Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

ireo

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1548
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez ireo

  1. Na temat tego modelu mam zdanie zupełnie przeciwne. To fenomenalny zegarek z krótkiej serii Olympic Official Timekeeper o powściągliwej elegancji, w idealnym rozmiarze, z rzadką u Omegi emaliowaną tarczą. Nie, nie jest to rzecz "bez historii", a indeksy godzinowe nie są "krótszą wersją wskazówek". Chociaż należy do serii Olympic, stylistycznie przypomina późniejsze City Editions z oznaczeniem Boutique.
  2. ireo

    Walka o polszczyznę

    Zestarzał się ten fragment "Księgi XII". Obecnie przydałby się raczej specjalny znaczek wyróżniający zdania do rzeczy, żeby ich nie przeoczyć.
  3. ireo

    Walka o polszczyznę

    Teoretycznie można. W praktyce to niewykonalne, bo autor "wypowiedzi", opartej na wypełniaczach pozbawionych treści, nie jest w stanie sformułować jej ładnie ani nawet poprawnie, przynajmniej w tej chwili. Gdyby umiał, to by sformułował. Sposobem na językową nieporadność (która jest powszechnie akceptowaną formą ubóstwa, znacznie bardziej rażącą niż ubóstwo materialne) jest "olewanie tematu", demonstrowane na zewnątrz poprzez wypowiedzi w rodzaju "i co z tego?", "kogo to obchodzi?", "najważniejsze, żeby się można było zrozumieć", itp. Jest to postawa zrozumiała, bo kto dotknięty jakimś niedoborem albo kalectwem chciałby je eksponować? Z pewnością byłoby mu przyjemniej być uznawanym za w pełni sprawnego. Każdy przecież zmaga się w życiu z jakimiś trudnościami, które musi pokonywać. O ile jest ich świadomy, bo jeśli nie jest, to nie musi. Co innego jednak pozostawać w nieświadomości, a co innego lekceważyć słuchaczy i czytelników, demonstracyjnie tkwiąc w epoce, kiedy pisownia i wymowa polska nie były jeszcze ustalone. W negacjonistycznej postawie wobec językowych porażek dopatrywałbym się nawet cech pewnego szlachetnego indywidualizmu, gdyby nie to, że jednak znacznie łatwiej jest rozrzucać wokół siebie odpadki na ulicy, zachowując niewzruszone i dumne oblicze, niż zdobyć się na minimum wysiłku i pokornie poszukać kosza na śmieci. Rażących błędów ani zachowań ludzi wokół mnie staram się nie korygować (i czasami mi się udaje), podobnie jak nie chodzę za osobami śmiecącymi na ulicy i nie sprzątam za nich tego wszystkiego, co zostawiają za sobą. To już ich sprawa. Co innego słowo pisane i ogólna dyskusja, taka jak tutaj. A temat poprawności, dopuszczalności, rzekomych lub rzeczywistych braków i niedostatków, ma dodatkowy aspekt, który mnie interesuje. Otóż tworzy mnóstwo okazji do autopromocji, widocznej w niektórych wypowiedziach. W moich tekstach najwidoczniej z tym przesadziłem, bo w pewnym momencie jeden kolega nie wytrzymał, że tyle osób tak jawnie i bezkarnie się wymądrza, i postanowił dołożyć coś od siebie, sugerując (nie wiadomo na jakieś podstawie) jakoby błędy interpunkcji albo pomijanie polskich znaków odpowiadały brudnym rękom i plamom na ubraniu, a cała reszta (ortografia, gramatyka, frazeologia) była już mniej ważna. Nie wiem skąd akurat taka hierarchia ważności, że dbałość o przecinki i "ą, ę, ć" miałaby być ważniejsza od pisowni np. "nie" z przymiotnikami albo od prawidłowej odmiany przez przypadki, to już tajemnica autora tej propozycji. Uważam jednak, że na takim forum, jak to, każdy niedorzeczny pomysł powienien być dozwolony, nawet jeśli został podany w mało estetyczny sposób. Była taka książka "Wolna Trybuna", zawierająca fikcyjne listy obywateli skierowane do tytułowej Trybuny, forum powstałego dla uczczenia 50-lecia PRL. Moim zdaniem jest to właściwy model funkcjonowania każdego dobrego forum. W poprawności językowej, jak w każdej dziedzinie savoir-vivre'u, w grucie rzeczy nie chodzi o to, żeby nie robić błędów i poprawnie stawiać przecinki. Nie wymagam od nikogo, żeby był ideałem. Sam również nim nie jestem i nie jest to dla mnie powód do depresji, tylko do pracy nad sobą. Wystarcza mi w zupełności, kiedy ktoś się stara. Poznaję to po tym, że np. cztery lata temu mówił "poszłym", dwa lata temu "poszłem", a obecnie mówi i pisze "poszedłem". W następnej kolejności przyjdzie czas na zastąpienie "wyłanczam" przez "wyłączam". Wszystko wymaga czasu, takie rzeczy nie dzieją się od razu. Nie chodzi o to, żeby oceniać innych na podstawie ich błędów robionych dzisiaj. Każdy ma jakiś własny poziom wyjściowy, od którego zaczynał i który na ogół nie zależał tylko od niego samego. Istotny jest postęp, jakiego ktoś dokonał względem tego, jak mówił i zachowywał się wcześniej. Od zewnętrznej poprawności znacznie ważniejsze są intencje i sposób traktowania innych. O ile jednak rzeczy powierzchowne, takie jak błędy języka, są łatwo zauważalne i nawet możliwe do wytłumaczenia (niektórym, tzn. tylko tym, których to interesuje), to nie sposób sprawić, żeby ktoś stał się zdolny powiązać swój styl wypowiedzi z relacją, którą nawiązuje ze słuchaczem lub czytelnikiem. To już jest wyższa szkoła jazdy.
  4. ireo

    Walka o polszczyznę

    - Dokładnie. Zapomniałem o „dokładnie”, używanym jako izolowane słowo zamiast potwierdzenia. Kiedyś „dokładnie” występowało niemal wyłącznie w biurach, wśród korporacyjnych dziewczyn, które „forłardowały asapem” i w ten sposób się „czalendżowały”. Ostatnio usłyszałem to znowu, w wywiadzie z jakimś intelektualistą. Przy okazji nie omieszkał powtykać „jakby” i „tak naprawdę” w co drugim zdaniu, czyli wykonał prawie cały program obowiązkowy.
  5. ireo

    Walka o polszczyznę

    To się chwali. Podobno czytanie bardzo rozwija. Mam się już bać, czy mogę jeszcze poczekać? Ja się tym razem do tej liczby mnogiej nie przyłączę. Nuże, bądźmy, a żywo. I niech nikt się nie leni! (- Lenin. Właściwie nie wiem, czy to on, ale pasuje.) Tak się zastanawiam, "w związku z powyższym", czy lepiej wyszła Ci rola "wzora", czy moralizatora. No wiesz, Mariusz? Tak to napisałeś, jakby Kolega Wacor potrzebował zachęty.
  6. ireo

    Walka o polszczyznę

    Ten temat nie jest dla ludzi, którym jest obojętne jak się poprawnie mówi i pisze, a mnożące się błędy to dla nich szukanie problemu na siłę. Załóżmy, że jesteśmy w podróży i zatrzymaliśmy się na noc w pięciogwiazdkowym hotelu. Rano przychodzimy na śniadanie i obok nas widzimy młodego dżentelmena w klapkach, kąpielówkach i podkoszulku, jakby prosto z basenu. Zastanawiamy się, czy nie obudziliśmy się przypadkiem na koloniach szkolnych zamiast w dobrym hotelu, w którym wydawało się nam, że jesteśmy. To właśnie tego rodzaju sytuacja, w której „można by zapytać, i co z tego? Kogoś to razi, ktoś inny nie zwróci uwagi”. A dla takiego młodzieńca w kąpielówkach, to na pewno będzie „szukanie problemu na siłę”. To już praktycznie uzus językowy. Poprawna forma „ucha / w uchach” już dziwi nieświadomych, a niedługo pewnie zaniknie zupełnie.
  7. Wygląda, jakby już wiele razy wchodził w nadprzestrzeń i za każdym razem z niej wychodził.
  8. Wygląda świetnie. Gdzieś widziałem wersję czarną z białymi indeksami. Ta jest ciekawsza, i białe tło daty tak nie razi.
  9. Fajny pasek, chociaż Konrad Adama Mickiewicza to postać z "Dziadów". Jest nadzieja, że chodziło o Konrada Wallenroda, który pod względem materialnym kojarzy się trochę lepiej.
  10. ireo

    Walka o polszczyznę

    "W nocy na jednym z osiedli w Lubinie doszło do zabójstwa dwóch osób i usiłowania trzeciego" – poinformowała Lilianna Łukasiewicz w rozmowie z TVN24.
  11. Krem z białych warzyw, jakby się kto pytał.
  12. Bo on się tak z entuzjazmu coraz bardziej nakręca.
  13. ireo

    Walka o polszczyznę

    "Proszę mi powiedzieć, czy ja dobrze to rozumiĘ"* 1) W ocenie autora wpisu, kierowca taksówki chciał wyprzedzić sam siebie i rzekomo w tym celu zaczął przyspieszać. 2) Autor wpisu relacjonuje, że poruszał się równolege do wspomnianej taksówki, ale jednocześnie stwierdza, że przeciwnie, chciał tę taksówkę "wyminąć z przeciwka". Uwaga o próbie wyprzedzenia samego siebie podjętej przez taksśwkarza była zagadkowa, ale w tym momencie opowieść staje się jeszcze bardziej tajemnicza. Gdyby założyć, że autor wpisu dysponował zdolnością zakrzywiania czasoprzestrzeni, można pokusić się o hipotezę, że znajdował się - wraz zte swym pojazdem - w dwóch miejscach jednocześnie (tzw. bilokacja) i poruszał się w przeciwnych kierunkach. Hipoteza alternatywna jest taka, że autor wpisu doświadczył napadu poważnych zaburzeń psychicznych lub znajdował się pod wpływem środków psychoaktywnych, być może jedno i drugie. 3) W dalszej części opowiadania pojawia się radiowóz, który "jechał", być może również z przeciwka. Wątek radiowozu natychmiast się urywa i więcej nie powraca. 4) Następnie dochodzi do gwałtownego hamowania na rondzie. Nie wiadomo jednak, w czyim wykonaniu (autora, taksówkarza czy radiowozu). Wskutek tego hamowania autor "musiał zjechać na lewy pas". Nie wiemy, na którym pasie znajdował się wcześniej, ale początek tekstu wydawał się wskazywać, że podmiot opowiadania przez cały czas znajdował się na lewym pasie. Być może w tym momencie doszło do ponownego scalenia postrzegania rzeczywistości przez autora, który odniósł wrażenie, że znów znajduje się w jednej, określonej lokalizacji. 5) Nie jest jasne, do kogo odnoszą się końcowe uwagi o potrzebie "ponownych badań psychologciznych" i o "nierównościach pod sufitem". Być może to próba autodiagnozy lub wołanie o pomoc, co raczej należałoby potraktować poważnie. Całość, mimo błędów gramatycznych i ortograficznych, przypomina rodzaj zniekształcenia rzeczywistości znany z filmów Davida Lyncha. __________________ *) - to cytat z jakiejś pani redaktor, bliżej mi nieznanej, ale żywej i prawdziwej.
  14. ireo

    Walka o polszczyznę

    To raczej od "jakoś". Jest jeszcze przymiotnik "smakowy" o podobnej wymowie, np. "napój smakowy". Nie wiem dokładnie, co to słowo znaczy. Pewnie chodzi o coś, co jakoś smakuje.
  15. ireo

    Walka o polszczyznę

    Na własnej działce w tzw. „celach rekreacyjnych” (jeszcze) można. „Utylizację” przekształcamy w „rekreację” za pomocą odpowiednich rekwizytów i zachowań (flaszka, kiełbaska, taniec, śpiew, itd.). Gdyby tak jeszcze opanować ze dwie przyśpiewki obcojęzyczne, to nikt (zwłaszcza funkcjonariusze) nawet nie pomyśli, żeby podejść. To już inna kategoria, „miejsca wyznaczone na terenie otwartym”, czy jak tam się to nazywa po urzędniczemu. Tam wolno rozpalić ogień, pod warunkiem zachowania zasad bezpieczeństwa, czyli np. nie pod mostem.
  16. ireo

    Walka o polszczyznę

    No tak, i jeden francuski komandos w to uwierzył, i co? Utknął w tej windzie i zrobił się jakiś taki kind of blue. Jednak nie ma jak rusztowanie.
  17. ireo

    Walka o polszczyznę

    Jak zwykle u bukmacherów, zależy od przedmiotu zakładu i prawdopodobieństwa wygranej. Z ubieraniem się - w znaczeniu wkładania ubrania - jest tak, że prawidłowa jest tylko forma zwrotna (z "się"). Bez "się" też można ubierać ale tylko inne osoby. A wyjątkowo przedmioty, z których jedyny przykład, jaki mi przychodzi do głowy, to choinka. Ubieranie się ma tę zaletę, że daje wielkie możliwości robienia błędów, nie tylko "modowych". Np. "ubrałem swetr" - dwa słowa i dwa błędy. Fajne. Zbieram takie wyrażenia.
  18. ireo

    Walka o polszczyznę

    Oj, żeby w gaciach. W oryginale chyba miało być bez. Właściwie każdy temat mógłby spełniać tę definicję. Jak w biznesie, że każda firma kiedyś bankrutuje. Przez ch to inny wyraz. Ja tylko choinkę raz w roku, bo ubranie i zegarek zakładam (uprzedzałem że tak będzie).
  19. ireo

    Walka o polszczyznę

    Nie wierz internetom, Wikipedia kłamie. Zresztą i tak zaraz ktoś przyjdzie i wytknie jakiś błąd, bo o tym jest temat. "Szafot" wcale nie jest takim jednoznacznym słowem (np. http://cateringszafot.pl/, biedni studenci...), ale w gruncie rzeczy to tylko rusztowanie (z fr. échafaud). A rusztowanie przydaje się również do ułożenia stosu, bo inaczej co to za stos, jakaś amatorszczyzna. Poza tym jak wejść na porządny stos, choćby siana, bez rusztowania albo przynajmniej drabiny. (Może nie tyle uwielbiam, co zauważam.)
  20. ireo

    Walka o polszczyznę

    Szafot to pomost albo podwyższenie. Słowo to nie określa, co dokładnie miałoby się odbywać na tym podwyższeniu. Na tym etapie projektu wszystko jest jeszcze do ustalenia. Nie wiem, czy palenie w ogóle by przeszło, bo zdaje się, że liczba zwolenników palenia ostatnio zmalała.
  21. Martwa natura z frytkami i smażoną rybą
  22. ireo

    Walka o polszczyznę

    Przy schodkach na szafot byłby przystanek, gdzie desygnowani oddawaliby zegarki do depozytu. Oczywiście za pokwitowaniem.
  23. ireo

    Walka o polszczyznę

    A może utworzylibyśmy odpowiednio dostojną kapitułę i zaczęli przyznawać własne odznaczenia? Np. Order Wielkiego Nauczyciela Ludzkości albo coś.
  24. Gdzieś już chyba widziałem ten wpis i teraz nie wiem, czy to ta sama Omega, czy kolejna. Zdaje się, że nie tylko wskazówki krzywo założyli. Przypomina to czasy, kiedy odbierało się nowy samochód z „Polmozytu”, zazwyczaj niezupełnie sprawny albo niekompletny.
  25. Można wybrać rotomat albo brak rotomatu, to zależy. Być może rotomat to tylko etap w życiu kolekcjonera, potem przychodzi fascynacja ręcznym nakręcaniem, albo odwrotnie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.