Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

pmwas

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    6691
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    13

Zawartość dodana przez pmwas

  1. Może to wynika z ilości egzemplarzy z podmienionymi mostkami, ale wydaje mi się, że pasy w tych najwcześniejszych 3602 nie muszą się idealnie zgadzać. Powinny być tak samo wykonane, ale idealna ciągłość nie jest chyba obowiązkowa.
  2. "Naprawiajacy zegarki, który od natury nie jest obdarzony przemysłem, i niema wiadomości matematycznych" "Zegarmistrzów nieużywających tak dogodnego i pewnego sposobu, lub użyć go zaniedbujących sprawiedliwie partaczami nazwaćby należało" Genialna lektura !!! Warto zauważyć, ze autor bardzo nie lubi zegarków angielskich... ciekawe I jeszcze: "Zegarek czy potrzebuje chędożenia z tego poznać można: ieżeli dawniey regularnie chodził,a teraz nadto pospiesza i codziennie pospieszanie to wzrasta, wtedy czas go chędożyc, a przynajmniey świeżą oliwą napuścić" - co jakiś czas przewija się temat okresowego chędożenia, to tu mamy głos starego mistrza... "Wielu jest w mylney bardzo obawie lub przekonaniu, że zegarmistrz znalazłszy w zegarku dobrą sztuczkę takową wyimuie i na swą korzyśc obraca" "prawda, ze się i naydoskonalszemu trafi zegarmistrzowi, iż mu sztuczka w naprawianiu pęknie" - czuje się podbudowany Naprawdę mi frajdę, Kolego, zrobiłeś od rana ta lekturą - dezięki stokrotne!!!
  3. Efekt końcowy: Przydałaby się jeszcze nowa sprężyna, bo chodzi pięknie przez kilka godzin, a potem amplituda bardzo spada, ale nie chce mi się go ponownie rozbierać, a zresztą - i tak mam same stare, używane Zegarek spieszy kilka minut na dobę i pasowałoby przesunąć z powrotem skrócony kiedyś włos, ale - niestety - kołek jest wbity tak mocno, ze nie mogę go wyjąć. Można by jeszcze zatem podregulować wkrętami, ale... ja go już wolę nie ruszać, po co kusić los Cieszy mnie natomiast stabilność amplitudy w różnych pozycjach - niezależnie od pozycji amplituda jest podobna, co świadczy o małych luzach i dobrym wyważeniu balansu
  4. Nie, chyba ma numerek nabity od spodu... jesli dobrze pamietam
  5. Hmmm... nie lubię rozmawiać o cenach, ale to Glashuette, wiec oczywiście czterocyfrowa...
  6. pmwas

    Nasze nowe nabytki vintage

    Assmann, Glashuette: Dezel, jakich mało... http://zegarkiclub.pl/forum/topic/160743-zdemolowany-assmann-którego-zdemolowałem-jeszcze-bardziej/ ...ale echt Glashütte
  7. Witam! Prezentowany dzisiaj zegarek to miał być "pewny" zakup - w końcu wykosztowałem się na drugiego w mojej kolekcji, prawdziwego Glashuette'a. Zegarek powstał w manufakturze Juliusza Assmanna w II połowie XIX stulecia. Zegarki Assmanna - a przynajmniej większość z nich, bo widziałem wyjątki - wykorzystywały mechanizmy w całości produkowane w Glashuette, te same, które znajdziemy w egzemplarzach bardziej "prestiżowej" marki Lange. Assmann robił zegarki w różnych klasach jakościowych, od podstawowych 15-kamienowych po cudownie wykończone chronometry. Oczywiście - tutaj mam przedstawiciela tych pierwszych. Jak zaraz obaczycie, zegarek ma uderzająco nieoryginalne koło naciągowe, ale wynegocjowałem z tego tytułu zniżkę, więc uznałem, ze może być. Wszak Assmann to Assmann, a numer 11888 to wciąż dość wczesna produkcja. Temat miał być porównaniem z moim Lange nr 2207, żeby zobaczyć jak glashuette'owskie zegarki ewoluowały w czasie. Ale z czysto "edukacyjnego", radosnego postu, zrobi się prawdziwy horror, bo zegarek okazał się być... do doopy. Przepraszam, ale tak właśnie było... Lista usterek: - nieoryginalne koło naciągowe - tarcza nieoryginalna, ordynarnie przyklejona taśmą (nieoryginalna, nie uszkodzona - nóżki były w złych pozycjach) - ułamana śrubeczka w małym kole naciągowym (praktycznie nienaprawialne, ale można po prostu coś tam wsadzić, też działa) - śrubki każda z innej parafii - naprawiana oś koła wychwytowego - za długa, nie można dokręcać łożyska do oporu, bo się blokuje - za długa os balansu - wymaga podkładki pod mostek - liczne wgniecenia i zadrapania płyt - wypadające kamienie łożyskowe - wygięte koło czwarte (w sumie nieistotne, bo działa) - makabryczna korozja i brakujące zęby w mechanizmie naciągowo-nastawczym - źle dobrane przełożenia przekładni wskazań (wskazówka minutowa sobie, a godzinowa sobie - rozjeżdżały się) - zepsuty wychwyt, do czego wrócę później. Tiaaaaa... zegarek na chodzie, nie ma co. Czad Plusy dodatnie? Hmmm... oryginalna koperta i... to Assmann... Ech, złamane życie... Może to niemądre, ale postanowiłem naprawić ten zegarek. Ktoś już się nad nim pastwił, to i ja się pouczę - skoro jest okazja. Trochę drogo, jak na kurs zegarmistrzostwa (do tego metodą samouctwa), ale... niech będzie. Nie winię, oczywiście, sprzedawcy - bez rozbierania zegarek wyglądał na całkiem dobry... Zegarek ma charakterystyczny balans z przerzutnikiem montowaym w ramieniu oraz glashuette'owski wychwyt kotwicowy. Od wychwytu szwajcarskiego różni się on w zasadzie głownie ogranicznikiem montowanym w samej kotwicy, zamiast dwóch bolców w płycie. Koło wychwytowe i kotwicę wykonano ze złota. Na kotwicy widać ślady wymiany osi - wrócę do tego w swoim czasie. Na początek - nóżki. Nie uczyni to tarczy bardziej oryginalną, ale za to oszczędzi mi wycieczki po taśmę dwustronną Małe koło naciągowe trzeba zamontować w płycie wcześnie, bo potem będzie po ptokach. W dziurce była śrubka, ale ktoś ją ułamał (tylko po kiego ją odkręcał???) - starczy wrazić tam cokolwiek i będzie działać. Potem poprawki w obrębie włosa i remontuar: Moczyłem i czyściłem go godzinami - szału nie ma Fajnie to jest rozwiązane, tak przy okazji. Koło naciągowe nie ma śrubki, która blokowałaby je na osi bębna, ale jest tak ciasno pasowane, że może być, nie powinno spaść. Tylko trzeba asekurować dolny mostek przy montażu, żeby go nie wygiąć. Złoty wychwyt pięknie wygląda, ale... nie działa. Jak się przyjrzeć - na metalu ponad paletą wyjściową widać ślady ingerencji, jakby mikro-wgniecenia, a poza tym oś jest wymieniona. Na zdjęciu wygląda, ze chodzi, ale to nieprawda. Po złożeniu zegarek chodził chwilkę, potem stawał. Co dolega wychwytowi? Znam to z własnych doświadczeń - na skutek (czy dzięki) mojego błędu, który popełniłem naprawiając starego anglika. Jeśli już wymieniamy mocowaną na wcisk oś kotwicy, musi ona być bardzo dokładnie dotoczona. Minimalnie za gruba rozepcha otwór i przemieści palety, przez co wychwyt przestaje działać. Po prostu - paleta za późno dolatuje do koła wychwytowego i zamiast zablokować jego ząbek, odbija się od niego. Skutkiem tego ząb koła wychwytowego pcha bolec zabezpieczający kotwicy (ten, który zabezpiecza ją przed przypadkowym przeskoczeniem) na os balansu, powodując jego zatrzymanie. Charakterystyczną cechą tego uszkodzenia jest to, ze im mocniej naciągniemy sprężynę, tym gorzej zegarek działa. Przy minimalnie naciągniętej pracje z minimalną amplitudą, a jeśli nakręcimy mocniej - staje. Dzieje się tak oczywiście dlatego, ze mocno naciągnięta sprężyna mocniej dociska kotwicę do osi balansowej. Jak to naprawić? W nieco bardziej topornej kotwicy z Anglii zastosowałem najprostszy manewr - położyłem kotwicę nad otworkiem nabijarki i uderzyłem w miejsce uszkodzenia tak, żeby ją wyprostować. Zadziałało cudownie. Postanowiłem powtórzyć ten manewr w tej kotwicy, ale nie pomyślałem - niestety - że kotwica jest asymetryczna. Co się stało się? Oczywiście wygiąłem cieńsze ramię w okolicy palety wyjściowej. Byłem zbyt wściekły, żeby pamiętać o zdjęciach, więc narysowałem: Jak widzicie na ostatnim zdjęciu - śladów w okolicy palety jest teraz sporo więcej... Cholera - jestem zły i smutny zarazem. Powinienem był to przewidzieć! Podziałałem jak rasowy debil... Możecie sobie też wyobrazić, jak bardzo trudno było to wygiąć z powrotem! Cienkie, precyzyjne narzędzia były za miękkie, a twarde były znów za grube. W końcu odgiąłem to... obcinaczką do paznokci. Sic! ​​I kiedy w końcu odgiąłem kotwicę... zgubiłem paletę. Musiałem ją oczywiście wyjąć przed prostowaniem i przy próbie włożenia jej na miejsce... wystrzeliłem ja z pęsety! Znajdźcie teraz przezroczysty, bezbarwny element o wymiarach jakies 1x1,5mm albo mniej. POWODZENIA! Wściekły i przygnębiony zarazem rozebrałem zegarek na części, które porozkładałem do pudełeczek. Częsci do części, płyty do złomu. I to by było na tyle... ALE... Czas na interwencję si nadprzyrodzonych - następnego dnia rano znalazłem paletę na biurku. I mogłem kontynuować naprawę. W stosunku do stanu wyjściowego, zwiększyłem nieco kąt między ramieniem kotwicy a paletą. Czemu? Bo tylko tak działa. Trochę większy kąt i paleta uderza w poprzedni ząb koła wychwytowego, a przy ciut mniejszym - blokuje się na następnym i nie chce go puścić. Gdy wychwyt w końcu zaczął pracować dobrze, pojawił się kolejny kłopot - tym razem kotwica nie współpracowała z balansem i wymagała jeszcze kolejnego prostowania, tym razem na końcu współpracującym z balansem. reasumując, moja praca z kotwicą wyglądała tak: Faza 0 - wyprostowanie ogranicznika Faza 1 - idiotyczna próba prostowania na nabijarce Faza 2 - prostowanie zniszczen wyrządzonych w fazie pierwszej z długotrwałym poszukiwaniem właściwego kąta ustawienia palety Faza 3 - prostowanie ramienia współpracującego z balansem. TRUDNE!!! choć sam zrobiłem sobie pod górę i to dość konkretnie. A teraz, jakby tego było mało - poszukując przyczyny marnego chodu przy prawidłowej pracy wychwytu, upuściłem zegarek na biurko i złamałem oś balansu. Po prostu CUDOWNIE! Na szczęście - te mechanizmy mają bardzo prostą oś mocowaną na wcisk. Po prostu kawałek prostego drutu z czopami na końcach i delikatnym zwężeniem na dolnym końcu (dla płytki przerzutnika). Jak się tez okazało przy demontażu - ktoś wymienił już połowę osi (górną) i oś była nabita w dwóch kawałkach. Tylko lepiej (raczej niepoprawnie, ale lepiej). dorobiłem i wymieniłem tylko dolną połówkę teraz pora na nagrodę: Super, nie ? Jeszcze uszkodzona paleta: Czad! Jeszcze tylko odpowiednie koło przekładni wskazań, żeby wskazówki pracowały razem, a nie każda sobie: Dostanie mi się, ale ponieważ jestem leniwy, nie chce mi się liczyć ząbków - po prostu wysypuję kółka i przymierzam, aż znajdę pasujący zestaw. Łopatologicznie I już Srebrna koperta... ...dla odmiany oryginalna. Chciałoby się powiedzieć, ze nie pasuje do całości Czy było warto to kupić??? NIE!!! Czy było warto ślęczeć kilkanaście godzin? Oj TAK!!!
  8. pmwas

    Kaliber Lepine'a

    Trafił mi się bardzo ładny, duży Lepine II generacji: Od razu nadmienię, że koperta, w której jest, nie jest oryginalna - jak zwykle nie doczytałem opisu. Ale po niemiecku źle mi się czyta Jak widać, oś bębna nie trafia w otwór na kluczyk... Ale nic to - mechanizm i tak wyczyściłem i poskładałem. Czemu? Pokażę Lepine jak Lepine, gdzieś z okolic 1830 roku. Piękne, złocone płyty i pełny zestaw 11 kamieni, Tak, 11, ale do tego jeszcze wrócę. Mechanizm ma niewiele części i szybko się go składa... Najtrudniejsze było wyprostowanie włosa. Na zdjęciu już PO prostowaniu, a wciąż jest marny - myślę, że komuś po prostu wypadł mostek i włos się rozciągnął - pracowałem nad nim 2 godziny... Mechanizm ma cudowną tarczę i piękne fazowanie krawędzi płyt i elementów zapadki. A co najlepsze - ma szafirowy cylinder!!! Jeszcze parę zdjęć po złożeniu: Cylinder - niestety - jest nieco zgięty i zegarek chodzi marnie, ale nie odważę się go prostować. Jak pęknie - koniec z nim...
  9. Ogólnie pozycji jest max. 6, do tego temperatura i izochronizm...
  10. Vanguard, model 1908, w późnej wersji z 1952. roku... Mechanizm - produkowany od 1908 - przeszedł wiele modyfikacji przez te 40 lat... ..głownie dotyczących wykończeni i kompletu balansowego. Oczywiście - balans bimetaliczny zdążył już w zasadzie przejść do historii. Piękny, perfekcyjny jakościowo chronometr, choć - z uwagi na specyfikę amerykańskiego systemu produkcji i amerykańskiego rynku (przede wszystkim wymagań amerykańskich kolei) jednocześnie bardzo pospolity i niedrogi. To wada i zaleta zarazem - z jednej strony za małe pieniądze można mieć chronometr regulowany w 6 pozycjach, a z drugiej... nie jest to nic wielkiego Obiecywałem też lepsze zdjęcia mojego Lepine'a... Cudeńko, choć ciut zmęczony życiem
  11. Amerykański chronometr "kolejowy" z 1952. roku... Istnieje wiele modeli zdecydowanie kojarzonych z koleją, jednak do początku lat 50-tych dotrwało ledwie kilka... Na pewno Hamilton 992B i 950B, Elgin B.W.Raymond i właśnie Vanguard z fabryki w Waltham. Koperta jest typowa dla późnych zegarków kolejowych - prosta. Tarcza - przede wszystkim czytelna. Na deklu widać wyryty napis "Lord"... widać właściciel zegarka był bardzo (czy - nie obrażając - może nawet nieco patologicznie) wierzący, bo wewnątrz widzimy to: Hmmmm... Mechanizm to wciąż sprawdzony model 1908... Oczywiście model ewoluował w czasie i nieco się zmienił od czasu wcześniejszych Vanguardów... Jak widać zmieniło się wykończenie, regulator, sposób mocowania kamieni, a przede wszystkim balans i włos. Oczywiście era balansu kompensacyjnego bimetalicznego w zasadzie skończyła się i nadeszła era Elinvaru, Nivaroxu i tym podobnych stopów. Mechanizm wciąż ustawiany jest dźwignią z boku tarczy - chodzi o to, żeby nie było możliwości przypadkowego przestawienia zegarka w kieszeni. Zegarek nie jest w zasadzie zbyt ciekawy - tylko w tej serii powstało ich 15000 a serii było wiele. Jednak jest to chronometr regulowany w 6 pozycjach, cechujący się perfekcyjną jakością wykonania. To wada i zaleta amerykańskiego systemu produkcji i "kolejowych" wymagań dot. jakości - doskonały chronometr może być zarazem tani i pospolity
  12. Owszem, zupełnie co innego. Koperta z szajs-metalu pokrytego jakimś świecącym metalem, ale cienko, rzekomo luminescencyjna tarcza, brak wodoszczelności (a homage suba), a przy tym katastrofalnie niedokładny, niemożliwy do wyregulowania mechanizm. Ogólnie - najgorszy "markowy" zegarek, jaki widziałem. Prezentowany tu Shanghai jest dobry - bez rewelacji, adekwatny do ceny, po prostu dobry. Co do serwisu startowego - jak wolisz, mój chodzi bardzo dobrze, natomiast naciąg przeskakuje i czekam czy i kiedy się rozsypie. Czesci akurat mam, wiec mogę sobie czekać
  13. Kupiłem na good-stuffs. Co do tragicznej jakości - miałem kiedyś "submarinera" którego jakość była absolutnie tragiczna - po prostu
  14. Taka pasja... wytoczyłem się z Wisły o 8:00 pieszo na Stożek... ... ze Stożka na Kubalonkę i dalej przez Przysłop na Baranią Górę... ...i z powrotem do Wisły 11 godzin - czuję się spełniony Sorry za poodwracane zdjecia, mojemu telefonowi tez widac chipy wymrozilo
  15. Mój Nomos debiutuje w roli zegarka na konferencję, wiec dostał nowy, czarny paseczek I bardzo mu w nim do twarzy
  16. Tiaaaa... Zenith to nadal Zenith, Lepine zniknął juz w mroku dziejów
  17. Kurde, nie mam zwyczaju mierzenia. Na oko w okolicy amerykańskiego 12s Tu jeszcze fotki (na gorąco, komórką) mojego L'Epine'a - przyszedł dzisiaj z USA Srebrny, ładny II generacja: Na chodzie. Podobie mi się bardzo
  18. Tak, to jest dokładnie "private label" GFJ czy juz Zenitha. I owszem
  19. Gabus - Zenith na Rosję. Więcej tu: http://zegarkiclub.pl/forum/topic/159297-wgabus-zenith-na-rosję/ I "jajko niespodzianka" z allegro. W aukcji było to, co powyżej i to, co poniżej: Brak zdjęc wewnętrznego dekla czy mechanizmu, stad "jajko niespodzianka" . Kupiłem, bo za 150zł koperta w takim stanie... W najgorszym razie miałbym ładną kopertę z tarczą i mechanizm do odbudowy... Koperta piękna i niezniszczona, co oznacza, że właściciel albo bardzo zegarek lubił (i rzadko nosił), albo bardzo nie lubił (i rzadko nosił). "MI CHRONOMETRE" z kompasem Jak się zaraz okaże... 'Mi chronometre', to pewnie cos poniżej "Demi chronometre", co z kolei stoi niżej niż "Chronometre", czyli zasadniczo (wiem, ze się narażę) Parnis tamtych czasów Niby ma napisane chronometre, ale to tylko 'mi chronometre', czyli testów COSC raczej nie przechodził. Zresztą - to, co w tamtym okresie wyrabiali Szwajcarzy wcale nie różni się od tego, co dziś robią Chińczycy - od najgorszej tandety po arcydzieła... z mniej lub bardziej bzdurnymi napisami i nierzadkim fałszowaniem parametrów (jak choćby ilość kamieni). Bo i jaki z tego chronometr, jak to zwykły Cylinder??? Piękny i z kompasem, a to zawsze coś. Ogólnie - piękny stan i całkiem fajny zegarek! W sumie dobrze zainwestowane 150 złotych P.S. Bardzo proszę miłośników chińszczyzny, żeby nie hejtować, to tylko taka zabawa...
  20. -> mkoch - piękny egzemplarz ! Fajny stan. Cieszę się, że moja koperta się przydała !!!
  21. Jak pewnie wiecie (albo i nie) - wskrzeszona 2015 poszła do Romana jako nagroda za ostatni turniej. Co ciekawe - okazało się, że Roman posiadał nędzne resztki takiego zegarka, które dostałem "w rozliczeniu" Nie robiłem zdjęć tego, co dostałem, ale zegarek miał kilka "drobnych" problemów: Po pierwsze - złamany tiret. Niestety, jakkolwiek posiadałem jeszcze pół Zarii 2015, tiretu nie posiadałem, bo to kolejny słaby punkt tego mechanizmu. Dziurka na przycisk zwalniający wałek była za duża i tiret potrafił się złamać... Teraz uwaga - nie jestem barbarzyńcą i piłowanie płyt to absolutnie metoda używana przeze mnie w ostateczności. Ale tym razem musiałem: Po dopiłowaniu płyty można dopasować tiret z pospolitej Zarii 2009 (trzeba go wygiąć). Kolejnym problemem była (i dalej jest) oś sekundowa. Inaczej niż w poprzednim egzemplarzu - oś ma złamany górny czop, przez co jest całkowicie niestabilna. Jak wiecie, 2015 (podobnie jak Zaria 2009, Wostok 2809, Wostok 2209, Poljot 2209, Rakieta 2209) ma oś sekundową napędzaną przez współosiowe koła trzecie przekładni chodu. Niestety - jeśli oś sekundowa jest niestabilna, mechanizm przestaje działać, a z kolei w tym rozwiązaniu osi sekundowej nie można tez tak po prostu usunąć. Co zrobić??? Przyszło mi do głowy proste rozwiązanie - współosiowe koła trzecie trzeba rozebrać i zmontować z nich zwykłe koło trzecie. Proste, choć trzeba brac poprawkę na nikczemną wielkość elementów. Ale jeśli już będę miał zwykłe, pojedyncze koło trzecie, to przecież może ono napędzać niestabilną oś sekundnika bez górnego czopa, czyż nie? Ano... Wspólosiowe koła zamontowano na stalowej obręczy - jedno z kól (to, które jest wyżej) zanitowałem - normalnie obraca się ono wokół obręczy bez oporu. Pod oś sekundową podłożyłem sprężynującą blaszkę, żeby zmniejszyć luzy, ale - uprzedzając fakty - trzeba by poszukać lepszego rozwiązania, bo nie do końca to działa... Póki co - jest tak. Teraz włos. Ostatni zwój okazał się wygięty, co byłoby prosto naprawić, gdybym nie ułamał końcówki... Trochę mi to skomplikowało robotę... Wiecie, że coraz lepiej mi to idzie. Jeszcze moment i będę naprawdę dobry w składaniu 2015-ek Czerwone kółko pokazuje dziurę po brakującym kamieniu. Zorientowałem się dopiero przy montażu automatu Kotwica, mostek kotwicy, automat, mostek automatu... Teraz balans (poniższe zdjęcie od strony tarczy nie jest do końca właściwe - jeszcze sprzed zamontowania automatu): Qrde, działa Mechanizm jest w dość marnym stanie. Jednej ze śrub mocujących go w kopercie brakuje, a w dziurce widać ułamany gwint (kaplica...), ponadto sekundnik koszmarnie skacze, bo zastosowana sprężynka jest zdecydowanie za słaba (trzeba by coś pokombinować z mocniejszym dociskiem). Niemniej: ...udało mi się zmontować prawie dobrą Zarię 2015 Ciekawe, ze w zasadzie z dwóch wybrakowanych egzemplarzy, które z Romanem mamy, teraz można by złożyć jeden przyzwoity (choć nie wiem, czy nie wolę jednak oryginalnych, współosiowych kół z ułamaną końcówką i (przez to) bez sekundnika, od egzemplarza tak mocno zmodyfikowanego pod względem konstrukcyjnym. Musze jednak przyznać, że sam jestem zdziwiony, że się udało - na początku była to pewna porażka
  22. Owszem - mam nawet taki zegarek, który wyregulowałem tak, ze chodzi cudownie noszony cały dzień (tzn ok 14-15h) i leży tarczą do góry w nocy. niestety ma spore odchyłki w zależności od pozycji. Taki się urodził, ale mi to specjalnie nie przeszkadza.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.