A więc dalszy ciąg wykładu jak u profesora mniemanologii stosowanej J.T. Stanisławskiego Mniemam, że tarcza odpicowana (nawet nie źle) aczkolwiek, człowiek który opracowywał - chyba sitodruk - pominął jakże ważną cechę pisma i liternictwa, bo w każdym niemal wymyślonym do tej pory kroju liter a wierzcie Panowie, że ich jest bardzo dużo, zachodzi coś co nazywane jest światłem liter. Dlatego też często jak piszecie np. jakieś pismo choćby w Wordzie to nie zgadza się wam koniec jednej linijki z np.wyższą. Tak wiec przy opracowywaniu złożonych napisów, dla zachowania jego równowagi optycznej, graficy stosują iny wymiar punktowy - określenie drukarskie a z fachem nie mam nic osobiście wspólnego - liter o ile nie korzystają z różnego ich kroju, lub pochylenia (kursywy). Po zastosowaniu tych zabiegów dany napis jest dla oczu ( nazwę to tak) przyjemniejszy i spójny. Wszelkie układanie napisu by współgrał miedzy liniami wymaga trochę zabawy i można to samemu spróbować. Tak więc w tym zakładzie o pietruszkę, mógłbym postawić w zamian, swą klawiaturę w szklance wody na nocnym stoliku, że się nie mylę. Cuś mi się wydaje, że trzepiecie swe atlantyckie zasoby poszukując potwierdzenia lub negacji tej zaiste be-szczelnej tezy, rujnującej dotychczasowe nasze wspólne - bo i ja do dziś żyłem w nieświadomości - spojrzenie na przymierze atlantyckie. Czy zostanie to mym wiekopomnym odkryciem dla dobra zegarowych maniaków, pokaże już nie długi czas. Tym jednak, to huzia na Józia burzącego piaskowy zamek naszych złudzeń. Miłej nocy spędzonych w przemyśleniach Ściskając dłonie, pozdrawiam, szalony Dziadek Wyler