Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

pmwas

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    6691
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    13

Zawartość dodana przez pmwas

  1. pmwas

    Odświeżanie szpindlaczka

    Faktycznie, trochę jak przekładnia bezstopniowa
  2. pmwas

    Odświeżanie szpindlaczka

    Przegapiłeś Wkleję osobno: "Czemu właściwie służy zastosowanie łańcuszka na ślimaku? Działa to na zasadzie dźwigni. Jak chcemy podnieść kamień, łatwiej nam go podnieść gdy zastosujemy długą dźwignię niz gdy zastosujemy krótką. Wtedy koniec dźwigni musimy przesunac na większą odległość, ale używajac mniejszej siły. Tak samo tu - gdy sprężyna jest naciągnięta, ciągnie węższą częśc stożka, więc ma "trudniej", a gdy słabnie, ma coraz "łatwiej", przez co amplituda pracy balansu jest względnie stała i zmniejsza to odchyłki. pojawienie się wychwytów kotwicowych i sprężyn o lepszych parametrach spowodowało praktyczne "wymarcie" tego rozwiazania, choć Rosjanie stosowali je w chronometrach morskich do lat 90-tych 20. wieku." Po prostu stare wychwyty były wrażliwe na moc podawaną przez sprężynę, a i stare spręzyny miały znacznie gorsze parametry. Ślimak z łancuszkiem służył wyrównaniu mocy przekazywanej na przekładnię chodu i wychwyt, co zapobiegało znacznej różnicy odchyłek w różnych porach dnia. Jak widzisz kąt Alfa jest stały. Odcinek 1 jest jednak znamiennie krótszy niz odc. 2. Prędkośc kątaowa jest stała, prędkośc liniowa rośnie. Jak w dźwigni - łatwiej jest pociągnąć o ten sam kąt pokonując większą odległosć z użyciem mniejszej siły, niż mniejszą odległośc z użyciem większej siły. Wiec gdy sprężyna ma łatwiej, łańcuszek ciągnie dół (2) i amplituda wychyleń balansu nie spada.
  3. Mechaniczny z indiglo... nie ma. Od trytu nadgarstek nie świeci, bo tryt wydziela promieniowane Beta,niezdolne do wydostania się poza obręb zegarka. Tryt zastąpił rad właśnie z powodu większego bezpieczeństwa. Wada trytu jest stosunkowo krótki t1/2 przez co za kilkadziesiąt lat nic z trytu nie zostanie.
  4. pmwas

    Odświeżanie szpindlaczka

    Dzięki ! Długo zwlekałem, z uwagi na brak doświadczenia, ale kiedyś trzeba zacząć
  5. Witam! Wczoraj podjąłem się całkiem nowego (dla mnie) zadania. Postanowiłem rozebrać i wyczyścic zegarek z wychwytem wrzecionowym, wyprodukowany we Francji około 1830 roku. Część z Was pewnie wie, że rozbieranie i składanie kieszonkowców do dla mnie nie pierwszyzna (choć pisuję głownie w dziale amerykańskim i ruskim z uwagi na profil zainteresowań), ale nigdy wcześniej nie pracowałem ze szpindlakiem, ani też z bębnem wyrównawczym i łańcuszkiem. Na wstępie - nie jestem zegarmistrzem, ze swojej strony zegarki rozkładam głownie po to, by ocenić ich realny stan techniczny i oryginalnośc części, a fotorelacje na fora robię głownie w celu prezentacji konstrukcji tych zegarków - myślę, że jest to ciekawe. Komentarze są bardzo ile widziane, ale wiem, że nie jestem profesjonalistą, pewne rzeczy mogę robić źle czy nie od tej strony i proszę mnie zbyt agresywnie nie uświadamiać Zatem... szpindlaczek: Niesygnowany mechanizm z Francji, punce na kopercie wskazują na okolice 1830 roku. Jak widać - swoje przeszedł, a do tego miałem uzasadnione podejrzenia, że został uruchomiony przy pomocy WD40. Rzut oka pod tarczę rozwiał wszelkie wątpliwości: Rdza i błoto. Zauważcie czarny syf w łożysku balansu! Podczas rozkładania nie mogłem poradzić sobie z jednym z kołków (kółko), więc musiałem zdjąc górną płytę troszkę na siłę, a potem wypchnąć kołek. Sądząc po śladach, nie tylko ja miałem ten problem, natomiast wewnętrzny koniec kołka by już tak "zjechany" od prób wypchnięcia, że wyłamał się praktycznie bez oporu. Jak się spodziewałem, części aż ociekały od WD40 wymieszanego z rdzą. Nawet śrubki zostawiały rdzawe plamy a papierze. Niestety w ferworze walki zapomniałem porządnie obfotografować łańcuszek - 1. to koniec mocowany w ślimaku, 2 - koniec przyczepiany do bębna. Strzałeczka pokazuje miejsce, w którym łańcuszek pękł podczas próbnego nakręcania przy montażu. Na szczęście doszło jedynie do roznitowania ogniw i udało mi się je z powrotem zanitować, ale łańcuszek zdecydowanie wymaga wymiany. Płyty wyczyściły się całkiem ładnie, natomiast sporo pracy musiałem włożyć w kilka elementów stalowych. Wcale nie w to, co widać na zdjęciach powyżej, z tych usunąłem po prostu czerwoną rdzę i chyba starczy - najwięcej pracy musiałem poświęcić osiom koła 2-go i 3-go. Ale "poszło"... Zamek (nie wiem, jak się to nazywa, zapadka?) mocujący mechanizm w kopercie składa się z dwóch części mocowanych razem śrubką. Jedyna "korzyść" z tego spryskania WD40 była taka, że śrubki mechanizmu nie były specjalnie mocno zapieczone, a spodziewałem się najgorszego. Na początek zmontowałem zamek ze spreżynką oraz dwa mostki dla koła 3-go i 4-go. Mostków nie da się pomylić, bo jeden ma dwa bolce, a drugi bolec i dziurkę. Potem łożyska koła wychwytowego. Poniżej widać prosty montaż nakrywki na łożysku zewnętrznym oraz przygotowany do dalszego składania mostek, zawierajacy łożysko balansu (1) i koła wychwytowego (2): Widać tutaj także w całej okazałości wychwyt wrzecionowy. Jest tu koło wychwytowe w kształcie "korony" oraz balans z bardzo długą osią, na której widzimy dwie palety. zn widzimy jedną, ale tuz pod kołem balansowym jest druga. Jest to bardzo stary model wychwytu, jego praca jest zasadniczo bardzo prosta - paleta spotyka się z zębem koła wychwytowego i przyblokowuje go. Oczywiście koło wychwytowe chce iść dalej, więc odpycha paletę (zmieniając kierunek pracy balansu) i po chwili druga paleta spotyka się z innym zębem koła wychwytowego, które też ją odpycha, znów w przeciwnym kierunku. I tak w nieskończoność. Można by - w dużym uproszczeniu - powiedzieć, że całą kotwicę wbudowano tu w oś balansu. Jaka jest podstawowa wada takiego wychwytu? Zacznę "od ogona". W wychwytach, w których balans pracuje swobodnie, jak kotwicowych czy chronometrowym, zasadniczo częstotliwośc pracy balansu jest niezależna od amplitudy. Oczywiście w modelu teoretycznym, ale (jak w podstawówce) przyjmijmy, ze tak jest. W prawidłowym zakresie amplitud balans pracuje ze stałą częstotliwością i wychwyt mu w tym nie przeszkadza. Natomiast w wychwycie wrzecionowym, paleta balansu spotyka się z zębem wychwytu niejako w trakcie cyklu, ząb wyhamowuje balans skracając cykl pracy, wpływajac na częstotliwość. Dlatego też - inaczej niż wychwyt kotwicowy, wychwyt wrzecionowy jest bardzo zależny od "docelowej" amplitudy pracy balansu, czyli od mocy podawanej na wychwyt. Krótko mówiąc - nie jest idealny, ale i tak całkiem dobry. Wracając do montażu wychwytu. Oba łożyska wychwytu mają śruby regulacyjne. Regulacja pokazanego wcześniej zewnętrznego łożyska odbywa się przez poluzowanie śrubki mocującej go do mostka i dokręceniu lub odkręceniu długiej śrubki przechodzącej przez stalową nakrywkę. Potem dokręcamy śrubkę mocującą. Natomiast łożysko wewnątrz mechanizmu ma regulację taką, jak w zawiasach niektórych mebli - odkręcamy jedną, dokręcamy drugą i przesuwamy łożysko do przodu i do tyłu. Regulując oba łożyska uzyskujemy prawidłowe (tylko co to znaczy prawidłowe???) położenie koła wychwytowego, a także ustalamy luz na osi wychwytu. Dodatkowo możliwa jest regulacja na boki, ale producent zaznaczył (strzałka) prawidłowe płożenie, wiec nie ma tu "pola do popisu". Położenie koła oczywiście ustawiłem "na oko", natomiast luz dałem najmniejszy możliwy. Czyli taki, by nie latało, ale i by nie blokowało koła. Mostek z łożyskami przykręca się potem od drugiej strony do górnej płyty. Stalowa blaszka na mostku to po prostu nakrywka w łożysku balansu. Kolej na ślimak z łańcuszkiem Zmontowanie tego nie jest łatwe - polecam nawinąc łańcuszek na ślimak i potem "przewinąć" go na bęben już po zmontowaniu mechanizmu. Próbowałem wielu sposobów i ten wydaje się najprostszy. Cały element składa się ze ślimaka, na który nawijamy łańcuszek i 1 koła przekładni chodu. Slimak posiada wbudowane koło zapadkowe, a 1. koło przekładni - zapadkę, co tworzy razem sprzęgiełko kierunkowe. Gdy nakręcamy ślimak porusza się niezależnie od koła, a gdy bęben ciagnie za łańcuszek - oba elementy pracują razem. Czemu właściwie służy zastosowanie łańcuszka na ślimaku? Działa to na zasadzie dźwigni. Jak chcemy podnieść kamień, łatwiej nam go podnieść gdy zastosujemy długą dźwignię niz gdy zastosujemy krótką. Wtedy koniec dźwigni musimy przesunac na większą odległość, ale używajac mniejszej siły. Tak samo tu - gdy sprężyna jest naciągnięta, ciągnie węższą częśc stożka, więc ma "trudniej", a gdy słabnie, ma coraz "łatwiej", przez co amplituda pracy balansu jest względnie stała i zmniejsza to odchyłki. pojawienie się wychwytów kotwicowych i sprężyn o lepszych parametrach spowodowało praktyczne "wymarcie" tego rozwiazania, choć Rosjanie stosowali je w chronometrach morskich do lat 90-tych 20. wieku. Jest to element rozbieralny. Wałek jest zintegrowany ze ślimakiem, nałożone jest na niego koło przekładni, a wszystko razem trzyma metalowa obręcz: W anglikach obręcz mocowana jest kołkiem, we francuzach jest nabijana. Wybicie osi stwarza pewne problemy, bo trzymać musimy w zasadzie za same zęby 1-go koła i jak się obręcz zapiecze - możemy je wygiąć. Ja po prostu trzymałem koło w palcach i pukałem moteczkiem w wałek aż obręcz spadła, ale nie było to za bardzo zapieczone, na szczęście. Montaż - na nabijarce. Przed nabiciem obręczy trzeba upewnić się, że zapadka działa prawidłowo. Na górze slimaka znajduje się stalowa blaszka z zębem. Ząb ten pasuje do przemądrze zaprojektowanej dźwigni na wewnętrznej stronie górnej płyty: Dźwignia jest normalnie skierowana w dół i nic nie robi, dopóki nawijany na ślimak łańcuszek nie zacznie jej podnosić. W końcu, gdy łańcuszek jest na ostatnim, górnym zwoju ślimaka, dźwignienka osiąga poziom, na którym spotyka się z zebem ślimaka i blokuje go. Dzięki temu na końcu nakręcania nie ciągniemy "na chama" za łańcuszek, bo ślimak jest już zablokowany. Bez tego zerwanie łańcuszka "murowane". Przekładnia chodu składa się z czterech kół, przy czym 4-te koło ma zębnik przystosowany do napędzania poziomo położonej osi wychwytu. Widząc takie koło wiemy, że to szpindlak Dalej montuje mostek wałka ślimaka (1) i mostek 4-go koła (2), regulator Tompiona i balans: Podczas nakręcania "strzelił mi łańcuszek - jak pisałem - ,ale udało mi się go znitować bez rozmontowywania mechanizmu. Musiałem tylko zdjąć balans, żeby przewinąć go z powrotem na bęben. Oczywiście przyczyna pęknięcia był zardzewiały nit, ale mam też wrażenie, że łańcuszek nie ułoży się dobrze na uszkodzonej (chropowatej) powierzchni bębna spręzyny i pod koniec został pociągnięty nierównolegle, co spowodowało pęknięcie w najsłabszym miejscu. Trzeba zawsze spojrzeć, czy łańcuszek po nawinięciu na bęben układa się prawidłowo, czego nie zrobiłem. Po ponownym nakręceniu działa super, wiec założyłem tarczę, wskazówki i do koperty: Po 12 godzinach ma -10 minut w centralnym położeniu regulatora. Chyba nieźle Tym razem działa już także we wszystkich pozycjach. Super doświadczenie - jeden level do góry Te zegarki mają w sobie "moc"...
  6. W ZSRR przepływ rozwiązań między fabrykami był duży - często spotyka się podobne rozwiązania w różnych mechanizmach różnych producentów.
  7. Nie, wykończenie się zgadza. Tylko numer nie. Ciekawi mnie, czy 323283 ma drugi mostek z nabitym 323283 (raczej nie), czy faktycznie doszło do zamiany (raczej tak). Taka sztuka dla sztuki. Oczywiście nie wyjaśni to, czy zamieniono je jeszcze w fabryce, czy np. oba były razem serwisowane (np. na kolei) i mostki zamieniono podczas serwisu... Te mechanizmy wykańczano w małych partiach (po 10 sztuk) i w obrębie tych zegarków mogą zdarzyć się zamienione części, nie wiem natomiast, czy wykańczano koniecznie 10 kolejnych numerów, czy po prostu dowolne 10 z danego bloku... Strasznie to zawiłe i - w sumie - umiarkowanie istotne Sprowadza się do tego, ze producent X na "model Y grade Z" przeznaczał blok np. 1000 numerów seryjnych, co nie oznacza że wszystkie faktycznie powstały, ani ze powstawały po kolei... Historia notuje też przypadki dobijania dodatkowej cyferki, żeby mechanizm nie wyglądał "za staro" jeśli dana seria nie sprzedawała się świetnie i mechanizmy długo czekały na wykończenie
  8. A potem kolekcjonerzy siedzą i numerki rozkminiają... Sam mam Illinois'a z numrem 323248 i mostkiem bębna 323283. Chętnie znalazłbym zegarek 323283 zobaczyć, jaki ma mostek
  9. Albo się maszynie losującej wczesny numerek wylosował ponownie - jak bym nie był taki pewny...
  10. Sorry, że się wryję w ciekawą dyskusję, ale nie macie wrażenia, ze numery na ruskich nabijała maszyna losująca ? Jakoś nie zdarzyło mi się, żeby te numery cokolwiek sensownego znaczyły...
  11. Każdy ma w kolekcji trochę składaków, o których nie wie W kolekcji tak dużej jak Marka Gordona musi się ich trochę znaleźć. Gratuluję pięknej Mołnii 3017 - cudna
  12. pmwas

    GERLACH

    Może jestem ignorantem i po prostu o czymś nie wiem, ale... jak taki rasowy wojak ma się do kolei? Projekt PM-36 to wypisz wymaluj Hamilton Khaki Pioneer, tylko z sub sekundą, i wygląda jak typowy amerykański (i nie tylko amerykański) zegarek wojskowy z lat 40-tych czy 50-tych. Jakby nazwa modelu kojarzyła się z wojskowością, pewnie jak zwykle z II WŚ, to jakoś bardziej by mi to grało... Bo zegarek, trzeba przyznać, wygląda rasowo! Tu się akurat nie zgodzę - 303 faktycznie jest wzorniczo podobny do zegarków zamawianych w Szwajcarii przez RAF, był nawet kiedyś taki na bazarku... Także wzornictwo wcale nie takie znowu nietrafione.
  13. pmwas

    Sława 2414

    Właśnie - też tak się zastanawiałem, czy nie dałoby się jej włożyć później. Bo jakby w fabryce mieli z nią takie jaja, to chyba by ten projekt zmienili !
  14. Amerykanie robili dużo, w tym sporo bardzo dobrych, ale pamiętać trzeba, że wczesne pełnopłytowe amerykańce w zasadzie mają angielski rodowód Także o Anglikach absolutnie nie wolno zapominać, choć faktycznie sporo czasu upłynęło od okresu świetności ich zegarmistrzostwa... Z późnych dokonań - pokazywany już tu kiedyś Rotherham's 19 kamieni, regulowany, balans kompensacyjny - cudeńko. A i tak daleko mu do tourbillionów czy karuzel, które tworzyli (tu akurat Amerykanie zostali w tyle) Wychwyt kotwicowy angielski...
  15. Anglicy umieli robić zegarki. Francuzi też, Amerykanie też... było i się właściwie skończyło, przynajmniej na dużą skalę.
  16. Wewnątrz obudowy ma też wyryty taki napis (oprócz wielu innych podpisów zegarmistrzów, którzy go naprawiali): Przepraszam za jakość (telefon) - napisane jest 1839 4344 - wygląda, ze z tego samego roku
  17. Chodził za mną już chwilę... dość wczesny zegarek z wychwytem angielskim w mocno poprzecieranej, złoconej kopercie... Zwracają uwagę tylko dwie wskazówki, ale myślałem, że to pełnowymiarowy angielski pełnopłytowiec, a to "maleństwo" ma tylko 42-43mm średnicy koperty i 38mm średnicy mechanizmu. Nawet nie wiedziałem, że takie wtedy robili, ale teraz już wiem Kopertę wykonał najpewniej zakład Johna Williama Hammona... Mechanizm pełnopłytowy z łańcuszkiem i wychwytem angielskim, 11 kamieniowy. Na mostku S.Canning AD 1839 - powiedziano mi, ze obecność daty sugeruje, że jest to raczej nazwisko właściciela niż sprzedawcy mechanizmu. Poprzecierany jest, ale cudny również...
  18. Ogólnie spoko, tylko co on ma z łożyskiem balansu? To tak ma być???
  19. pmwas

    Sława 2414

    Sam zegarek należał do mojego dziadka. Kupił go do złotej bransolety i używał jako garniturowca... Ta złota bransoleta to trochę jak kwiatek do kożucha była Muszę Sławci kupić brązowy pasek i zrobi się z niej zegarek...
  20. Dzisiaj na tapecie jeden z najpospolitszych ruskich wynalazków, Sławcia 2414... Tyyyyyle tego Projektanci z Moskwy postanowili zrobić względnie płaski mechanizm z dwoma bębnami i zrobili, co oczywiście wymagało zdwojenia niektórych elementów i dołożenia innych, przez co ilość części staje się przytłaczająca Zauważcie, że bębny mają dekielek z drugiej strony, niż byście się tego spodziewali. Między bebnami musi być kółko zębate, które je łączy w jedną jakby całość, poza tym jest jeszcze jedna zębatka odwracająca kierunek pracy przekładni, bo bębny pracują "odwrotnie". Widzicie też kompletną przekładnię chodu z kołem wychwytowym. Do załozenia mostka przekładni koło sekundowe trzeba zdjąć (tzn trzeba go nie zakładać ) Tu wszystko jasne - po przykręceniu kolejnych mostków można założyć koła naciągowe i kotwicę. I na drugą stronę Poniżej składanie łożyska balansu i dalej mechanizmu od strony tarczy. Strzałka wskazuje wcięcie, w które należy włożyć nóżkę sprężynki trzymające kamienie. Potem sprężynkę obracamy o jakieś 45*. Remontoir to łatwizna, ale datownik - gorzej. Przydadzą się zdjęcia - jeśli nie zrobicie swoich, polecam moje Naprawdę, przy rozkładaniu wszystko jest bardzo jasne, ale jak zostajemy z gołą płyta i kupką części - nie jest to ni cholery intuicyjne... Mechanizm ma ciekawe sprzęgiełko cierne - to miedziane ażurowe kóleczko w centrum jest napędzane spod spodu przez 3 koło przekładni i może poruszać się niezależnie od stalowego ćwiertnika. Rozwiazanie proste, ale zawodne, bo szybko się to wyciera. Datownik należy do wybitnie upierdliwych - sprężynka zapadki pozycjonującej datownik co chwila spada z zapadki i tak się bawisz. Okropny! tarcza mocowana jest śrubkami z boku mechanizmu (strzałka) Montaż zespołu balansu niby łatwy, ale.... Przesuwka regulatora chodzi bardzo leciutko i spróbuj przekręcić zameczek, żeby zablokować włos - cała przesuwka odjeżdża, a toto ani drgnie. Trzeba trzymać przesuwkę drugim narzędziem, co jest mało wygodne... Zapuszkowany... Ufff... okropny czasopochłaniacz... Schodzi z nim znacznie dłużej niż z "normalnym" mechanizmem. Faktem natomiast jest, ze 2414 nie ma najgorszej "prasy" i z reguły pracuje bezproblemowo, o ile nie wyrobimy sprzęgiełka wskazówek, co przy braku szybkiej zmiany daty jest dość prawdopodobne. Poniżej jeszcze (z mojego starego bloga o 2427) - modu automatu i podwójnej daty. Automat na bazie sprzęgników z rolkami (nie zapadkami), prosty jak budowa cepa, dwukierunkowy. I mechanizm szybkiej zmiany daty w 2428/27 - wbudowany w pierścień centrujący Tyle, dzięki
  21. http://allegro.pl/baltica-rzadki-stary-model-i6713727287.html#thumb/2 Bałtika... nie znam tego modelu na tyle, żeby powiedzieć, ze na 100% oryginalny, ale mechanizm prawidłowy, wczesny 21k...
  22. Będę zaszczycony Naprawdę muszę powiedzieć, ze mi się poszczęściło - w życiu nie spodziewałbym się, ze znajdę Hulburda nad Wisłą !
  23. Model Hulburd debiutował na rynku w pierwszej połowie lat 20-tych. Nazwany C.H.Hulburd mechanizm nosił imię trzeciego (tzn. aktualnego) prezesa giganta z Elgin, i był być może spełnieniem jego osobistej wizji. Zdjęcie z elginhistory.com W odróżnieniu od innych produktów Elgin National Watch Co., te zegarki wykańczane były w znacznej mierze ręcznie, przy czym z poczatku każdy egzemplarz otrzymywał inne detale wykończeń - we wczesnych materiałach reklamowych znajdziemy deklarację "no two of them alike", oznaczającą, że nie ma dwóch identycznych egzemplarzy. Mamy tu zatem coś w rodzaju "prestiżowego", manufakturowego zegarka stworzonego przez jednego z pionierów produkcji wielkoseryjnej - taki sobie paradoks, ale w latach 20-tych Elgin był na topie i firmę było na to po prostu stać. Efektem prac był taki oto mechanizm, zupełnie niepodobny do czegokolwiek, co w Elgin powstawało wtedy czy później. 19 kamieniowy mechanizm rozmiaru gdzieś między 12 a 14 był najcieńszym jaki produkowano w Elgin i najcieńszym produkowanym wówczas mechanizmem w USA. Oczywiście płyty, jak i elementy mechanizmu były bardzo starannie wykończone, ale już w duchu nowych czasów, kiedy to odchodzono od finezyjnych, "koronkowych" zdobień. Poniżej porównanie z - i tak bardzo płaskim - modelem Streamline, także z lat 20-tych. Jako produkt "prestiżowy" zegarek miał obligatoryjnie kopertę złotą, dostępne były także wersje platynowe. Cena była "z kosmosu" i najtańszy zegarek kosztował $350, a najdroższy aż $750, przy średnich dochodach rocznych na poziomie $1400 i średniej cenie złotego zegarka kieszonkowego wahającej się między $100 a $200. Dodam jeszcze, ze złocony, pięknie wykończony Streamline to wydatek około $40-$50: Czyli prawie 10x różnica w cenie, a Streamline też do najtańszych zegarków na rynku nie należał... Kopertę tego modelu wykonał dla Elgina Wadsworth, ale nie wiem, czy emaliowane wykończenia powstały w fabryce Wadswortha, czy w Elgin. Koperta posiada nietypowo zainstalowaną koronkę - na przeciwko uszka na łańcuszek... Tak wygląda Hulburd rozebrany na części. Pierwsza seria posiadała inwarowy balans, który jednak nie okazał się dobrym rozwiązaniem (stosowano go wówczas także w modelu B.W.Raymond), i następne serie dostały już zwykły balans kompensacyjny. Inwarowy balans z Elgin łatwo rozpoznać po przecięciu wieńca znajdującym się daleko od ramienia balansu. Poniżej widać też stalowy wychwyt szwajcarski, precyzyjny regulator chodu i specjalne podkładki mocujące mechanizm w płaskiej kopercie. Składanie mechanizmu jest dość proste - jest to zasadniczo zwykły mechanizm z czterema kołami przekładni i wychwytem szwajcarskim. Na uwagę zasługuje pojedyncze łożysko bębna sprężyny - aby zmniejszyć grubość zrezygnowano tu z dolnego łożyska. Rozwiązanie znane każdemu miłośnikowi cylindrów, z oczywistych względów gorsze, niż "normalne" ułożyskowanie z obu stron. Martwi mnie też naprężęnie wywierane na śrubkę koła naciągowego, która de facto trzyma bęben na miejscu... Pod tarczą minimalistyczny remontoir, elementy polerowane na wysoki połysk, łożyska kól przekładni i wychwytu przykręcane... Co ciekawe, górną stronę natomiast wyposażono w łożyska oprawione w złoto i mocowane na wcisk oraz płaskie oprawki kamieni nakrywkowych rodem z mechanizmów szwajcarskich - jak już kiedyś pisałem, moda się zmieniała i pewne rozwiązania wywodzące się jeszcze z zegarmistrzostwa angielskiego wypierane były przez rozwiązania spod Alp... Niestety mój mechanizm nie ma ochoty chodzić bez cieniutkiej podkładki pod mostkiem balansu i wygląda mi to na uszkodzenie dolnego czopa. Łożysko dolne nosi zresztą ślad próby skręcenia mechanizmu z czopem poza łożyskiem, co często bardzo źle się kończy Z podkładką chodzi ładnie, choć w pozycji tarczą do góry hałasuje, co też wskazuje na uszkodzenie czopa. Tak to wygląda po złożeniu. Rdza jest powierzchowna i - choć bardzo redukuje walory wizualne mechanizmu, nie zagraża jego istotnym elementom. Kopertę wykonano w przedziwnej technologii dwóch warstw - pod warstwą żółtego złota jest warstwa białego złota. Idę o zakład, ze to białe złoto, bo fabryka Wadsworth nie oszukiwała przy nabijaniu oznaczeń i 'solid gold' z Wadsworth to na pewno solid gold. Jak wydać w miejscu gdzie brakuje emalii - głębokie zdobienia grawerowane były do głębokości warstwy żółtego złota i może o to chodziło, a może po prostu fabryka akurat miała białego złota za dużo? Po prostu nie wiem, ale faktem jest, ze ktoś kiedyś piłował dekiel i dotarł do białego metalu, co być może uchroniło kopertę przed przetopieniem... Tarcza powinna być tak - 12 przy uszku. Tarcza jest mocowana na wcisk, więc można sobie ustawić jak komu pasuje, choćby skośnie Przynajmniej w tym modelu, ponieważ większość Hulburdów posiadała także sekundnik... Materiały reklamowe pokazują tarczę ustawioną tak. Ogólnie - jestem wniebowzięty moim znaleziskiem, bo to jeden z zegarków, których nie da się kupić. Bo po prostu ich nie ma. Elgin przewidział dla Hulburdów tylko 8000 numerów seryjnych, a ponadto najpewniej faktycznie wykończono i sprzedano sporo mniej. Od początku wiadomo było, ze bardzo drogi Hulburd rynku nie zawojuje, myślę, ze traktowano to jako model prestiżowy i pokaz możliwości wspaniałej fabryki z Elgin. Trzeba przyznać, robi wrazenie...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.