Ja też nie rozumiem tego pędu do realizacji maksymy "na nadgarstku musi być ruch". Rozumiem, że zdarzają się nietrafione zakupy, albo że CZASEM chce się spróbować czegoś nowego, a nie można mieć wszystkiego. Natomiast płacenia kilka kilo złotych za możliwość ponoszenia sobie zegarka przez parę miesięcy (do tego sprowadza się filozofia "kup drogo, sprzedaj tanio") jakoś nie rozumiem. Ale z drugiej strony, kto bogatemu zabroni? ;-)