To wszystko chyba jest trochę bardziej złożone.
Trzeba by tu głębszych analiz, ale tak na szybko:
1. dzisiejsze entry level w sposób naturalny jest gdzie indziej niż entry level piętnaście lat temu. Zakładam, że w tym segmencie zegarki ceną nie przeskoczyły jakoś mocno inflacji;
2. entry-mid range to dziś diabelnie trudny segment ze względu na substytuty, czyli smart watche. Przecież tego się sprzedaje ponad 150 milionów rocznie. To w dużej mierze dlatego firmy zaczęły ucieczkę w górę;
3. mówiąc o spadkach pamiętajmy, że są to spadki po bańce. Nic nadzwyczajnego.
4. siła grup leżała w tym, że w tym średnim segmencie były w stanie optymalizować koszty, najbardziej powszechnym sposobem było pakowanie tych samych mechanizmów do różnych zegarków, w różnych segmentach. Dziś to jest passe, bo każdy chce mieć „inhouse”, a już w mid-high to w ogóle nie ma o czym mówić;
jak ludzie płacą więcej, to szukają wyjątkowości, stąd powodzenie tych niezależnych.
5. Grupy nie potrafią dla poszczególnych marek ogarnąć tego, w czym Rolex jest mistrzem, czyli sterowania popytem na rynku wtórnym, między innymi poprzez podaż i politykę cenową rynku pierwotnego, przy czym zachodzi tu oczywiście sprzężenie zwrotne. Dochodzi do tego mistrzostwo w marketingu i animacja środowiska influ, kolekcjonerów, itd.
Z tej drugiej części Cartier coś ewidentnie załapał i wyhajpował rynek wtórny, dzięki czemu wystrzelił też na pierwotnym.
Przy okazji, zapominamy o Seiko, które w rzeczywistości jest prawdopodobnie drugim graczem po Roleksie, a które w ostatnich latach zalicza wzrosty (zawdzięcza to po części słabej walucie, ale jednak…)