Zabawy z mojej młodości były mniej więcej takie jak na załączonym filmie i ja też wtedy byłem szczęśliwy. W mojej wczesnej młodości dyskoteki się dopiero tworzyły, pierwsze na których bywałem były w szkole średniej, oczywiście trwały tylko do godziny 22. Głównie dominowały tzw. ''prywatki'', a jeszcze wcześniej wiejskie zabawy w remizie i głównie w lecie. Pamiętam że rodzice pozwalali mi być na zabawie też tylko do 22. Przymykali oko jak przyszedłem przed 23, ale jak przyszedłem już o 24 to musiałem wysłuchać tzw. '' litanii'' głównie od Mamy. Oczywiście w szkole średniej długie włosy były obowiązkowe. https://www.youtube.com/watch?v=3OwMhFVPKn0 Po przyjeżdzie do Warszawy w "Remoncie" i w "Stodole" też bywałem i Szewczyka też pamiętam. Miałem w tym czasie super dziewczynę. Mieszka teraz w Poznaniu. Często z kumplami i z moją "piękną dupeczką" szliśmy się trochę odchamić do "Akwarium", w tym czasie królował tam głownie Jan Ptaszyn Wróblewski ze swoją ekipą. To były piękne czasy!! Edit. Dzisiaj taki sposób wychowania jaki stosowali nasi rodzice byłby uznawany za patologię. Do szkoły miałem 3 kilometry (na skróty 2 km) i od pierwszej do ósmej klasy chodziłem pieszo. Żadnemu z rodziców nie przychodziło do głowy żeby zawozić dzieci do szkoły, a byli tacy którzy mieli jeszcze dalej niż ja. No i trzeba było obowiązkowo nosić czarny mundurek z białym kołnierzykiem i koniecznie trwale przyszytą tarczę na rękawie. Tarcze na rękawie były obowiązkowe jeszcze w szkole średniej.