-
Liczba zawartości
1371 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez ireo
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
To wada czy zaleta? Bo "Denar Chrobrego" jednak sporo droższy jest. Całkiem nieźle to wygląda, muszę przyznać. Z założeniem (i zdjęciem) tej bransolety do czegokolwiek o rozmiarze 18 mm nie powinno być problemu. Mam taką, kiedyś pokazywałem w zestawie z vintage'owym ultrachronem. -
Biało.
-
I bardzo dobrze. Apollo 11 zawsze mile widziana.
-
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
ireo odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Przeglądałem temat i znalazłem kolejną rozmowę w odwiecznej sprawie "co to znaczy wodoszczelność 30 m", więc linkuję na dole swój wcześniejszy wpis z wątku o Longinesie, który - mam nadzieję - odpowiada na cytowane wątpliwości. -
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Lubię takie dylematy, ciekawe są. Zgadzam się, że Central Power Reserve ma to coś. Kwestia ceny to inna sprawa, ale oprócz tego Central Power Reserve to "więcej zegarka", rzadka komplikacja w połączeniu z datą i ogólnie wyższy poziom zegarmistrzowski. Rozumiem że Silver Arrow może się podobać ale jeśli już, to - szczerze mówiąc - wolałbym pierwszą wersję z hesalitem. W tej nie za bardzo podobają mi się wskazówki, a indeksy moim zdaniem również wyglądały lepiej we wcześniejszej wersji. Ostatni aspekt i być może najważniejszy, na zdjęciu Central Power Reserve wygląda na dość duży względem rozmiarów ręki. Z tego punktu widzenia, Silver Arrow mógłby wyglądać nieco lepiej z powodu szerszej lunety i mniejszej tarczy. Do rozważenia są też wersje Central Power Reserve z ciemniejszą tarczą, szarą albo czarną, które robiłyby wrażenie nieco mniejszych. -
Pod tym względem czułbym się bezpiecznie. Policja nie myśli.
-
Może warto pozapisywać takie rzeczy na jakichś mikrofilmach, póki Policja Klimatyczna nie zabrała się jeszcze za stare gazety.
-
-
Nie wiedziałem że Krzysztof Stroiński i Jennifer Aniston są razem.
-
Miałem na myśli coś innego, że ten zegarek ma bardzo wyrazisty charakter, który pasuje do komplikacji alarmu/kurantu (kuranty wprawdzie wygrywają bardziej skomplikowane sekwencje ale ten ma tak dźwięczne brzmienie, że nie wypada nazywać go "alarmem") ale jest wymagający wobec całej reszty czyli ubioru, sytuacji, itd. Ale jeśli ktoś chce nosić taką rzecz do dżinsów, to pewnie też da radę. Właśnie o tym pisałem, że energia oddawana przez sprężynę nie jest kompensowana w taki sposób, żeby niezależnie od stopnia nakręcenia sprężyny kurant dzwonił w tym samym (albo przynajmniej podobnym) tempie. Niby nie jest to feler, większości użytkowników by nie przeszkadzał, więc w podsumowaniu napisałem "OK".
-
Udało Ci się to zdjęcie bardzo. Może bym trochę inaczej skadrował, ale ogólnie cool.
-
I te dwójeczki ma takie optymistyczne.
-
Chyba mnie przeceniasz, bo zgubiłem się już w pierwszym zdaniu. Najpierw piszesz "zostawmy wątki personalne w spokoju" a potem o "czytelnym zabiegu wygodnego przenesienia", którego jakoby miałem dokonać. Albo jedno, albo drugie. Z przyjaźnią się nie narzucam a zajęcy nie jem. Tak jest, masz rację (bezapelacyjnie). Ale mogłeś uprzedzić, że wolno mi pisać wyłącznie o "stanie rynku" a nie o "preferencjach", tym bardziej własnych. Wtedy może napisałbym o preferencjach kogoś innego. O, dziękuję. W sprawie werku OISA uprzedziłem, że jeszcze go nie widziałem. Naprawdę uważasz, że ktoś (np. ja) mógłby twierdzić, że "wtórność projektowa" polega na "używaniu popularnych kalibrów"? I że bez haute horlogerie istnienie jakiejś marki nie ma sensu? Hm. Zwróciłeś mi uwagę na istotną rzecz. Wielu producentów lubi się przedstawiać jako microbrand, podczas gdy w rzeczywistości są to dobrze rozwinięte firmy z dużymi zasobami własnymi, dającymi m.in. możliwość stosowania własnych mechanizmów. Pod tym względem, Venazianico wypada już na granicy segmentu mikrobandów. Poza tym obszarem znajduje się np. Ch. Ward, niesłusznie uważany za mikrobrand.
-
A jutro? 😁 Ja właściwie też "nie do końca się zgodziłem z wtórnością mikrobrandów", bo jednak trochę mi ona przeszkadza. świadczy o tym fakt, że mam tylko dwa zegarki "mikrobrandowe". Jeden jakby udaje Patka, drugi bardziej Rolexa. Nie jestem wrogiem mikrobrandów, ale żeby opierać na nich większość kolekcji, to już nie. To nadal jest prawdą, mechanizmy stosowane przez mikrobrandy to nie jest haute horlogerie (chyba, że za "mikrobrandy" uznamy również manufaktury w rodzaju Rexhep Rexhepi). Ładny, zielony Rze, którego zdjęcie załączyłeś, ma w środku Seiko NH35A. Venezianico ma nieco większe ambicje (o czym świadczy zapowiadana włoska OISA, podobno to ciekawa nowość) ale dotąd jest to najczęściej Soprod albo Sellita serii SW200. Maen też, Soprod C-125 albo Sellita 200-1. Powiedzmy, że wymienione przykłady to mikrobrandy "z wyższej półki". Na innych "półkach" jest taniej; Baltic - chińszczyzna (Hangzhou 500a czy coś), Studio Underd0g - chińszczyzna (Seagull ST-1901B bespoke - że tak powiem, łał!). Nie mówię że to złe mechanizmy, albo że zegarki wymienionych marek to tandeta. Przeciwnie, w większości są ładnie wykonane i mogą się podobać, ale nie powiem żeby któryś z nich stanowił jakiś transgalaktyczny przełom w projektowaniu zegarków albo nowy punkt odniesienia. "Chińszczyzna" to w ogóle temat na osobny wątek, który zresztą istnieje na Forum. Niechętnie łączę wyroby chińskie z pojęciem "mikrobrandów", bo gigantyczne możliwości chińskiego przemysłu i całego systemu przywilejów państwowych, które służą ułatwianiu życia temu przemysłowi, zupełnie do tego pojęcia nie pasują. Mimo to, zegarki chińskie nie zalały rynku aż tak jak by mogły, bo sensem istnienia "marek" w rodzaju San Martin jest nie tyle sprzedaż gotowych zegarków, co reklamowanie chińskich możliwości produkcyjnych i poziomu wykonania celem zdobycia kontraktów przemysłowych na Zachodzie. No tak, każda historia kiedyś się zaczynała, ale ja wolę kiedy już jest. Podobnie wolę np. Volvo od SsangYonga a BMW od Hyundaya, chociaż nie uważam że koreańskie samochody są złe. Nie mówię, że "istnienie mikrobrandów jest problemem". Jest zjawiskiem korzystnym, pobudza zdrową konkurencję, daje ludziom większy wybór i dostęp do stosunkowo niedrogich zegarków dobrej jakości. Co do "zauważenia cichej pracy", napisałem Ci kiedyś że bardzo doceniam Twój wkład w rozwój segmentu rynku mikrobrandów w Polsce, mając na myśli marki które reprezentujesz. To nie jest łatwy biznes, a Tobie udaje się nie tylko stopniowo rozwijać ofertę lecz również utrzymywać atrakcyjne ceny. p.s. Odnośnie ostaniego akapitu uprzejmie informuję, że Jarek nie jest moim szwagrem, wujkiem ani żadną rodziną, nie płaci mi ani nie świadczy na moją rzecz żadnych usług. Nigdy nie sugerował, żebym napisał o nim coś pozytywnego. Co więcej, nigdy nic u niego nie kupiłem (ani on u mnie) ani nawet nie znamy się osobiście. Po prostu ma fajne zegarki w sklepie.
-
Piękna rzecz, chociaż trudno mi wyobrazić sobie sytuacje z codziennego życia, w których ten zegarek byłby na miejscu. Np, wycieczka za miasto w kostiumach z okresu Dyrektoriatu powozem zaprzężonym w szóstkę koni, coś w tym stylu. Ale to dygresja, bo potrafię zrozumieć, że aktualnie ten właśnie model jest Twoim marzeniem. Jak mawiał niewidomy dżokej, którego zapytano czy weźmie udział w Wielkiej Pardubickiej, "nie widzę przeszkód". Mnie akurat bardziej podoba się wersja w białym złocie. Mam tylko jedną uwagę, kurant na filmie dzwoni coraz wolniej. Odstępy między dźwiękami tak szybko się wydłużają, jakby sprężyna napędzająca mechanizm alarmu była bardzo słaba albo ledwo nakręcona. Jeśli rzeczywiście tak było, jeden-dwa obroty koronką tylko dla sprawdzenia dźwięku, to OK.
-
Próbowałem odnaleźć się w tej typologii i okazało się, że najpierw byłem circa about dwudziestolatkiem w poliestrowym garniturze, potem "trochę dobrze sytuowanym" trzydziesto-czterdziestolatkiem, potem regulowałem swoje zegary korzystając z działu zegarmistrzowskiego, w międzyczasie ówczesne moderatory zeżarły mi większość mojej historii na forum, a na koniec powróciłem do Seiko i G-Shocków więc okazało się, że znowu mnie kręcą zegarki w różnych przedziałach cenowych. Chyba zaliczyłem całość, może nawet trochę więcej. Z mojego doświadczenia nie jest łatwo sprzedać zegarek jako prywatna osoba, nawet jeśli jest marki łatwo zbywalnej. Chyba, że się ma dużo czasu albo wyznaczy się bardzo atrakcyjną cenę, tzn. sporo poniżej wartości rynkowej.
-
To pytanie tak mnie urzekło, że zaproponuję trzy wersje odpowiedzi do wyboru: 1) Jak to co? Hanharta. 2) Zakłócarkę sygnału internetowego. 3) Nie trzeba nic kupować. Wystarczy nie reagować na zaczepki o "lemingach" i nie zadawać takich pytań.
-
Jesteś bardzo spostrzegawczy, ale moje wpisy nie są adresowane do Ciebie osobiście, więc możesz je pomijać bez wyrzutów sumienia. Wiem.
-
Epos oczywiście rycerski?
-
Całkiem niezła wypowiedź, jak na nowego. Z pierwszą częścią się zgadzam, rzeczywiście dość często przewijają się tutaj wciąż te same, „mainstreamowe” zegarki. Ale proponowany powód tego stanu rzeczy niekoniecznie jest taki, że "wmówiono ludziom, że to wyznacznik sukcesu". Przejdę do tego za chwilę. Co do alternatyw, microbrandów, etc., wydaje mi się czasem, że jest tego aż za dużo w stosunku do istotnej wartości czy zmiany, którą te "alternatywy" miałyby wnieść. Podstawowymi zarzutami, które mam wobec microbrandów, są: wtórność projektów, brak własnego dorobku w dziedzinie zegarmistrzostwa lub designu (a najczęściej obydwu tych rzeczy na raz) i brak "zegarkowej historii", na której te projekty mogłyby się oprzeć. Wracając do przyczyn popularności zegarkowych samograjów, takich jak Omega Speedmaster albo sportowe Roleksy z kolorowymi lunetami, to raczej nie trzeba nikomu wmawiać, że to dobre zegarki. Ludzie nie dlatego wydają na nie ciężką kasę, że dali sobie coś wmówić (znaczy, nie tylko, bo może niektórzy faktycznie zostali klasycznymi ofiarami marketingu, przynajmniej na jakiś czas) tylko dlatego, że rynek dóbr luksusowych polega na handlu marzeniami. Kupując produkt np. Casio, Ch.Warda czy Studio Underdog, kupuje się zazwyczaj niezawodny zegarek, przyzwoicie wykonany jak na swoją cenę i często ciekawy wzorniczo, ale w tym przypadku wiadomo, że nie chodzi o "marzenie", "małe dzieło sztuki", "kawałek historii pokoleń" i takie tam, tylko o fajny zegarek do założenia na rękę, nie gorszy niż Omega czy Rolex pod względem wygody noszenia czy pomiaru czasu. Pytanie, za co w takim razie płaci się tę ogromną różnicę między ceną Casio a ceną nowej Omegi czy Roleksa. Odpowiedź jest jednocześnie trudna i prosta, za "coś więcej" niż tylko zegarek. Wyższą cenę uzyskuje ten producent, który lepiej potrafi zrobić i sprzedać nie tylko sam zegarek, lecz przede wszystkim swoje "coś więcej". To, że w tym wątku trafiają się "nudne" zegarki nie znaczy, że opowieść o nich również musi być nudna.
-
Tęczowy Lord Vader? Hm…
-
A dosłownie "mam chińskie serce". Wersja Tomcia to chyba w ramach przygotowań do zmiany pseudonimu na "MasterYoda".
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Nie. Nie po to czytam forum, żeby szukać wypowiedzi zgodnych z moimi. Zwyczajnie, napisałeś zdanie nienadające się do dyskusji, więc jej nie podjąłem. -
Ale taki gruby notatnik ze sobą nosisz, z grzbietem na sprężynie, czy laptopkiem ogarniasz? Dla mnie - zdjęcie tygodnia. Zegarek tylko by zepsuł kompozycję.
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Słuszny kierunek. A chronografy się nosi bo się lubi, nie po to żeby ich używać, bo (podobnie jak zegarki w ogóle) właściwie nie są do niczego potrzebne. Ja nie tylko noszę ale używam praktycznie stale, bo właśnie lubię. Jeśli akurat mam na ręce chronograf. E tam 🙂 Podobnie to odbieram. Może dla kogoś ma znaczenie, że czarna wersja występuje w tylu odmianach i tak często, że się już opatrzyła. Ale pewnie z tego samego powodu większość woli czarną tarczę, która zdążyła się już zrosnąć z Moonwatchem. Dla mnie istotna jest raczej lekka zmiana charakteru tego zegarka, uzyskana w bardzo prosty sposób. Biała tarcza daje jakieś takie "odświętne" wrażenie. Nie, że człowiek codziennie idzie do roboty, czyli ubiera się w ten skafander kosmiczny i włazi po raz pięćset osiemdziesiąty szósty do tego modułu załogowego albo do symulatora, przechodzi te wszystkie testy i procedury i zawsze coś po drodze nie zadziała, żeby na koniec próbować jeszcze zdążyć do toalety przed zdjęciem skafandra. Tylko, powiedzmy, raz w tygodniu ma wolne i wtedy może sobie dla odmiany założyć normalne ubranie i białego Moonwatcha.
