Ja (rocznik Kosmy zdaje się) praktycznie całe studia (stacjonarne) pracowałem, bo jak bym nie pracował, to nie stać by mnie było na studia (bezpłatne). Zarówno w trakcie studiów, jak i kilka lat po ich ukończeniu nie stać mnie na zegarki, samochody, czy ciuchy za kilkaset tysięcy złotych. Nie zmienia to faktu, że za mojej "kadencji" na kampus podjeżdżały Porshe, o Mercedesach i BMW nie wspominając, a nie studiowałem na SGH ;-). Po prostu, Koledzy, przyszedł już czas, że na uczelniach mamy pokolenie, które na świat przyszło już po ustawie Wilczka, w związku z czym bogactwo dziedziczą. I to chyba dobrze. Szkoda tylko, że tego luda tak mało. No i że ja do niego nie należę ;-)