Ominął mnie prime tego wątku.
Nie przeczytałem wszystkiego, ale tematyka dla mnie w punkt. Z tym, że ja od pewnego czasu mam odwrotną sytuację, nie wiem czy ktoś z dyskutantów szedł ścieżką w tą stronę. Mam po 15 latach prowadzenia firmy tak serdecznie dość, że myślę nad „etatem”.
Mam fajną robotę, dość specyficzną, prawie nigdy nie robię tego samego, powiedzmy, że ambitne zajęcie. Klienci z najwyższej półki instytucjonalnej, naukowej czy biznesowej. Poznałem ministrów, sekretarzy, profesorów z impact factorem większym niż majątek Obajtka, prezesów, dyrektorów potężnych spółek. Ale od kilku lat nieustanna napierdalanka z aparatem państwowym, który komplikuje prywaciarzowi wszystko co tylko można z jednej strony, a z ludźmi którym daję pracę i żywię ich rodziny z drugiej – wykańcza mnie to.
Szkoda mi tego co za mną. Żałuję, że rok przed covidem nie sprzedałem firmy inwestorowi z zagranicy, który chciał „na papierach” wjechać do Polski. Teraz po herbacie.
Kilku moich klientów proponowało mi robotę tylko dla nich w jakimś wycinku tego co robię. Coraz poważniej o tym myślę. Ale jedno co mnie przeraża czy powstrzymuje, to wizja, że ktoś mi będzie rozkazywał. Nawet jeśli to jakiś mityczny akcjonariusz. Tego jeszcze nie przepracowałem.