Dziś na giełdzie staroci Mołnia z 1954 roku za 450 zł. Nie komentowałem, grzecznie odszedłem. Inny przypadek nad którym zacząłem się zastanawiać to liczni Ukraińcy mający na ogół ciekawe zegarki (ale też sporo składaków). Poziom cen u tej grupy sprzedawców to w moim odczuciu górny pułap. Myślę, że czasem przeskalowany wynoszący 120-150% realnej wartości. I ta se myślę, że jak on sprzeda kilka zegarków jakiemuś napaleńcowi to ma wór kasy względem tego co może zarobić na Ukrainie. I skoro utrzymuje wysokie ceny to pewnie ludzie biorą. Ja niestety już zatraciłem chęć. Miałem okazję kupić niesprawnego Poljota budzika za 15 zł, Kirowskiego za 30 zł, niesprawną Pobiedę, ale za to z czarną ładnie utrzymaną, rzadszą tarczą. Ale nie cieszy mnie to już prawie w ogóle Nic więcej nie piszę bo nie będę smęcił i zaśmiecał wątku podczas gdy właściwy kryzysowy jest ciut niżej