-
Liczba zawartości
5618 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
30
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez MasterMind
-
Miałem w liceum kolegę, co polizał szybę w autobusie, bo mu ktoś 5zł zaoferował. Miałem też w liceum innego kolegę, co by ci z dyńki wydzwonił, gdybyś mu zasugerował, by zamknął okno w autobusie, bo ci wieje w twarz i zimno. A tak bliżej zawartości linku - u mnie w okolicy, ktoś bezczelnie zaatakował aptekarza, bo powiedział, że nie sprzeda leku na receptę, bez recepty. I nie potrzeba było do tego pandemii i zwracania uwagi na maseczki. Takie przypadki jak wklejasz, mogą być przy obecnej sytuacji medialne, ale podejrzewam, że nie brakuje mniej medialnych przypadków, gdy to ktoś z dbających o dobro i zdrowie innych nie wytrzymał, bo ktoś inny nie miał maseczki, albo stał za blisko w kolejce. Robię w handlu i sam byłem świadkiem, jak niektórzy ludzie podchodzą do kwestii dystansu społecznego. Słuszność reakcji to jedno, ale adekwatny sposób zareagowania, to drugie. Już kilkanaście razy byłem świadkiem reakcji niejednokrotnie przeradzających się w napady histerii lub przypominających dramatyczną walkę o życie, widziałem też niestety ze dwie bójki, niestety zainicjowane przez "zwracających uwagę". Podobną zresztą uwagę mam do filmików z policją. I nawet nie chodzi o to, by ich nie wklejać - zawsze warto sobie popatrzeć na jakiś wycinek rzeczywistości i ocenić na czym aktualnie stoimy. Sam z tej kategorii polecam kanał na YT Donut Operator - to jest dobry "content", a nie jakieś cienkie bolki z paralizatorami, pacyfikujące cienkich bolków bez maseczek
-
Klub Miłośników Zegarków Tudor
MasterMind odpowiedział Tommaso → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Zdjęcie nie z dziś, ale na dziś: -
Z albumu: Tudor Prince Oysterdate Submariner ref. 79090 '92
Instagram: vanguard.watches© MasterMind
-
- Przy założeniu 60%+20% tylko teoretyzuję, by unaocznić ewentualną rzeczywistość, w której może się znajdujemy, a może nie. Nie piszę tego, by cokolwiek udowodnić, tylko by się nad czymś luźno zastanowić i podyskutować. Takiej dyskusji nie traktuję jako niebezpiecznej - chociaż rozumiem, że w naszej aktualnej sytuacji zadawanie niepotrzebnych pytań może być uznawane jako jawne stawianie oporu, negowanie faktów, wolnościowe pierniczenie, tworzenie nieprawdziwej rzeczywistości i Bóg wie co jeszcze. Jeżeli ktoś to tak odbiera, to przepraszam. Ja i tak będę żył zgodnie z moim sumieniem, inni zgodnie ze swoim - chciałbym tylko sobie podywagować na ten temat, nic więcej. Tak jak obaj napisaliśmy wcześniej, nie wiemy jakie są realia wewnątrz grupy ludzi, która nam została do zaszczepienia, bo nie posiadamy odpowiednich danych - a przynajmniej nikt nie pokusił się i pewnie się już nie pokusi o ich zebranie. Nie wiemy ilu ozdrowieńców się zaszczepiło, a ilu pozostało niezaszczepionych (czyli ilu uodpornionych znajduje się w pozostałych 40% i procentowo jaką część z tej grupy stanowią). To może być np. 1/4 z niezaszczepionych (pozostałe 10% populacji), to może być nawet połowa (pozostałe 20% populacji). I nie wiem, co jest bardziej nieuzasadnione, bawienie się dla potrzeb dyskusji możliwością, że fifty-fifty, czy zakładanie z góry, że większość z niezaszczepionych, nie dość że jest nieskalana wyższą myślą, jest również nieskalana wirusem - jeżeli tak, to chyba trzeba czym prędzej zacząć się od "foliarzy" uczyć jak przez dwa lata uniknęli zarażenia się, bo wychodzi im to lepiej niż wszystkim dookoła! (żart). Co więcej, ciekawi mnie ile w tej grupie jest dzieci. Śmiem też wątpić, że akurat w tych pozostałych 40% zdecydowana większość jest w grupie ryzyka (patrząc na to jak wiele starszych osób chętnie zapisywało się na szczepienia, gdy tylko była taka możliwość). Musielibyśmy się przyjrzeć statystykom demograficznym - ile żyje osób w Polsce ma np. +60 lat i ile osób w tym wieku się zaszczepiło łącznie, by wiedzieć, ile ludzi z grupy ryzyka nam zostało w tych 40% niezaszczepionych. Generalnie jest to do zrobienia - ale oczywiście nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, a te pytania są kompletnie bez sensu, jeżeli już zdecydowaliśmy, że musimy i tak zaszczepić wszystkich - w ten sposób usuwamy wszelkie niepewności z planszy - bo wiemy już "na pewno". - wiem, przecież wiem. Stwierdzam tylko fakt, że ludzie u władzy i liczni eksperci chcą sprawiać wrażenie, że mają coś pod kontrolą, gdy nie mają - i wciskają ludziom poniekąd w dużej mierze kit, że będzie dobrze (chociaż sytuacja jest dynamiczna i sami cały czas uczą się o wirusie itd.), a później bulwersują się i dziwią, gdy ludzie mają dosyć ciągłego podnoszenia poprzeczki. Brakuje transparentności w tych działaniach, szczerości i być może odrobiny pokory, a zaraz będziemy reagować siłowo, co też tylko pogorszy zaufanie społeczne względem tych, którzy starają się coś zdziałać w tej sprawie. - do tego punktu programu wrócimy już, gdy będzie zaszczepione blisko 100% - u nas, lub gdziekolwiek indziej. Zobaczymy ile mają zachorowań, ile zgonów i przekonamy się, czy sytuacja w szpitalach zmieniła się diametralnie. Co do pytania, czy musi mi ktoś umrzeć z rodziny - znów niepotrzebne takie pytanie - które jednocześnie zakłada, że jak ktoś u mnie umrze, to dopiero mi się oczy otworzą. Będzie mi bardzo przykro, to chyba wiadome - ale każdy u mnie podjął decyzję za siebie i każdy odpowie za tę decyzję, więc oprócz przykrości nie będzie raczej wyrzutów sumienia. Przy czym wszyscy u mnie w najbliższej rodzinie mieli już COVID, niektórzy po dwa razy, łącznie ze mną, moją żoną i dzieckiem. Nasi pracownicy w rodzinnym biznesie też mieli COVID i od razu mówię, że zarazili się z różnych stron - od najbliższych i od nieznajomych i stosowali się do zaleceń i restrykcji, odbywając kwarantanny gdy tylko pojawiały się przesłanki, że mieli kontakt z kimś zarażonym. Całkiem niedawno wróciła do pracy pani, która miała COVID, zaszczepiła się dwiema dawkami Pfizera i teraz znów zachorowała i dwa tygodnie przeleżała w łóżku. Tyle z praktyki u mnie.
-
Pandemia trwa już dwa pełne lata, cały pierwszy rok bez szczepionki, odporność uzyskiwana była przymusowo w sposób naturalny, cały drugi rok pandemii, odporność uzyskiwana dobrowolnie przy pomocy szczepionek i poniekąd dobrowolnie w sposób naturalny (niektórzy nawet już dwa razy zdążyli przechorować, a inni przechorowali i zaszczepili się dwiema dawkami szczepionek). Nie możemy mówić o jakichkolwiek strategiach na przyszłość w tym momencie trwania pandemii, jakbyśmy zaczynali od zera. Inna sprawa, że te nasze strategie za każdym razem zmieniają pośrednie "osiągnięcie docelowe" i to zaczyna męczyć już wszystkich, nawet tych którzy wcześniej nie byli sceptyczni. Jak w jakiejś poważnej firmie robi się plan na cały rok, to się ustala konkretne cele i za ich realizację są benefity. W walce z pandemią, co chwile zmieniamy zdanie - albo ujmę to inaczej - co chwilę wmawiamy społeczeństwom na całym świecie, że jak zrobią A (ostatnia prosta!), to będzie Z, tymczasem okazuje się, że pomiędzy działaniem, a ostatecznym sukcesem jest jeszcze cały ciąg liter alfabetu i końca nie widać. Ludzie powoli czują się robieni w balona i to nie pomaga za każdym razem jak wprowadza się kolejny plan - a już w ogóle nie pomaga, jak zaczyna się myśleć o "obowiązkowych" działaniach. Teoria o osiągnięciu odporności stadnej jest jednym z takich nieszczęsnych założeń, w które wszyscy chcemy wierzyć, tylko nikt nie wie, czy naprawdę jesteśmy to w stanie osiągnąć i w co dokładnie mierzyć. Pierwotnie zakładało się, że jak 70-80% ludzi będzie odpornych, to może być ten poziom i co? Są kraje wyszczepione powyżej 70% i jakoś nie widzę raportów, by mieli już względny spokój. Nawet w Polsce, już na tym etapie, jeżeli 60% ludzi w Polsce się zaszczepi i dorzucimy do tego np. 20% nieszczepionych, a przechorowanych, to wyjdzie jakby ~80% z nas było już w jakimś stopniu odpornych - czy mamy już poziom odporności stadnej? Są dwie możliwości, które są równie prawdziwe. 1) Nie uzyskaliśmy jeszcze odporności stadnej 2) Uzyskaliśmy, tylko efekty które widzimy (~500 zgonów dziennie powiązanych z COVID) to nie jest coś, na co możemy sobie pozwolić. Czy to znaczy, że tylko ~100% przechorowanych i zaszczepionych to jest ten poziom? Czy jak dojdziemy do 100% ze szczepieniem dwudawkowym, to za moment będziemy mówić, że to też nie jest ten poziom, bo konieczny jest booster, a w przyszłym roku kolejne 3 dawki na Omikrona i jakąkolwiek inną odmianę wirusa, którą wykryją? Czy odporność stadną zyskamy dopiero, jak w ten sposób przez trzy następne lata będziemy się wszyscy szczepić 2-3 dawkami rocznie? Obawiam się, że hasło "odporność stadna" powoli zaczyna przypominać hasło "ostatnia prosta", to taka marchewka na kiju, zawieszona przez osłem, by szedł dalej do przodu. I nawet nie mówię, że ostatecznie taka strategia nie przyniesie rezultatów, tylko czy ludziom starczy cierpliwości... @beniowski Myślę, że należy po prostu wypośrodkować. Tak jak większość rzeczy na świecie dzieje się przypadkowo, tak większość z tych przypadkowych wydarzeń jest później wykorzystywana całkiem nieprzypadkowo z totalną premedytacją. Natomiast twierdzenie, że "nie ma czegoś takiego jak jakaś grupa rządząca światem, relizująca ów plan konsekwentnie" w temacie "teorie spiskowe" jest bluźnierstwem i powinieneś zostać ekskomunikowany!
-
@Bugs W Ameryce szczepili ludzi w zamian za darmowego burgera, weź handluj z tym ziom Ja widzę problem w tym, że zafiksowaliśmy się na tych pozostałych 40-45% narodu polskiego, która nie jest zaszczepiona, a nie mamy żadnych danych, które mówiłyby nam więcej o tych ludziach (poza domniemaniami odnośnie ich poziomu inteligencji) - nie wiemy jak wyglądają przedziały wiekowe wewnątrz tej grupy, ile osób w tych ~45% ze względu na podeszły wiek jest autentycznie "w grupie ryzyka" i może potencjalnie obciążyć system opieki zdrowotnej. Nie mamy też zielonego pojęcia ile z tych osób już przeszło chorobę (być może nie raz) i ma odporność równą jak nie lepszą od osób zaszczepionych. Jak rozumiem. w ogóle nas to nie interesuje, bo już obraliśmy sobie jedyną słuszną strategię, w którą najchętniej byśmy tych wszystkich ludzi wcisnęli - i by nie zawracać sobie głowy, czy takie potraktowanie ich będzie uzasadnione nawet z medycznego punktu widzenia, zaczynamy ich dehumanizować i przypisywać im degradujące cechy, niedouczenie, brak empatii, samolubność, ciasnotę umysłową i zwykłą pospolitość - tak łatwiej będzie ich potraktować bez pardonu, gdy przyjdzie odpowiedni moment. Osobiście zadziwia mnie głównie to, że cały czas ignoruje się kwestię naturalnej odporności. Jest tylko bycie w pełni zaszczepionym "bezpiecznym dla systemu", albo niezaszczepionym, "niebezpiecznym dla systemu". Bardzo czarno-białe podejście, tym bardziej, że podejrzewam, iż znaczna grupa Polaków ma już naturalną odporność i śmiem również podejrzewać, że w większości przypadków ta wytworzona pamięć układu odporności w niczym nie ustępuje zaszczepionym. By zobrazować dlaczego to może mieć jakiekolwiek znaczenie przy debacie dot. obowiązkowych szczepień, dla zabawy, czyli na potrzeby tej dyskusji, załóżmy że dobrowolnie zaszczepi się ostatecznie "tylko" 60% Polaków. Załóżmy też, czysto teoretycznie, że np. połowa z tych pozostałych niezaszczepionych 40% już ma naturalną odporność. To zostawiłoby nam 20% Polaków w niewiadomym wieku i z niewiadomi predyspozycjami do przechorowania COVIDu. Teraz wiedząc, że średnio ~40% przypadków jest generalnie bezobjawowych, można by się spodziewać, że 8% (40% z pozostałych 20%), gdy wreszcie po dwóch latach pandemii wejdzie w kontakt z wirusem, nie trafi do szpitali i nie obciąży systemu zdrowotnego. Przy takim założeniu, zostałoby nam ostatnie ~12% narodu, które jak złapie wirusa, to przejdzie objawowo, od łagodnych, przez średnie, do stanów wymagających opieki medycznej. Znów pytanie, ile z tych 12% przechoruje COVID ciężko i będzie wymagało hospitalizacji? Musielibyśmy wiedzieć, ile z tych pozostałych 12% jest w grupie ryzyka, by mniej więcej wyliczyć stopień zagrożenia. Gdzieś czytałem, że średnio ~12% ludzi przechodzi COVID ciężko. Więc znów, czysto dla zabawy liczbami, 12% z 12% to ~1,5% ludzi którzy potencjalnie mogą obciążyć system - i to z zaznaczeniem, że nie zachorują przecież wszyscy w tym samym czasie, jednocześnie. Przy takiej czysto teoretycznej symulacji wyciągniętej z tyłka, bo prawdziwych danych nie posiadam, powstaje pytanie, czy z powodu tych ~1.5%,, które potencjalnie "zagrażają systemowi opieki zdrowotnej w Polsce" warto wprowadzać ogólnokrajowy obowiązek szczepień? Drugie pytanie - czy koledzy w ogóle biorą pod uwagę jakie pozamedyczne negatywne skutki będzie miało wprowadzenie takiego obowiązku w Polsce? Z lekkości, z jaką padają te propozycji wnioskuję, że wprowadzeniu takiego obowiązku wydaje się być równie łatwe i neutralne w skutkach, co nakazanie ludziom jeździć na światłach przez cały rok.
-
@ps1974 widzisz, egoistyczne powody zaszczepienia są moim zdaniem tak samo egoistyczne, jak egoistyczne powody niezaszczepienia się, stąd cały mój poprzedni post, jeśli mam go uprościć w jednym zdaniu. Wytykanie komuś relatywizmu i wychodzenie w tym przypadku z pozycji "moralnej wyższości" całej grupy zaszczepionej uważam za nietrafioną strategię przekonywania, że należy się zaszczepić(?). Ktoś chce pokazać, jak jedna grupa jest odpowiedzialna i myśli o innych, a inna jest nieodpowiedzialna i nie myśli o innych - kiedy powód zaszczepienia u większości osób z którymi rozmawiałem, jest zupełnie przyziemny i niemalże wyłącznie egoistyczny. Nieegoistyczne powody zaszczepienia się - jak na przykład zaszczepienie się, by nie zarazić starszych rodziców lub dziadków z którymi ma się kontakt, oczywiście nie zaliczają się do tej kategorii - są innym, moralnie słusznym powodem, który się chwali, ale patrząc na ogół, mimo wszystko nie przypisywałbym go większości osób zaszczepionych.
-
Egoizm, powiadasz, i relatywizm? Ok, przyjrzyjmy się temu od drugiej strony: Na przykładzie mojej rodziny, przyjaciół i znajomych całkiem dobrze orientuję się, co stało za podjęciem decyzji o zaszczepieniu się - zainteresowani chętnie i bez oporów dzielili się informacją na ten temat, podczas licznych rozmów, które odbyliśmy odkąd szczepionka jest dostępna. Wszyscy młodsi ode mnie zaszczepili się, bo chcieli odzyskać swobody, które zabrały im restrykcje, albo by nie stracić tych, które im zabiorą (bo młodzi nie są głupi i doskonale wiedzą, że wejdą kolejne ograniczenia dla niezaszczepionych). Zaszczepili się, by w razie czego swobodnie chodzić do klubów, kin, restauracji i swobodnie podróżować, a przez pewien czas wierzyli też, że nie będą musieli dzięki temu nosić maseczek - jednym słowem chcieli używać życia jak przed pandemią. Znajomi w moim wieku ~35 lat, zaszczepili się z tych samych powodów, chcieli swobodnie jeździć na wakacje, odbywać zagraniczne podróże, a w razie wprowadzenia kolejnych restrykcji typu "nie wejdziesz do sklepu/restauracji/kina/urzędu" też mieć problem z głowy - plus - nie chcieli np. stracić pracy. Niewielka część z nich bała się także, że być może ich układ odpornościowy okaże się jednak słaby i być może przejdą ciężej ew. zachorowanie. Wszyscy starsi ode mnie, w wieku między 35-65 lat, zaszczepili się z identycznych powodów co młodsi, plus wiedzieli że są już w grupie bardziej zagrożonej, więc obawiali się, że mogą zachorować i wylądować w szpitalu. Wszyscy, których znam w wieku emerytalnym, z moimi dziadkami, wujostwem i sąsiadami włącznie, gdzieś mieli swobody i podróżowanie, najnormalniej w świecie obawiali się śmierci. Przerażała ich perspektywa, że się od kogoś zarażą i umrą, więc nie widzieli innego wyjścia. Spośród wszystkich osób zaszczepionych, które znam, nikt, kompletnie nikt, nie stwierdził podczas rozmowy ze mną, że szczepi się "bo ostatnia prosta", "by spłaszczyć krzywą zachorowań", "by nie umierało pięćset ludzi dziennie", "by wreszcie się to wszystko już skończyło", "by odciążyć służbę zdrowia", "bo musimy być solidarni jako naród". Teraz ci sami ludzie, którzy zaszczepili się w obawie o utratę własnych swobód i wolności, w obawie o utratę własnej pracy i źródła dochodów i podjęli świadomą decyzję, motywowaną obawą o własne zdrowie i ew. śmierć; te same osoby będą teraz mówić innym ludziom, którym tak samo nie widzi się utrata swobód i wolności, którzy tak samo obawiają się o utratę pracy i źródeł dochodów, i tak samo podjęli świadomą decyzję o swoim zdrowiu i ew. śmierci, że są egoistami? Naprawdę? To jest dopiero relatywizm. Takie uderzanie w podniosłe tony, mówienie o społecznej solidarności, odciążeniu systemu zdrowotnego i o trupach w workach, by wywołać w drugiej stronie poczucie empatii, wstyd, żal i strach, to zwykła hipokryzja. Dziwnym trafem, ta oczekiwana empatia i poczucie odpowiedzialności społecznej nie stało pierwotnie za żadnym przypadkiem zaszczepienia się, które osobiście znam, ale wymaga się od "opornych", by stało właśnie za ich decyzją (a właściwie, by stało za zmianą podjętej już świadomie decyzji) - inaczej okażą się przecież egoistami! Jakże szczera metoda przekonywania, wymyślona przez dzielnych i solidarnych, którzy wcale nie szczepili się z egoistycznych pobudek, chęci odzyskania swobody i ze zwykłego strachu przed utratą własnego zdrowia - oni przecież zrobili to w czynie społecznym. Gdy w tym temacie mówi się "przeciwnik szczepień" wrzuca się do tego wora wszystkich niezaszczepionych, bo jak wiadomo każdy niezaszczepiony, to "przeciwnik szczepień", mimo iż wielu niezaszczepionych nie ma nic przeciwko samej idei - tylko tak jak ja - nie zaszczepili się, bo zdążyli przechorować COVID i póki co mają antyciała. Nie mi oceniać, czy jestem cwaniakiem i czy żyję na koszt społeczeństwa -mimo wszystko to ciekawa teza odnośnie "większości rodzimych przeciwników szczepień", trudno będzie stwierdzić, czy prawdziwa. Powiem tylko, że większość niezaszczepionych osób, które osobiście znam, to ludzie pracy, w dodatku ciężko pracujący fizycznie, którzy prędzej robią na społeczeństwo, a nie odwrotnie. A większość przeciwników szczepień, których znam, to osoby które zostały wielokrotnie skrzywdzone przez system i "ekspertów", którym kiedyś wierzyli na zwykłe słowo - i dlatego patrzą teraz na wszystko nieufnym okiem.
-
Nie mam powodów, by nie wierzyć. Gruźlica jest fajnym przykładem, dałbym wszystko, by wystarczyło jedną dawką, tak jak to jest z gruźlicą, zaszczepić dziecko i mieć spokój z COVIDem na długie lata, jak nie do końca życia. Wojny z kolei są słabym przykładem, bo wywołali je ludzie i tak samo od nich zależało, czy i kiedy je skończyć. No chyba, że wnioskujesz, że skoro pandemię wywołali naukowcy z Wuhan, którzy niby uzbrajali wirusy dla dobra ludzkości (by wynajdować szczepionki na wirusy, które jeszcze nie istnieją) - to też mogą zakończyć pandemię wcześniej (może mają tajną szczepionkę! ) Postawa godna pochwały i dobry przykład dla innych. Tym bardziej jak pomyślę, jak przed pandemią wyglądały kolejki do lekarzy i ile osób stało w nich tylko chyba po to, by koniecznie wynaleźć jakieś schorzenie na siłę, a później kupić za drogi hajs leki, których i tak nie będzie brało, bo po pierwszej tabletce od tego doktóra, dziwnie się czują i jednak nie warto (przykład z życia wzięty we własnej rodzinie i nie tylko). Nie nie zapomniałem, moja pamięć jeszcze sięga rok wstecz. Co więcej, moja pamięć podpowiada mi, że w 2020 roku nie mieliśmy jeszcze szczepionki i nie było w zasadzie dobrych pomysłów, jak powstrzymać ludzi od zarażania się i umierania - walczyliśmy czym mogliśmy i jak nam rozsądek podpowiada, a pierwsze zastrzyki w Polsce na parę dni przed nowym rokiem (abstolutny koniec grudnia 2020), w pierwszej kolejności szczepiliśmy osoby starsze (do okolic marca?), a następnie +40 (zapisy w końcówce kwietnia tego roku). Dla wielu to już wydaje się trwać wieczność, a jednak nie minęło aż tak dużo czasu. Zgadza się - po to docelowo wprowadzony był twardy lockdown. Czy był skuteczny, w sensie czy bardziej pomógł, niż zaszkodził, tu już uważam, że jest to kwestia mocno sporna. Sam lubię zdroworozsądkowe podejście i zamknięcie tylu osób ile się da, by spowolnić rozprzestrzenianie się wirusa, należy do rozwiązań zdroworozsądkowych - jednak czasem życie pokazuje, że nie wszystko co zgodne z intuicją okazuje się być skuteczne. W tamtym czasie wiele było porównań między różnymi krajami, jednymi które nie wprowadziły twardych lockdownów, tylko zwykłe restrykcje i tymi które zamknęły wszystko i dane były mieszane, w wielu przypadkach wskazywały, że różnice w przypadkach i zgonach są najprościej w świecie statystycznie porównywalne - ale wtedy też pojawiały się głosy, że każdy kraj jest inny, bo ludzie są inni, klimat inny itd., więc nie wolno robić porównań 1:1. Tyczy się to nawet przykładów w USA, gdzie jeden stan wprowadził twardy lockdown, a drugi nie (chyba Kalifornia vs Florda?) - osiągnięte wyniki były podobne, ale nie wolno było dokonywać pochopnych porównań, bo to nie miarodajne itd. Dziś oglądałem wywiad z Andersem Tegnellem (lekarzem specjalizującym się w chorobach zakaźnych. Jest aktualnym epidemiologiem państwowym Szwecji. Na swoich stanowiskach odegrał kluczową rolę w szwedzkiej reakcji na pandemię świńskiej grypy w 2009 roku i pandemię COVID-19. Podczas pandemii COVID-19 w 2020 r.), który jest zadowolony ze sposobu walki z COVIDem przyjętym w Szwecji i nie wygląda, jakby musiał wyciągać jakieś dodatkowe wnioski odnośnie tych wszystkich rzeczy, o których piszesz. Sugestie, że wyginiemy jako gatunek z powodu COVIDu, są trochę... zbyt pesymistyczne, nie sądzisz? Jako gatunek dotychczas radziliśmy sobie z o wiele groźniejszymi chorobami, pytanie co kto uważa za "radzenie sobie". Wszyscy byśmy chcieli, by oznaczało to najlepiej zero ofiar i kompletne wyeliminowanie zagrożenia na stałe, ale to nie jest możliwe. Nawet teraz przyznajemy już przed sobą po cichu, że szczepionka nie chroni przed zachorowaniem i zarażaniem, więc nie wyeliminuje wirusa na stałe i bardziej martwimy się, że COVID będzie dłużej blokował nasz system zdrowotny i doprowadzał przez to do ofiar "nadprogramowych", a nie że nas wszystkich wybije sam COVID. Pomijam, że niektórzy są kompletnie bez serca i uspokaja ich fakt, że średnia zgonów wg. wieku to osoby ~80 lat i umierają głównie osoby z chorobami współistniejącymi, więc ile by sobie jeszcze pożyły? Jednocześnie nikt nie śmie korzystać z tych statystyk dla poparcia swojego podejścia do całej sytuacji, bo podawanie takich danych na zimno nie jest najmądrzejszym sposobem, by zyskiwać sobie zwolenników. Mnie w tym całym zamieszaniu bardzo martwią dziwne, nieprzewidywalne skutki uboczne przechorowania COVIDu (gdyby ktoś mnie pytał, dzięki że się interesujecie chłopaki! ), które są bardzo zdradzieckie w swojej naturze. Tak samo martwi mnie procentowy wzrost szans na wystąpienie chorób układu krwionośnego i zakrzepicy, zarówno po samej chorobie, jak i po podaniu szczepionki (o czym powoli mówi się otwarcie - wiadomo, że nie chcemy straszyć i zniechęcać nikogo do wzięcia szczepionki na tym etapie, więc nie będziemy o tym trąbić). @ps1974 to ciekawe co piszesz o Budimexie, nie wiedziałem. Co do Pfizera itd., nawet nie wiem, czy zrzucam na firmę (Pfizera) odpowiedzialność za słabe przygotowanie negocjacyjne drugiej strony. Raczej zauważam fakt, że robią co chcą, a nie wnikam (może poza tymi około-monopolowymi przesłankami) w powody, dla których kraje się zgadzają. Gdybym miał głębiej wnikać, to doszedłbym pewnie do wniosków, że politycy są słabi i nieodpowiedzialni. Z jednej strony chcą przed wyborcami wyglądać dobrze, więc pozyskanie szczepionki jest dla nich priorytetem, by było, że coś robią (patrzcie, załatwiliśmy, dojadą być może w marcu i tyle i tyle dawek, zaszczepimy ileś milionów obywateli itd.), jednocześnie zgadzają się na kompromitujące zasady realizacji dostaw, bo ich to osobiście nic nie kosztuje. To nie oni będa musieli osobiście płacić z własnych portfeli, gdy jakiś obywatel będzie chciał się sądzić za doznane krzywdy itd. A jak ktoś się zacznie czepiać samych szczegółów kontraktów, to tak jak na przykładzie FDA w Ameryce, powiedzą że upublicznią za 75 lat i święty spokój, pozamiatane. "Zdajesz się również nie zauważać, że to jest raczej normalne zachowanie w biznesie (jakkolwiek czasem etycznie wątpliwe) a nie coś szczególnego." Myślę, że fakt i wytykam takie zachowania palcem, sprawia wrażenie, jakbym nie zdawał sobie sprawy, że to normalnie zachowania w branży itd. Zapewniam, że nie spodziewałbym się niczego innego, ani po producentach, ani po negocjujących z nimi rządach. Mniej więcej wiem, jak skonstruowany jest świat - czasem po ludzku dobija mnie, że jednak jest jak jest i wszyscy przechodzimy wobec tego do codzienności - "bo tutaj jest jak jest, po prostu i ty dobrze o tym wiesz" @Lincoln Six Echo ok, już rozumiem.
-
@beniowski Sęk w tym, że w tych wcześniejszych wywodach nigdzie nie stwierdziłem, że szczepionka jest beznadziejna. Więc nie rozumiem dlaczego to konkretne pytanie jest skierowane do mnie. To znaczy udaję, że nie rozumiem - poniekąd jako że jestem jedną z niewielu osób, które czysto hobbystycznie udzielają się w roli adwokata diabła w tym temacie (który został zdominowany przez sceptyków, tylko nie tych spiskowych, a sceptyków-w-stosunku-do-sceptyków 😅), rozumiem, że z automatu zaczynacie mnie utożsamiać z kimś, kto mówi, że szczepionka jest bez sensu. Mimo iż kilkakrotnie już się określałem na ten temat. Otóż ponownie napiszę, że uważam szczepionkę za coś potrzebnego i niech każdy kto uważa, że jego organizm tego potrzebuje, w sensie kopniaka, by wytworzyć antyciała - bierze szczepionkę. Podpinanie pod tę decyzję wielkich haseł jak "solidarność" już do mnie tak mocno nie przemawia - wiele osób martwi się o swoje zdrowie, albo po prostu chce jechać na wakacje. Wkrótce wiele będzie chciało po prostu wejść do restauracji, albo skorzystać ze sklepu i tyle z tych wielkich haseł. Moja "prosta porada odnośnie zakończenia pandemii" wygląda tak - że pandemia skończy się sama. Wiem, że brzmi to niesamowicie kontrowersyjnie i niewiarygodnie. Jak to sama? Ano, nie wiem czy wiecie, ale ludzkoś nie istnieje od 2019 roku i przeżyliśmy wiele epidemii i pandemii (z różnymi stratami). Zmieniło się tylko podejście do tych spraw, teraz chcemy mieć totalną kontrolę nad wszystkim, a najlepiej jakby dało się wyeliminować wirusa w całości z obiegu i to najlepiej przy pomocy rządowych dyrektyw (jeszcze pamiętam niedawne teorie co poniektórych, jak to twardy lockdown na kilka miesięcy po prostu usunie wirusa, bo ileż można chorować i zarażać się wzajemnie, jeżeli wszyscy będą odizolowani przez kilka miesięcy). Ogólnie w XXI wieku wszystkim się wydaje, że mają wielki wpływ na to co się dzieje na świecie, w tym na rozprzestrzenianie się wirusów - zresztą od przeświadczenia o totalnej kontroli nad wirusem się zaczęło, naukowcy z Wuhan potwierdzą... Naturalna kolej rzeczy jest taka, że to minie, częściowo samo, a częściowo z naszą pomocą (szczepienia stanowią znaczący czynnik w tej kwestii). Wiadomo, że im więcej osób się wyszczepi, im więcej zachoruje i przechoruje naturalnie, tym szybciej ten wirus zmieni się w coś podobnego do sezonowej grypy. Gdy dojdzie do tego jeszcze jakaś paleta leków opracowanych konkretnie przeciw COVID, przewiduję, że za dwa/trzy lata wrócimy do jako takiej normy - z medycznego punktu widzenia. Pytanie ile "pandemia" będzie podtrzymywana przez rządy i media, to już zupełnie inna sprawa. Jeżeli ją prawnie zabetonujemy jakimiś paszportami, izolacją niezaszczepionych, obowiązkami szczepień pod groźbą kar itd., to nie wiem kto i kiedy z rządzących miałby nagle dobrowolnie dojść do wniosku, że już koniec, starczy tego. Oddajemy wam kontrolę nad waszym życiem, możecie wchodzić wszędzie gdzie chcecie, spotykać się z kim chcecie robić co tylko chcecie - i nie musicie się już obowiązkowo szczepić - dziękujemy za pomoc wielkim koncernom, brawo, oklaski dla wszystkich! Wspaniała robota! Udało się! @ps1974 nie no, rozumiem, dlaczego Pfizer sobie wymógł takie, a nie inne warunki w kontraktach i rozumiem, że część z klauzul jest tajna. Chciałbym powiedzieć, że fakt, że w ogóle mógł wymóc co tylko sobie wymarzył mnie szokuje - ale nie, nie szokuje. Jestem jakoś tak... zniesmaczony, może tak to ujmę. "Czym różni się umowa skonstruowana przez Pfizera względem np. umowy na utrzymanie autostrady A4 pomiędzy Państwem a Budimexem?" - kurde nie wiem, akurat nie siedzę w temacie. Ale Budimex chyba nie zaznaczył w kontrakcie, że jak autostrada będzie krzywa i będą w niej dziury, to nie ponoszą odpowiedzialności; a jak ktoś przez to ktoś zginie, to też nie będzie ich można pozwać; a co do napraw, to nie gwarantują żadnych terminów wykonania roboty; a jak państwo im nie zapłaci, za wykonaną robotę, to zapłatę przyjmą w postaci pakietu kontrolnego Orlenu? - oczywiście koloryzuję.
-
Microsoft też nie ma monopolu z Windowsem - zawsze można sobie zainstalować Linuxa, co nie zmienia faktu, że większość woli jednak Windowsa. Monopol to może nieodpowiednie słowo w przypadku producentów szczepionek na COVID (choć nie ma ich wielu). Szczepionka Pfizera jest jednak uznawana za najbardziej skuteczną i pożądaną na świecie, zresztą podejrzewam, że firmy takie jak Morderna zawierają takie same kontrakty z państwami, jak Pfizer, więc jest to wybór między tym samymi "nieprzyjemnymi" dostawcami, na tych samych warunkach, ale jeden z nich dostarcza coś ciut bardziej pożądanego. Gdyby taka Brazylia uważała, że ma szerokie pole do popisu w wyborze najlepszej szczepionki, za nic nie zgodziłaby się na takie traktowanie w kontrakcje z dostawcą - no chyba że lubią zgadzać się na wszystko i są masochistami. W Polsce wyszczepione jest na ten moment ~50% ludności, co jak rozumiem oznacza, że drugie 50% jest "antyszczepionkowcami" (?). Gdy mamy stosunek 50/50, zamiast tak generalizować, bezpieczniej byłoby powiedzieć "połowa społeczeństwa, ma pretensje do drugiej połowy" i usunąć 'słuszne" ze zdania, bo to już czysta opinia, która zależy od punktu widzenia - przynajmniej gdybym ja tak generalizował będąc po drugiej stronie barykady, natychmiast by mi to zostało bezwzględnie wytknięte. @Lincoln Six Echo czytając Twoje wnioski odnoszę wrażenie, że nie zagłębiłeś się w ten temat, tak jak sugerujesz, tylko czytałeś/słuchałeś po łebkach Punktowe chronienie osób zagrożonych to nie zero-jedynkowe podejście względem szczepienia - i nie ma nic wspólnego z "moralnością Kalego" (@desmo ) . "Punktowe działania w celu ochrony osób szczególnie narażonych" na początku pandemii miały(by) służyć zmniejszeniu ilości zarażeń i potencjalnej śmierci w tej grupie, w trakcie gdy reszta mniej zagrożonych grup wiekowych starałby się funkcjonować na tyle normalnie, na ile to możliwe (przy zachowaniu środków ostrożności, takich jak noszenie masek tam gdzie trzeba, dezynfekcja itd.). To rozwiązanie byłoby stosowane do momentu wynalezienia skutecznego leku/szczepionki, nie byłoby ciągnięte w nieskończoność "i weźta siedźta i gnijta w domach stare dziady". Teraz, gdy szczepionka jest wynaleziona, powszechnie dostępna i tak skuteczna jak się podaje (a potencjalnie jest też jakiś lek w drodze), nie ma sensu przetrzymywać osób szczególnie narażonych w domach - skoro są w pełni zaszczepione i chronione na ile osiągnięcia nauki nam pozwalają. Chyba, że nie wierzymy w skuteczność szczepionki i nie są chronieni? W takim rozwiązaniu nie chodziło więc o pozbawioną empatii segregację - nawet gdyby porównać obie sprawy, czyli odizolowanie starszych osób wtedy vs. odizolowanie osób niezaszczepionych teraz, to jest chyba ogromna różnica w odizolowaniu jednej grupy na początku pandemii dla jej dobra, gdzie nie wiadomo było wiele o wirusie i nie było szczepionki, versus odizolowanie pewnej grupy teraz, za karę, gdy być może jesteśmy już na półmetku pandemii (a w niektórych krajach już na końcówce), a ci co mogli i chcieli się zaszczepić (i w ten sposób ochronić), już to uczynili - łącznie z przedstawicielami grupy najbardziej zagrożonej. Jedno rozwiązanie chroni narażonych do momentu opracowania skutecznej pomocy, drugie rozwiązanie izoluje wszystkich jak leci (bez względu na wiek i stopień zagrożenia), po tym jak ze skutecznej pomocy skorzystali ci co chcieli i mogli.
-
Ok, rozumiem o co ci chodzi. Przyznasz jednak, że gdyby Pfizer się wypiął na dajmy na to Brazylię z dostawami, to najpierw by tracili czas na negocjacje z Pfizerem (na zasadzie, ej nie bądźcie tacy, jakoś się dogadamy), a później traciliby cenny czas na zawarcie umów z innym producentem (pewnie już pod presją czasu), który z kolei musiałby mieć produkcję na poziomie zadowalającym potrzeby całego kraju, którego dotychczas nie brali pod uwagę. Klauzule są generalnie "na wypadek gdy" i mają wiązać obie strony, motywując je do postępowania zgodnie z umową. To jakie klauzule są w umowie odzwierciedlają, kto jest górą w umowie i odzwierciedlają podejście jednej strony do drugiej - Pfizer w tym przypadku miażdży swoją siłą i majestetem, otrzymując wszystko co tylko producent mógłby sobie zamarzyć w kontrakcie. Zero odpowiedzialności odnośnie skutków ubocznych, zero odpowiedzialności odnośnie ew. łamania patentów, zero odpowiedzialności odnośnie terminów i wielkości dostaw. Gdybym dziś zawarł z tobą umowę, że będę ci dostarczał codziennie lek na dowolną chorobę, która zagraża twojemu życiu, i w umowie zawarł, że to ja decyduję, czy na pewno to będzie codziennie, to ja już trakcie trwania umowy decyduję jaką cenę przyjdzie ci za ten lek zapłacić, nie możesz nikomu w rodzinie wspominać o tej umowie, jeżeli nie dam ci pisemnej zgody, a jak będziesz miał jakieś skutki uboczne po spożyciu leku, to nie możesz mnie pozwać, a jak nie daj Boże mi nie zapłacisz, to zaznaczam, że w ostateczności przejmę dochodowy biznes który prowadzisz - raczej szukałbyś innego dostawcy leku, nieprawdaż? Ale jest tak jak sugeruje @desmo - to mrzonka, bo mam praktycznie monopol. Tylko czy to zmienia fakt, że powinniśmy się oburzać na postawione przeze mnie warunki? Bo mam wrażenie, że trzeba siedzieć cicho, bo takie wynurzenia są niepotrzebne i szkodliwe wręcz. @goral_ Wolni i Przeciwni to ciekawa propozycja, jednak jak już dojdziemy do władzy i wyeliminujemy wszystko to o czym pisałeś, to czemu dalej będziemy "Przeciwni". Rozumiesz, po sukcesie się to trochę zdewaluuje. Jak będziemy Wolni i Swobodni, to przed i po będzie miało nadal sens.
-
@desmo Niby piszę jasno i wyraźnie, a jednak odpowiedzi są jakby "obok" tego co piszę. Chyba specjalnie? Pokazuję w temacie "Teorie spiskowe", że gigant farmaceutyczny wykorzystuje bezwzględnie światowy kryzys i robi sobie z rządami dosłownie co chce, nie biorąc jakiejkolwiek odpowiedzialności za swój produkt (co jest przecież złotym standardem w świecie leków i szczepionek, nieprawdaż?), a póki co odpowiedzi na to są takie, że a) Pfizer nie zajmie lotnisk w Brazylii. b) "Jak takiś mądry, to zbojkotuj ich produkt cwaniaczku". Łał, nie wiem jak na to zareagować, może powiem, że całkiem przypadkiem już bojkotuję ich produkt, skoro nie jestem zaszczepiony ich szczepionką? Cóż więcej mam uczynić? Zimno jest, nie chciałbym teraz wychodzić z transparentem na ulice i się przeziębić, bo jeszcze musiałbym sobie herbatę z imbirem parzyć, kanapki gęsim smalcem smarować, a czoło nacierać cebulą przecież... @beniowski czy teraz sugerujesz, że Pfizer nie odetnie dostaw szczepionki, jeżeli Brazylia by za nie nie płaciła? Bo nie do końca rozumiem. Grozić to sobie mogą, ale w razie czego dalej będą dostarczać im produkt za darmo, z dobroci serca? A klauzulę umieścili w umowie dla jaj, bo obie strony wiedzą że jest nie do wyegzekwowania (dlatego Brazylia się na nią zgodziła, śmiejąc się po cichu z głupoty Pfizera? Do kwestii Indii się nie odniosłem, bo nie jestem robotem, by wypowiadać się w każdym temacie, który jest tu rzucony na wiatr. Jeżeli chcesz, bym się wypowiedział - to zgadza się, Indie i Chiny robią sobie co chcą, kopiują co chcą i trudno pociągnąć ich za to do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Ty natomiast w reakcji na to co napisałem, odpowiedziałeś "Pomijając inne kontrowersyjne kwestie poruszone w tym filmie," i jakoś się nie przyczepiłem do takiego pominięcia, oczekując że teraz punkt po punkcie będziesz komentował. Wklejam takie filmiki i zestawienia dla czyjejś czystej refleksji, nie oczekuję przecież, że będziemy teraz pisać na ten temat elaboraty, albo stworzymy tu na forum jakiś ruch oporu przeciwko Pfizerowi. (Nawet jeśli, @desmo nie otrzyma zaproszenia!!! ) @goral_ Proponuję nazwę WiS - Wolność i Swoboda
-
@beniowski Sugerujesz, że ta klauzula w kontrakcie jest martwa i że nikt nie wyegzekwuje na Brazylii ściągnięcia długu w takiej, czy innej postaci? Nawet gdybyś miał rację i było to w rzeczywistości trudne do wyegzekwowania, sama groźba zajęcia aktywów państwowych jest... no własnie, groźbą - lepiej spłacajcie, inaczej zrobi się nieprzyjemnie, sami podpisaliście tę klauzulę, a my jesteśmy firmą o miliardowych obrotach i stać nas na najlepszych prawników na świecie - i nie tylko. Zresztą, nie będziecie chcieli zapłacić nam w takiej, czy innej formie - koniec z dostawami szczepionek. Postarajcie to wytłumaczyć swoim obywatelom, miłego dnia Znajdź zwolenników tych rozwiązań i walcz przyjacielu, walcz co sił, tak jak nasi przodkowie! Za wolność, urrraaaa!
-
O tym jak Pfizer wykorzystuje swoją pozycję przy zawieraniu kontraktów z rządami, m.in. na przykładzie Brazylii, Kolumbii i innych: Szybkie podsumowanie, dla tych co i tak nie obejrzą, albo nie znają angielskiego: 1. Zawierając kontrakt z danym państwem, Pfizer zakazuje podawania opinii publicznej jakichkolwiek szczegółów umów, bez wcześniejszej zgody na piśmie ze strony firmy. 2. Pfizer zakazuje przyjmować darowizn w postaci szczepionek z innych krajów - kraje mogą używać tylko samodzielnie zakupionych dawek, inaczej kontrakt zostanie natychmiast zerwany (oczywiście dane państwo musi zapłacić wtedy za niedostarczone jeszcze partie szczepionki. 3. Jeżeli ktokolwiek oskarży Pfizera o kradzież własności intelektualnej (dot. ochrony patentu) w przypadku szczepionki, to nie firma (Pfizer) będzie bronić się przed sądem, tylko kraj, który zawarł z nimi kontrakt. 4. Pfizer ma być całkowicie chroniony przed wszelkimi cywilnymi pozwami ze strony obywateli kraju, z którym zawarł kontrakt, jeżeli szczepionka wywoła niepowołane skutki uboczne. Jeżeli już, to kraj który podpisał z nimi kontrakt, może wikłać się rozprawy sądowe i wypłacanie ew. odszkodowań - innymi słowy obywatele mają sobie sami płacić ew. odszkodowania ze wspólnej państwowej kasy. 5. To po stronie Pfizera leży ostateczna decyzja kiedy i jakie ilości szczepionki zostaną dostarczone oraz ile trzeba będzie za nie zapłacić (decyduje o cenie i może dokonywać jej zmian w trakcie realizowania kontraktu). 6. Pfizer może sięgnąć po aktywa państwowe, by zabezpieczyć uregulowanie płatności za szczepionkę. W skład tych aktywów wchodzą nie tylko konta bankowe, bony skarbowe itd, ale także państwowe firmy (jak np. linie lotnicze, przemysł wydobywczy itd.) 7. Jeżeli państwo będzie chciało się wycofać z kontraktu, albo którejkolwiek klauzuli, nie będzie mogło pozwać Pfizera - sprawą zajmie się prywatna komisja składająca się z trzech arbitrów, a całość będzie przeprowadzona w kompletnej tajemnicy na zasadach praw ICC (International Chamber of Commerce), a nie praw obowiązujących w danym kraju. Jak dla mnie cacy, nothing to see here, move along! To oczywiście nie świadczy o tym, że szczepionka jest zła i nie należy jej brać. Pokazuje nam tylko, że jak prywatna firma farmaceutyczna może wziąć na zakładników całe rządy i ochronić się przed jakąkolwiek odpowiedzialnością, za cokolwiek - a za ew. niepowodzenia i nieprzyjemności musi zapłacić dany kraj i nic nie da się z tym zrobić- to właśnie nazwałbym bioterroryzmem, ale co tam. @Lincoln Six Echo nie wiem czy bezpośrednio w odpowiedzi na Twoje pytania (bo sam nie jestem za chodzeniem wszędzie bez masek, ani nie szczepieniem się, ani brakiem jakichkolwiek restrykcji), jeszcze jakiś czas temu bodajże pytałeś mnie pod kątem lockdownów i jak to sobie alternatywnie wyobrażałem - wcześniej, czysto zdroworozsądkowo teoretyzowałem tu w tym temacie, że w pierwszych miesiącach pandemii trzeba zadziałać punktowo, chroniąc grupę najbardziej narażoną. Całkiem niedawno natknąłem się na wywiad z jednym z twórców Great Barrington Declaration (The Great Barrington Declaration – As infectious disease epidemiologists and public health scientists we have grave concerns about the damaging physical and mental health impacts of the prevailing COVID-19 policies, and recommend an approach we call Focused Protection (...) , która najwidoczniej pokrywa się z moim sposobem myślenia. Wywiad fajny, choć długi (ponad godzina), jak ktoś ma cierpliwość, by posłuchać, daje ogląd co można było i nadal można, robić inaczej (według epidemiologów z renomowanych uniwersytetów).
-
Tymczasem w sygnaturce: Każdy stary człowiek ma swoją historię i powód, dlaczego jest taki, a nie inny. Pomyśl o tym, zanim mnie osądzisz. Obiecuję, że pomyślę
-
Przy obecnym stopniu wyszczepienia w Polsce przynajmniej dwiema dawkami, na poziomie ~50%, rosnącym z każdym dniem (dziś kolejne 235,7 tys. zaszczepień) (póki co bez narodowego obowiązku szczepienia) jak nagle miałoby umierać nas tak znacząco więcej? Tysiąc, dwa, pięć tysięcy? Raczej nie "cofniemy się w rozwoju", tym bardziej że w drodze ponoć lek od Pfizera, a ludzi którzy chcą się szczepić bez przymusu nadal jest trochę w zapasie. Generalnie rozumiem, że jak się jest "pro" to wszyscy z innym zdaniem muszą być "anty", ale gdy się spojrzy na protesty w takiej Austrii, tam protestują też ludzie w pełni zaszczepieni. Szanowni koledzy (których szanuję zarówno ze względu na waszą wiedzę, wykonywane zawody i naszą wspólną pasję do zegarków) - naprawdę żeby być przeciw obowiązkowym szczepieniom, nie trzeba być przeciw samej idei szczepień na COVID. To tak jakbym lubił rosół i uważał, że jest zdrowy i pomagał wyjść z przeziębienia, ale miał przez to automatycznie zgadzać się z rządową dyrektywą, że wszyscy Polacy muszą od dziś pić rosół dwa razy w 5-dniowym tygodniu pracy, a trzecią dawkę (przypominającą) spożywać obowiązkowo w niedzielę - a jak tego nie będą robić, to 20 000 kary lub więzienie. I żeby nie było, rosół nie jest na zwykłe przeziębienie, tylko nowy groźny wariant, który przywędrował z Rosji, z jakiegoś tajnego laboratorium w górach Ural, a sam rosół też nie jest zwykły (taki jak przywykliście, co wasza babcia gotowała na kurze), tylko sztuczny, opracowany w nowej technologii instant, przez trzy wiodące firmy, Knorr, Winiary i Amino - które z tym samym rządem podpisały umowy, których szczegółów niestety nigdy nie poznacie. Oczywiście to co pisze @Bugs o sytuacji w szpitalach jest prawdą, nikt tego nie neguje (nie ma wśród nas Edyty Górniak, która szukałaby podstawionych statystów w łóżkach). Ja w poprzednim poście podniosłem temat dotkliwych kar (pieniężnych i kar więzienia) oraz restrykcji, które są stosowane by zmusić ludzi do szczepień i uważam, że takie narzędzia/metody obrócą się przeciwko nam w przyszłości - to jest proste jak drut - i nie urodziliście się przecież wczoraj, by nie wiedzieć jacy są politycy i jacy są ludzie przy władzy i że chcą mieć tylko więcej władzy, a nie mniej - a jak się im ją daje za darmo, to któż by nie skorzystał? Dziś skorzystają w prawdziwie "słusznej sprawie", jutro stworzą własną "słuszną sprawę" i tak samo skorzystają - tylko my na tym już nie skorzystamy jako naród.
-
Przyczyn w takim odciąganiu publikacji może być wiele. Ktoś może po prostu nie chce brać odpowiedzialności, jak dadzą termin 75 lat, to ktokolwiek cokolwiek zawinił, już nie będzie żył do tego czasu - przy czym sam proces publikacji, po kilkaset stron, z możliwością wykreślenia dosłownie każdego zdania, które może być niewygodne, daje totalny spokój wszystkim zaangażowanym - cokolwiek by nie mieli za uszami - czyt. okazałoby się, że dane przedstawione przez producentów były palcem po wodzie pisane, albo klauzule na które się zgodzono są wysoce kompromitujące itd. Jak zwykle super chamskim jest takie wciskanie kitu, że się będzie "transparentnym", a później wciskanie kolejnego kitu, że organizacja taka jak FDA nie ma pracowników, by zredagować dokumenty w czasie krótszym niż 75 lat. Toć to jest ***** żenujące. Mnie przeraża, autentycznie przeraża, jaki "postęp" poczyniliśmy w dwa lata ku globalnej dyktaturze. Dajemy politykom i rządom swobodnie wprowadzać ustawy, które bez COVIDu w tle wywołałyby niesamowite, narodowe oburzenie - ludzie potrafili ze względu na ACTA wylegać na ulice, by bronić "wolność w Internecie", a teraz tworzy się narzędzia opresji i społecznej segregacji - i wszyscy są przekonani, że te narzędzia będą używane tylko w przypadku zagrożenia wirusem? Co więcej, to nawet często nie są ustawy - bo prawa w różnych krajach nie pozwalają na taką "wolną amerykankę", więc wprowadza się regulacje, boczną drogą - byleby coś przeforsować, a że bezprawnie, to niech się już obywatele na poziomie sądów wykłócają. To też jakaś społeczna schizofrenia, bo np. ludzie potrafią być super podejrzliwi co do rządu/partii rządzącej, której nie cierpią, ale jak ten sam rząd/partia rządząca wprowadza jakieś nowe ustawy dające im nielimitowane możliwości pacyfikowania obywateli pod kątem COVIDu, to nie ma sprawy - uprzedzenia i podejrzliwość znika? Dajcie spokój, jak trzeba być naiwnym i krótkowzrocznym, by nie widzieć potencjalnych zagrożeń?
-
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
I jeszcze jakiś konkurs jest, ciekawe czy można wygrać Rolexa? -
Otwarte! Jak to dobrze, gdy jest otwarte! A nie ma tak dobrze wszędzie, bo w niektórych miejscach jest zamknięte! Z okazji ponownego otwarcia, garść newsów z Covidowego świata! W Stanach Zjednoczonych CDC (Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom) właśnie zmieniło swoją definicję szczepionki, ze starej (poniżej wolne tłumaczenie): Produkt, który stymuluje układ odpornościowy człowieka do wytworzenia odporności na określoną chorobę, chroniąc osobę przed tą chorobą. (...) Na nową: Preparat, który służy do stymulowania odpowiedzi immunologicznej organizmu na choroby. (...) Czemu takie zmiany? Ponoć ludzie wytykali, że szczepionka na COVID nie jest szczepionką nawet według własnej definicji CDC. Obserwując to co wycięto i to co zostawiono, łatwo zrozumieć, co w starszej definicji nie pasowało. Czytając starszą wersję, można było oczekiwać po szczepionce, że "wytworzy u człowieka odporność", jak i docelowo "ochroni przed chorobą/zachorowaniem"), tak więc... zmieniono definicję, pewnie by już takich absurdalnych oczekiwań nie było. Jak dla mnie niuans, taka anegdotka, bo co nam po definicjach, skoro i tak nie można pozwać producenta za słabą skuteczność i ew. skutki uboczne dla zdrowia po przyjęciu preparatu - jak widać jednak kogoś takie niuanse wnerwiają do tego stopnia, że zmieniamy już definicje. W tej samej Ameryce, FDA (Agencja Żywności i Leków), która odpowiada za kryzysowe dopuszczenie szczepionki Pfizera do użytku, poprosiła właśnie sąd, by dokumenty, które zadecydowały o tym "kryzysowym dopuszczeniu" zostały upublicznione w ciągu następnych 75 lat, czyli do roku 2096. W FDA twierdzą, że mają tylko kilka osób na dziale dokumentów i nie będą w stanie zredagować tak dużej ilości stron i zajmie im to 75 lat (ponoć wcześniej poprosili sąd o 55 lat, ale zreflektowali się, że się nie wyrobią). Co ciekawe, zrecenzowanie tych samych dokumentów, by podjąć decyzję o dopuszczeniu szczepionki do użytku w całym kraju, zajęło im 108 dni. Teraz poniekąd zostali "zmuszeni" do wystosowania prośby o danie im 75 lat na publikację, ponieważ grupa prawników i lekarzy naciskała na nich, by wywiązali się ze swojego obowiązku wobec obywateli USA (i wcześniejszych zapewnień o pełnej transparentności). Historia wygląda tak, że FDA podjęło decyzję na podstawie bodaj +300 000 stron dostarczonej przez producenta dokumentacji. Zobowiązało się przy tym do pełnej przejrzystości jeżeli chodzi o opublikowanie dokumentów, które zaważyły o takiej decyzji i chociaż 108 dni wystarczyło im na podjęcie decyzji, teraz potrzebują circa 75 lat na powolne publikowanie tych dokumentów, w partiach po kilkaset stron miesięcznie. Oczywiście wynika to m.in. z faktu, że muszą dokładnie przyjrzeć się każdej stronie i wykreślić na czarno "wrażliwe dane i informacje", by w 2096 społeczeństwo poznało "pełną" dokumentację - cokolwiek to znaczy, ponieważ w wielu miejscach zapewne będzie wyglądała tak: Tak samą zresztą, jak "ujawnione" kontrakty między producentami szczepionek, a Unią Europejską, jeżeli można to tak nazwać, skoro nawet Europosłowie dostali wersję na tyle zredagowaną i pokreśloną, że niewiele można z niej zrozumieć, o czym mówił jeden pan z Rumunii (ten link już kiedyś wklejałem): Owa wymagana transparentność ze strony FDA jest m.in. odpowiedzią na naciski rządu na obywateli USA. Zdroworozsądkowo, jeżeli rząd nakazuje szczepić się czymś, co pierwotnie zostało dopuszczone w trybie awaryjnym, niech będzie jasnym na jakiej podstawie podjęto taką decyzję. W innym przypadku (jeżeli odtajnienie rzeczywiście zajmie 75 lat) wymagamy, by ludzie szczepili się ślepo wierząc w słuszność rządowej decyzji, podjętej niejako pod presją czasu (a kto wie, czy nie zmotywowanej również "innymi" przesłankami). Przypominam też, że ostatnio w USA prezydent Biden prawdopodobnie dokonał "lekkiego nadużycia" swoich mocy, dzięki czemu wprowadzono boczną drogą (nie ustawowo, tylko wykorzystując Administrację Bezpieczeństwa i Higieny Pracy) obowiązek szczepienia w firmach powyżej 100 osób. Ten "obowiązek" obecnie jest teraz kwestionowany w wielu sądach i póki co, sądy go wstrzymują - z przeróżnych powodów, zarówno prawnych (jest to prawdopodobnie niekonstytucyjny nakaz) jak i praktycznych (obowiązek w ogóle nie bierze pod uwagę indywidualnych przypadków). Wcześniej w USA nakazano szczepić się wszystkim pracownikom federalnym, co zaowocowało masowymi zwolnieniami na życzenie w różnego rodzaju służbach (jak widać nikt nie przejął się tym, że już teraz brakuje im sił w policji, ze względu na zwolnienia związane z "pokojowymi protestami" w wielkich miastach, oraz mają braki w kadrach w szpitalach - gdzie niezaszczepiony personel pewnie i tak uzyskał odporność mając non-stop kontakt z chorymi). W samym sierpniu tego roku z pracy zwolniło się blisko 3% Amerykanów (przypominam, że ich populacja to ~330 milionów), co jest najwyższym wynikiem od co najmniej dwudziestu lat (odkąd Bureau of Labor Statistics w ogóle prowadzi takie statystyki). Tymczasem bliżej nas, bo w Austrii, już szykują ustawę odnośnie obowiązkowego szczepienia całego narodu, no i starają się ustalić jak ukarać osoby, które nie będą się chciały szczepić. Póki co proponowane są kary między €3600 (16 600zł), a €7200 (33 200zł) dla najbardziej opornych, wielokrotnie ignorujących wezwania do szczepienia, którzy w ten sposób będą stwarzać oczywiste zagrożenie dla reszty społeczeństwa. "Proponowane rozwiązania" w tej ustawie przewidują, że gdy ktoś się w ogóle nie zamierza szczepić, prawdopodobnie ową karę otrzymywać będzie co pół roku, czyli możliwe, że na osobę wyjdzie od 33 200zł do 66 400zł rocznie. No ale Austriaków przecież stać, w końcu bogaty naród, a za "bezmyślną wolność" trzeba teraz płacić. Tymczasem Wielkiej Brytanii, ich premier, Boris Johnson, też już coś przebąkuje o konieczności przeprowadzenia "debaty" o obowiązku szczepienia. Niestety póki co nieśmiało, bo nie pomaga mu ani to, że najnowszy wariant COVIDu, Omikron, nie jest najlepszym straszakiem (ze względu na dane, które póki co wskazują, że nie jest to super śmiertelna mutacja - wariant ten nie jest tak medialny, jak Delta), ani fakt, że samemu musi się gęsto tłumaczyć z okołoświątecznej imprezy, którą równo rok temu urządzono u niego na Downing Street (mimo iż w Londynie panował w tym czasie Lockdown). Trudno narzucić obywatelom posłuszeństwo, gdy nie respektuje się restrykcji, które samemu się wprowadziło (i to w 2020 roku, gdzie wiedziało się o COVIDzie mniej, niż teraz, a mimo to miało się wyrąbane - jak to mówią Anglicy, rules for thee, not for me). W międzyczasie w UK szykuje się ustawa, która ma zwiększyć możliwości Policji w pacyfikowaniu protestów. Skoro mowa o anglojęzycznych rejonach, w Australii (nie mylić z Austrią), właśnie przegłosowano nowe prawo, wedle którego Australijczykom z najgęściej zaludnionego stanu na kontynencie - Wiktoria - za łamanie "nakazów dot. zdrowia publicznego" (podciągnąć można pod to wszystko, łącznie z publicznym protestowaniem w trakcie lockdownu) grozi teraz do dwóch lat więzienia i grzywny w wysokości do $45 250 (185 000zł) - wcześniej proponowano skromne $90 000 (370 000zł) - a, i mówimy tu o karach dla zwykłych obywateli. Z tego co czytałem, kary dla przedsiębiorstw przewidywane były do kwoty $455 000 (1 855 000zł). Australijski premier i jego minister zdrowia mają teraz nowe moce dot. wprowadzania kolejnych restrykcji i lockdownów, wedle własnego uznania i na jak długo tylko zechcą. Przypominam też wcześniejszą ciekawostkę, że Australia ma już specjalne obozy dla osób chorych i podejrzanych o bycie nosicielami COVID, a jak się ostatnio anegdotycznie okazało, także dla osób, które utrudniają potwierdzenie, czy są zakażone. Za niewykonywanie poleceń w takich obozach, grożą osobne grzywny w wysokości do $5000 (20 000zł). To wszystko, co napisałem to nie są jakieś newsy z filmu science fiction o epidemii wirusa, który przemienia ludzkość w zombie, chociaż w sumie... Skoro to wszystko dzieje się na naszych oczach i pozostajemy niewzruszeni (a niektórzy z nas są wręcz entuzjastycznie nastawieni, by dokręcać innym śrubę), to może już jesteśmy przemienieni w bezmyślne zombie? Jak płytką trzeba mieć wyobraźnię, by nie widzieć do czego może potencjalnie zmierzać łamanie kolejnych barier i wprowadzanie takich nakazów i kar? Nikt nigdy nie słyszał o powiedzeniu, "daj dziecku palec, a weźmie cała rękę?" Jak wiele osób rozumie, że gdy zgadzamy się na pewne bezprecedensowe rozwiązania teraz, pod pretekstem aktualnego kryzysu (niech będzie on w 100% prawdziwy, a rozwiązania w 100% słuszne i skuteczne teraz), to nic nie stoi na przeszkodzie, by pod pretekstem kolejnego "kryzysu", który nie musi być w 100% prawdziwy, wprowadzić te same rozwiązania, które już nie będą "bezprecedensowe", tylko w pełni przetestowane, ustawowo przyklepane i zaakceptowane przez społeczeństwo? Być może wielu z nas czuje się teraz dosyć komfortowo, bo dany sposób walki z kryzysem nam odpowiada, jesteśmy w stanie go zaakceptować, zgodnie z własnym sumieniem podążać za wytycznymi i uzasadnić wszelkie podjęte środki względem osób, które tak komfortowo się nie czują (i dobrze, niech cierpią za swoją głupotę i bycie upartym) - ale niech każdy z nas ma z tyłu głowy myśl, że kiedyś, gdy pojawi się inny problem, być może to właśnie "nasza racja" i "nasze rozwiązanie" będzie tym mniej popularnym i nietolerowanym przez władze. Wtedy to my zostaniemy bezpardonowo zgnieceni przez system, tą samą twardą podeszwą i dopiero wtedy zrozumiemy, że dystopijna przyszłość z filmów sci-fi jest już teraz i trochę za późno na radykalne zmiany, bo one już zaszły - za naszym pełnym przyzwoleniem.
-
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Do mnie jeszcze nie dzwonili z Kruka, ale maila dostałem! -
Jak już będą zamykać niezaszczepionych w specjalnych obozach, to przynajmniej będziemy wiedzieli, że to nie faszyzm. Napiszę maila do moich znajomych w Australli, żeby wiedzieli na przyszłość... tfu, teraźniejszość
-
@hezio ciesz się że żyjesz chłopie i ciesz się, że żyjesz w Polsce, a nie np. w Australii (kraj do którego jeszcze ze dwa lata temu chętnie bym się przeprowadził "na zawsze") - tam już ludzi zamykają w obozach.
-
A jak długo ci "wolnościowcy i bohaterowie domu" będą blokować w ten sposób system? Dwa lata pandemii już za nami, w wielu przypadkach niemożliwym jest by człowiek przez bite dwa lata nie wszedł w kontakt z wirusem, nie wiadomo ile osób przeszło bezobjawowo - ile jeszcze czasu minie, nawet przy obecnym poziomie wyszczepienia, zanim pozostałe ileś tam procent niezaszczepionych i "nieprzechorowanych" bezobjawowo, co nie zyskało odporności równej zaszczepionym, będzie oblegało szpitale ze względu na swój brak solidarności? W nieskończoność? I nigdy nie zyskają odporności w sposób naturalny, przez swoją głupotę jak mniemam? Ja chciałbym wiedzieć kiedy kończy się ta narracja, jaki jest cholerny end-game. Czy jak się w Polsce zaszczepi 100% ludności, od pięcioletnich dzieci, po 100 latków, i będziemy się szczepić wszyscy obowiązkowo i solidarnie kolejnymi dawkami przypominającymi, to skończy się to pierniczenie, czy okaże się, że teraz szpitale blokują zaszczepieni ze słabszym układem odpornościowym i chorobami wspólistniejącymi (no bo nie ma innego wyjścia) i nadal jest ta sama kiszka, mimo solidarności całego narodu? Czy kiedykolwiek będzie można chodzić bez masek, skoro COVID już nigdy nie zniknie z obiegu i cały czas będzie mutować? Czy szczepienia obowiązkowe całego narodu już będą co roku, do końca świata? Jaki jest plan? Ktoś wie?
-
...czerwony stoliczek, na kogo niezaszczepionego wypadnie, na tego bęc? Bo kto na tych respiratorach jest? Zaszczepieni? No chyba nie? Skoro niezaszczepieni, to chyba sami zdecydowali o swoim losie, podjęli ryzyko, pomylili się?
