Większość ludzi nie odróżnia zegarków z najwyższej półki od chińskiej tandety, zresztą granica między tymi obszarami coraz bardziej się zaciera. Niektóre drogie marki z tradycjami czasami oferują tandetę, a niektóre zegarki chińskie poziomem wykonania zbliżają się do drogich marek. W tym zamęcie najpewniejszym kryterium różnicującym okazuje się cena. Konkretna liczba, której nie sposób podważyć, kiedy się już zapłaciło. Wystarczy więc zapłacić odpowiednio dużą sumę i już ma się pewność, że jest się posiadaczem czegoś wspaniałego.
W ten sposób od dziesięcioleci działa firma-lokomotywa branży zegarkowej czyli Rolex. Wszyscy pozostali, im bardziej chcą zajmować dobrą pozycję na rynku, tym bardziej gonią cenami za Rolexem aż do granicy wyhamowania własnej sprzedaży, bo nie mają innego wyjścia. Dopóki tylko Rolex, i może jeszcze AP, trzymają realną wartość w odsprzedaży, jest to nierówna walka, która dla takich firm jak Omega prędzej czy później skończy się nokautem. Chyba że coś się zmieni, bo np. zdechnie cała branża, a na samym końcu skrajne segmenty rynku, czyli Rolex i chińska tandeta.
p.s.
W absurdalnych realiach UE, gdzie ekonomia podporządkowana jest ideologii i ewentualnie interesom jednego czy dwóch najsilniejszych państw, rozważania o „normalnej, zdrowej gospodarce rynkowej” nie mają żadnego sensu.