zmienił od czasu wcześniejszych Vanguardów... Jak widać zmieniło się wykończenie, regulator, sposób mocowania kamieni, a przede wszystkim balans i włos. Oczywiście era balansu kompensacyjnego bimetalicznego w zasadzie skończyła się i nadeszła era Elinvaru, Nivaroxu i tym podobnych stopów. Mechanizm wciąż ustawiany jest dźwignią z boku tarczy - chodzi o to, żeby nie było możliwości przypadkowego przestawienia zegarka w kieszeni. Zegarek nie jest w zasadzie zbyt ciekawy - tylko w tej serii powstało ich 15000 a serii było wiele. Jednak jest to chronometr regulowany w 6 pozycjach, cechujący się perfekcyjną jakością wykonania. To wada i zaleta amerykańskiego systemu produkcji i "kolejowych" wymagań dot. jakości - doskonały chronometr może być zarazem tani i pospolity
  2. Owszem, zupełnie co innego. Koperta z szajs-metalu pokrytego jakimś świecącym metalem, ale cienko, rzekomo luminescencyjna tarcza, brak wodoszczelności (a homage suba), a przy tym katastrofalnie niedokładny, niemożliwy do wyregulowania mechanizm. Ogólnie - najgorszy "markowy" zegarek, jaki widziałem. Prezentowany tu Shanghai jest dobry - bez rewelacji, adekwatny do ceny, po prostu dobry. Co do serwisu startowego - jak wolisz, mój chodzi bardzo dobrze, natomiast naciąg przeskakuje i czekam czy i kiedy się rozsypie. Czesci akurat mam, wiec mogę sobie czekać
  3. Kupiłem na good-stuffs. Co do tragicznej jakości - miałem kiedyś "submarinera" którego jakość była absolutnie tragiczna - po prostu
  4. Taka pasja... wytoczyłem się z Wisły o 8:00 pieszo na Stożek... ... ze Stożka na Kubalonkę i dalej przez Przysłop na Baranią Górę... ...i z powrotem do Wisły 11 godzin - czuję się spełniony Sorry za poodwracane zdjecia, mojemu telefonowi tez widac chipy wymrozilo
  5. Mój Nomos debiutuje w roli zegarka na konferencję, wiec dostał nowy, czarny paseczek I bardzo mu w nim do twarzy
  6. Tiaaaa... Zenith to nadal Zenith, Lepine zniknął juz w mroku dziejów
  7. Kurde, nie mam zwyczaju mierzenia. Na oko w okolicy amerykańskiego 12s Tu jeszcze fotki (na gorąco, komórką) mojego L'Epine'a - przyszedł dzisiaj z USA Srebrny, ładny II generacja: Na chodzie. Podobie mi się bardzo
  8. Tak, to jest dokładnie "private label" GFJ czy juz Zenitha. I owszem
  9. Gabus - Zenith na Rosję. Więcej tu: http://zegarkiclub.pl/forum/topic/159297-wgabus-zenith-na-rosję/ I "jajko niespodzianka" z allegro. W aukcji było to, co powyżej i to, co poniżej: Brak zdjęc wewnętrznego dekla czy mechanizmu, stad "jajko niespodzianka" . Kupiłem, bo za 150zł koperta w takim stanie... W najgorszym razie miałbym ładną kopertę z tarczą i mechanizm do odbudowy... Koperta piękna i niezniszczona, co oznacza, że właściciel albo bardzo zegarek lubił (i rzadko nosił), albo bardzo nie lubił (i rzadko nosił). "MI CHRONOMETRE" z kompasem Jak się zaraz okaże... 'Mi chronometre', to pewnie cos poniżej "Demi chronometre", co z kolei stoi niżej niż "Chronometre", czyli zasadniczo (wiem, ze się narażę) Parnis tamtych czasów Niby ma napisane chronometre, ale to tylko 'mi chronometre', czyli testów COSC raczej nie przechodził. Zresztą - to, co w tamtym okresie wyrabiali Szwajcarzy wcale nie różni się od tego, co dziś robią Chińczycy - od najgorszej tandety po arcydzieła... z mniej lub bardziej bzdurnymi napisami i nierzadkim fałszowaniem parametrów (jak choćby ilość kamieni). Bo i jaki z tego chronometr, jak to zwykły Cylinder??? Piękny i z kompasem, a to zawsze coś. Ogólnie - piękny stan i całkiem fajny zegarek! W sumie dobrze zainwestowane 150 złotych P.S. Bardzo proszę miłośników chińszczyzny, żeby nie hejtować, to tylko taka zabawa...
  10. -> mkoch - piękny egzemplarz ! Fajny stan. Cieszę się, że moja koperta się przydała !!!
  11. Jak pewnie wiecie (albo i nie) - wskrzeszona 2015 poszła do Romana jako nagroda za ostatni turniej. Co ciekawe - okazało się, że Roman posiadał nędzne resztki takiego zegarka, które dostałem "w rozliczeniu" Nie robiłem zdjęć tego, co dostałem, ale zegarek miał kilka "drobnych" problemów: Po pierwsze - złamany tiret. Niestety, jakkolwiek posiadałem jeszcze pół Zarii 2015, tiretu nie posiadałem, bo to kolejny słaby punkt tego mechanizmu. Dziurka na przycisk zwalniający wałek była za duża i tiret potrafił się złamać... Teraz uwaga - nie jestem barbarzyńcą i piłowanie płyt to absolutnie metoda używana przeze mnie w ostateczności. Ale tym razem musiałem: Po dopiłowaniu płyty można dopasować tiret z pospolitej Zarii 2009 (trzeba go wygiąć). Kolejnym problemem była (i dalej jest) oś sekundowa. Inaczej niż w poprzednim egzemplarzu - oś ma złamany górny czop, przez co jest całkowicie niestabilna. Jak wiecie, 2015 (podobnie jak Zaria 2009, Wostok 2809, Wostok 2209, Poljot 2209, Rakieta 2209) ma oś sekundową napędzaną przez współosiowe koła trzecie przekładni chodu. Niestety - jeśli oś sekundowa jest niestabilna, mechanizm przestaje działać, a z kolei w tym rozwiązaniu osi sekundowej nie można tez tak po prostu usunąć. Co zrobić??? Przyszło mi do głowy proste rozwiązanie - współosiowe koła trzecie trzeba rozebrać i zmontować z nich zwykłe koło trzecie. Proste, choć trzeba brac poprawkę na nikczemną wielkość elementów. Ale jeśli już będę miał zwykłe, pojedyncze koło trzecie, to przecież może ono napędzać niestabilną oś sekundnika bez górnego czopa, czyż nie? Ano... Wspólosiowe koła zamontowano na stalowej obręczy - jedno z kól (to, które jest wyżej) zanitowałem - normalnie obraca się ono wokół obręczy bez oporu. Pod oś sekundową podłożyłem sprężynującą blaszkę, żeby zmniejszyć luzy, ale - uprzedzając fakty - trzeba by poszukać lepszego rozwiązania, bo nie do końca to działa... Póki co - jest tak. Teraz włos. Ostatni zwój okazał się wygięty, co byłoby prosto naprawić, gdybym nie ułamał końcówki... Trochę mi to skomplikowało robotę... Wiecie, że coraz lepiej mi to idzie. Jeszcze moment i będę naprawdę dobry w składaniu 2015-ek Czerwone kółko pokazuje dziurę po brakującym kamieniu. Zorientowałem się dopiero przy montażu automatu Kotwica, mostek kotwicy, automat, mostek automatu... Teraz balans (poniższe zdjęcie od strony tarczy nie jest do końca właściwe - jeszcze sprzed zamontowania automatu): Qrde, działa Mechanizm jest w dość marnym stanie. Jednej ze śrub mocujących go w kopercie brakuje, a w dziurce widać ułamany gwint (kaplica...), ponadto sekundnik koszmarnie skacze, bo zastosowana sprężynka jest zdecydowanie za słaba (trzeba by coś pokombinować z mocniejszym dociskiem). Niemniej: ...udało mi się zmontować prawie dobrą Zarię 2015 Ciekawe, ze w zasadzie z dwóch wybrakowanych egzemplarzy, które z Romanem mamy, teraz można by złożyć jeden przyzwoity (choć nie wiem, czy nie wolę jednak oryginalnych, współosiowych kół z ułamaną końcówką i (przez to) bez sekundnika, od egzemplarza tak mocno zmodyfikowanego pod względem konstrukcyjnym. Musze jednak przyznać, że sam jestem zdziwiony, że się udało - na początku była to pewna porażka
  12. Owszem - mam nawet taki zegarek, który wyregulowałem tak, ze chodzi cudownie noszony cały dzień (tzn ok 14-15h) i leży tarczą do góry w nocy. niestety ma spore odchyłki w zależności od pozycji. Taki się urodził, ale mi to specjalnie nie przeszkadza.
  13. Mam części do Illinoisów z wcześniejszych rozbiórek - do wersji z płaskim włosem powinienem znaleźć...
  14. To może jednak ja Mechanizm to Illinois z około 1875-1885 roku. Sygnowany Springfield Watch Co. pochodzi z serii numerow przeznaczonych dla (niższej klasy, 7 kamieniowych) mechanizmów Bates. Mechanizmy sygnowane w ten sposób pochodzą z kilku różnych bloków numerow seryjnych i nie występują w bazach danych - bazy danych zawsze podają inny model mechanizmu (Bates lub Dean). Mechanizm ma balans kompensacyjny i podwyższona częstotliwość pracy balansu (do 18000bph). Nie wiadomo, czy były to niegotowe mechanizmy wykańczane i sprzedawane pozniej, czy mechanizmy niesprzedane, wycofane, zmodernizowane i wypuszczone z powrotem. Cześć z nich posiada rownież (jak ten) stary monogram SWCo przed numerem, cześć nie... Taka ciekawostka
  15. Ech... faktycznie strasznie tu cicho...
  16. Teoretycznie można zatrzymać zegarek przez wyciągnięcie koronki. Oczywiście potem trzeba go ponownie ustawiać, ale - od biedy - się nadaje, jeśli komuś to potrzebne...
  17. pmwas

    Kaliber Lepine'a

    Tak, żeby pokazać, jak płaskie były takie L'Epine'y - mała fotorelacja: Na początek coś łatwego. Szpindlak Japy Freres (?) z około 1830 i cylinderek Quartiera z około 1845... Że na owe czasy ten model L'Epine był płaski - to oczywiste, ale gdy porównamy z płaskim modelem Illinois'a z około 1925, a nawet Elginem z około 1945... ...wciąż jest ciekawie. L'Epine jest grubszy może o mikrometry, a może nie... Amerykańskie płaskie garniturowce ratuje płaski dekiel, który w L'Epine jest nieco wypukły (nie patrzyłem na szkła, bo np Illinois ma ewidentnie za wysokie). W końcu, L'Epine przegrywa... ...z dumą fabryki z Elgin - superpłaskim Hulburdem. Ale trzeba powiedzieć, że ze swoimi 10mm grubości (przy 46mm średnicy) L'Epine wciąż deklasuje znaczną część dużo młodszych zegarków. Co niestety okupione jest przyspieszonym zużyciem i niską tolerancją na zużycie (także z powodu cienkiej, słabej sprężyny). Niemniej, jak widać... ...gdy akurat ma dobry moment, chodzi całkiem fajnie.
  18. O ile on w ogóle jest rozbieralny Bo może nie być. Widzę tylko śrubkę zwalniająca wałek naciągowy - może być znitowany jak niektóre (bodaj) Westclox'y. To były tanie zegarki, ale całkiem atrakcyjne, a przy tym wstrząsoodporne. W czasach kryzysu skutecznie wykończyły producentów porządnych zegarków w USA. Dziś to oczywiście nic szczególnego - amerykański odpowiednik Ruhli...
  19. pmwas

    Rotować, czy nie?

    Poruszacie tu bardzo trudny temat rutynowego serwisowania Szczerze mówiąc - ja moich zegarków nie serwisuję rutynowo. Te, które noszę na co dzień są tanie - jak się zepsują, nieistotne, się naprawi lub wywali. Mój wiele lat nieserwisowany Citizen po prostu sam zaczął się "buntowac" (wałek zaczął się blokować) i po serwisie znów jest jak nowy. Zegarmistrz nie znalazł śladów nadmiernego zużycia czegokolwiek. Te drogie zakładam raz na "ruski rok" . Niektóre mają 15 lat, wszystkie chodzą dobrze, nie mają niepokojących objawów, a zegarek noszony przez kilka dni w roku nie ma kiedy się zużyć (pewnie co najwyżej któregoś ranka po prostu nie ruszy). Z drugiej strony są publikacje pokazujące koszmarne zużycie czopów jak efekt braku serwisowania, ale równie dobrze może to być efekt zignorowanego zawilgocenia, czy po prostu defektu oliwienia danego łożyska w przeszłości (bo jak to jest, ze jeden czop jest dramatycznie zużyty, a drugi wcale ???). Ogólnie - jeśli Ci na zegarku bardzo zależy, a nosisz go często i długo - seriwsuj. A regularne serwisowanie zegarka za parę stówek to - moim zdaniem - tylko niepotrzebne koszty. Oczywiście - nie musicie się z tym zgadzać A co do rotomatów, są przydatne, jeśli ktoś ma dwa czy trzy automaty, które nosi stale (np. zakłada co kilka dni). Wówczas tak częste ustawianie daty i godziny mogłoby zużyć datownik czy ćwiertnik. Jeśli zegarek ma być nieużywany przez tygodnie czy miesiące - nie rotować, po co ma chodzić, skoro nie musi?
  20. pmwas

    Odświeżanie szpindlaczka

    Dzisiaj chciałem zaprezentować ostatni zanabytek z allegro... Zacznę może nietypowo od bębna sprężyny i ślimaka... Po tym widzicie już, że to staroć. Ślimak ma tylko jedną zapadkę, do tego dość luźną, ale nie zbijałem tego, bo ktoś już to przede mną zbijał i niewiele to wniosło... Montaż ślimaka przy użyciu kołka - znaczy pewnie Anglik Kawałek dalej robi się ciekawie... Ponoć w zegarkach z pewnej epoki taka przekładnia ślimakowa nie jest niczym dziwnym - ja widzę pierwszy raz. Zastępuje ona lepiej znaną zapadkę. Obsługuje się ją małym kluczykiem, którego oczywiście nie mam - zrobiłem kluczyk z części do Elgina Łańcuch jest wymieniony, chyba ciut za gruby i wypina się ze ślimaka - muszę znaleźć lepszy łańcuch, bo ten nie jest za dobry... Największym uszkodzeniem jest złamany regulator. Ktoś go lutował, ale natychmiast złamał się z powrotem, gdy spróbowałem przesunąć go kluczykiem... Nie umiem tego naprawić - pół zamontowałem, drugie pół schowałem do pudełeczka... Balans ma sztukowaną oś - góry czop wklejono. Zamontowano też nowe łożysko w mostku, a sam mostek uwypuklono, by oś się zmieściła. Nie jest to genialna naprawa, ale faktycznie te osie naprawia się ciężko, bo są cieniutkie i chyba niełatwo dorobić sam czop. Mostek jest zdobiony w sposób typowy dla bardzo starych brytyjczyków. Bardzo brytyjska jest także tarcza mocowana do mechanizmu za pośrednictwem mosiężnego pierścienia... A wszystko to dlatego, ze to po prostu jest bardzo stary Brytyjczyk! Od razu uprzedzam - nie patrzcie na wskazówki - są dobrane nieco "od czapy" ale i tak bardziej pasują do tarczy niż wszystko co ja mam w swoich zapasach... Te zegarek... ...to Rice Williamson z Londynu, wyprodukowany około 1730-40 roku. Prawie tak gdyby jak szeroki - prawdziwie "cebula"... Co ciekawe, spodziewałem się wielkiej cebuli, a tu... mała cebulka. Tylko 40mm średnicy - podobno to wówczas była norma, dopiero potem zegarki (o dziwo) urosły... Mechanizm po czyszczeniu chodzi, ale się czasem zatrzymuje. Jest prześliczny, z pięknymi kolumnami łączącymi płyty: Jak chodzi, chodzi dziarsko, wiec przypuszczam, ze problem zatrzymywania się tkwi głównie w nieprzyzwoicie zużytym ślimaku... Ogólnie - absolutnie cudowna maszyna. Jak nan 280 lat, które ma - i tak pięknie pracuje!
  21. Ostatnio zanabyłem na alle toto: Takie tam... Hamilton 910... Kupiłem dla oryginalnej koperty, bo koperty do Hamiltonów są "deficytowe". A była mi potrzebna do pewnego projektu: O właśnie. Pasuje "jak ulał", a to zdecydowanie jedna z ładniejszych tarcz jakie widziałem! Oczywiście koperta sygnowana przez producenta z Lancaster... wewnątrz... Hamilton 914. Lepsza wersja 910-tki po prostu. Piękny, świetnie wykończony i wspaniały jakościowo mechanizm.
  22. pmwas

    Nasze nowe nabytki vintage

    Kolejne stare marzenie spełnione To Schaffhausen... ...a to Schaffhausen cal. 49 Skoro byłem w Szafuzie (zauważcie - zresztą - że na deklu nazwa miasta jest po francusku)... ..to zegarek IWC w kolekcji był tylko kwestią czasu Z zewnątrz nic specjalnego - zwykły, nieco zmęczony życiem zegarek
  23. Póki co wyglada że trzyma. Jakieś 3-4 sekundy przez 12 godzin, zobaczymy co dalej...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.