-
Liczba zawartości
5618 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
30
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez MasterMind
-
Nie, nie może być. Ja tu o ludzi wielkiego formatu pytam, a nie o żony, piąta woda po kisielu itd.. Larry King miał sześć żon i statystycznie pewnie też któraś mogła się na COVID przekręcić, a nikogo to nie interesuje
-
W sumie to nic nie chcę udowodnić, czy wszystkie wpisy musimy traktować ze śmiertelną powagą? To raczej taki spiskowa sugestia, że "złego diabli nie biorą" albo może dziady mają jakiś lek, super opiekę medyczną i nie dadzą im się przekręcić jak zwykłym szaraczkom? Znów, z lekkim przymrużeniem oka.
-
To może wróćmy do teorii spiskowych, a raczej pytań o spiskowej naturze, Zadanie na dziś - wymieńcie proszę wszystkie znane osoby, które zmarły na COVID, czyt. to mrowie celebrytów, które wykosiła bezlitosna choroba - myślę, że bez problemu, jednym tchem można wymienić "ludzi na pęczki". A jak nie interesujecie się głupimi celebrytami, to proponuję wymienić tych wszystkich znanych polityków z całego świata, których wykończył COVID (ci to powinni mieć przerąbane z racji nieco starszego wieku - w większości należą przecież do grupy szczególnie zagrożonej). Poniżej moja obszerna lista poległych, zacznijmy od polityków: 1. Collin Powell, w wieku ledwie 84 lat, zmarł według rodziny na powikłania po COVID, do śmierci mógł się przyczynić pewnie szpiczak mnogi na który cierpiał (nowotwór układu krwiotwórczego), który osłabił jego układ odpornościowy. Collin był w pełni zaszczepiony. 2. ... - za moment ktoś przyjdzie mi do głowy. W międzyczasie lista znanych celebrytów: 1. Larry King, w wieku ledwie 87 lat, według wdowy (swojej szóstej żony, z którą był w trakcie rozwodu) zmarł na sepsę, rzekomo jako powikłanie po COVID. Co prawda do jego śmierci mógł się przyczynić także fakt, że Larry wcześniej cierpiał na: choroby serca, raka płuc, raka prostaty i przeszedł udar w 2019 roku, który pozostawił go w śpiączce na kilka tygodni. 2. ... jestem pewien, że ktoś mi jeszcze przyjdzie do głowy.
-
Cóż mogę odpowiedzieć na takie przypuszczenia - póki nie są poparte żadnymi konkretnymi danymi, które negowałyby "pozornie" łagodny przebieg u dzieci, wybór o zaszczepieniu małego dziecka na COVID powinien należeć do rodziców, a nie do jakiegokolwiek rządu Osobiście natomiast, jako rodzic sześciolatka, nigdy nie rozważałem by w i tak już "pełnym kalendarzu szczepień" dorzucić do tego np. szczepienie na grypę, więc szczepienie na COVID tym bardziej nie byłoby dla mnie żadnym priorytetem.
-
@gszydlowsky Gdybym nie miał dziecka, to bym się nawet zaśmiał Musieliby nieźle podkręcić dane, by rozumni ludzie w to uwierzyli Na serio, jedyne chyba dane, co do których możemy być "pewni" po dwóch latach trwania pandemii, to dane dot. zagrożeń ze strony COVID u dzieci i młodzieży. Wszystko co do tej pory wiemy, łącznie z tak twardymi danym jak śmiertelność wśród dzieci 0-15 lat wskazuje, że COVID nie jest dla nich groźniejszy w przebiegu od zwykłej grypy (w sensie, grypa jest dla nich groźniejsza). Dlatego obowiązkowe szczepienie dzieci w wieku mojego syna (~6 lat) i nieco starszych nie jest uzasadnione z medycznego punktu widzenia - wręcz pokusiłbym się o kolejne kontrowersyjne stwierdzenie, że obowiązkowe szczepienie dzieci na tak dużą skalę "bo tak" prawdopodobnie spowodowałoby więcej złego, ze względu na ewentualne NOPy, niż przyniosłoby przechorowanie COVIDu - ale to już gdybanie - obyśmy się nie przekonali, a gdy się przekonamy, obym się mylił w tych przypuszczeniach. @tarant rozumiem Twoją sytuację, w zasadzie trochę "patowa". @hezio też rozumiem Twoją sytuację, w zasadzie trochę "patowa"
-
Skąd przekonanie, że jest?
-
@albiNOS 01 Współczuję. Jednocześnie muszę skontrować, że każdy z nas może mieć zupełnie inną historię życiową powiązaną z tym dziadostwem i niestety... o niczym to ostatecznie nie świadczy. Na przykład ja, obawiałem się zachorowania, bałem się też mocno o rodziców, z których jedno ma bardzo słaby układ odpornościowy, a drugi bardzo słabe płuca. Ja zachorowałem przed możliwością zaszczepienia się, przeszedłem bardzo lekko - żona, parę dni cholernego zmęczenia, po czym wróciła do siebie - rodzice z którymi mamy non-stop kontakt, bo mieszkamy razem - kompletnie nic. Czy to o czymś świadczy? Czy mogę teraz powiedzieć komukolwiek, by się w związku z tym nie szczepił, bo ja przeszedłem "całkiem spoko"? A co jak za parę miesięcy dostanę powikłań pocovidowych i jednak się przekręcę, tylko na coś "niby innego"? Czyli że jednak trzeba było się zaszczepić? A co jak powiem, że mam przypadki w rodzinie, gdzie tuż po podaniu szczepionki wystąpiły "dziwne" przypadki śmierci, udary, zatory itd.? - Czyli jednak nie trzeba się było szczepić? A co jak powiem, że przekonywałem dziadków by się zaszczepili i to zrobili? A, czyli jednak jestem za szczepieniami? Dlatego to właśnie jest tak skomplikowana sprawa i dlatego właśnie uważam, że wolny wybór powinien istnieć w przypadku tego konkretnego szczepienia. Osobiście, całkiem szczerze, denerwuje mnie podejście czarno-białe i nie pochwalam ani super wolności i lekkiego podejścia w tej sprawie, ale też nie popieram ogromnej chęci wielu ludzi by pojechać po całości i wprowadzić obowiązek dla wszystkich. A już tym bardziej skręca mnie na myśl, że wkrótce zapewne zmuszą mnie bym obowiązkowo zaszczepił moje 6-letnie dziecko, mimo iż z medycznego punktu widzenia nie ma ku temu potrzeby.
-
@renqien żebyśmy się dobrze zrozumieli, moja odpowiedź dotyczyła ciekawego zagadnienia ewentualnego "osłabienia układu odpornościowego" po szczepionce. Moim zdaniem podawanie szczepionki i to regularnie, w krótkich odstępach czasu (by organizm sobie przypominał itd.) poniekąd można uznać za ciągłe obciążanie układu odpornościowego - bo jak to inaczej nazwać? - czy można posunąć się do stwierdzenia "osłabienie" - nie wiem, nie będę wydawał w tej kwestii jednoznacznych osądów. Oczywistym jest, że szczepionka obciąża mniej niż autentyczna choroba - to jest cały sens istnienia szczepionki - gdyby było inaczej, czy w ogóle byśmy rozważali jej podanie? Tak więc tu nie ma o czym dywagować. Jak rozumiem podanie takiego argumentu służy bardziej przekonaniu ludzi, że szczepionkę warto brać, bo są mniej szkodliwe (jednorazowo) niż choroba. W tę dyskusję wolałbym się nie wikłać. Moje pytanie w przypadku takiego argumentu byłoby rozdzielone na dwie rzeczy: a) o ile jednorazowe podanie szczepionki jest łagodniejsze dla organizmu, niż jednorazowe zachorowanie - gdzie na skali poważne/niepoważne dla organizmu umieścimy obowiązkowe, wielorazowe podawania szczepionki, co, powiedzmy ~pół roku, przez następne kilka-kilkanaście lat? (bo kto wie kiedy to się wszystko skończy?). b) co potencjalnie może wytworzyć bardziej długotrwałą "obronną" pamięć w organizmie - walka z udawanym wirusem, czy kontakt z pełnowartościowym, silnym? (ergo = dlaczego do cholery ludzie którzy przechorowali COVID są traktowani gorzej, od ludzi, którzy się na niego zaszczepili i kompletnie ignoruje się możliwość, że autentyczne przechorowanie COVIDu być może daje lepsze efekty pod względem przyszłej odporności, niż zaszczepienie?).
-
Ciekawe pytanie na dziś. Czy szczepionka bardziej: a) "wzmacnia układ odpornościowy"? b) "osłabia układ odpornościowy? O ile mi wiadomo, zadaniem szczepionki jest poniekąd "obciążyć" układ odpornościowy, podrażnić organizm w taki sposób, by zaczął walczyć z wirusem (a w zasadzie to z mniej szkodliwą, wykastrowaną wersją wirusa) poprzez wytworzenie antyciał. Zapewne o to chodzi wielu osobom, gdy mówią, że szczepionka "wzmacnia" układ odpornościowy - mają na myśli efekt końcowy. Takie rozumowanie rzadko uwzględnia jednak koszt jakim zostały wytworzone owe antyciała - bo jednak układ odpornościowy musiał się namęczyć, by je wytworzyć - nie dostał ich przecież "gratis". I tutaj widzę też furtkę dla osób, które uważają, że układ w ten sposób może być "osłabiony". Jeżeli szczepimy organizm na COVID raz, drugi, trzeci, czwarty (i to w stosunkowo krótkich odstępach, jakby nie patrzeć) - przez cały ten czas systematycznie obciążamy go, by produkował antyciała. Tak naprawdę ciągle oszukujemy go, że jest chory i sztucznie zmuszamy go do obrony. Sęk w tym, że organizm jest jeden i jako fabryka ma ograniczoną wydajność/potencjał do produkcji środków zaradczych/"maszyn bojowych". Co jeśli będzie musiał walczyć z innym przeciwnikiem? Rozumiem, że jak w mediach na tapecie jest 24/h COVID, to wiele osób zapomina, że na świecie istnieją inne niezliczone wirusy, które nasz organizm musi zwalczyć praktycznie każdego dnia zanim się rozpanoszą, oraz potencjalnie choroby na które cierpimy już w momencie podania szczepionki. Dziwnym trafem jesteśmy w stanie bez problemu zrozumieć, że osoby które najczęściej umierają na COVID to osoby starsze (których układ odpornościowy nie reaguje tak dobrze jak u młodych) oraz osoby z chorobami współistniejącymi (których układ jest już obciążony innymi poważnymi problemami) - a nie dopuszczamy myśli, że bycie non-stop szczepionym na COVID poniekąd zmniejsza nasze siły w przypadku potencjalnych "walk na innych frontach" - że nie wspomnę o ewentualnych długofalowych skutkach zaszczepienia, czyli pojawiających się w różnych miejscach nieśmiałych "sugestiach", jakoby szczepionka na chorobę, która powiązana jest z zakrzepicą i różnorakimi problemami układu krwionośnego - uwaga kontrowersyjne stwierdzenie - mogła być powiązana z ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia zakrzepicy i różnorakich problemów z układem krwionośnym. Jak dla mnie "wzmocnić" układ odpornościowy może tylko zadbanie o bycie w dobrej formie fizycznej i psychicznej, czyli zadbanie o samą fabrykę, która w przypadku ataku wirusa/choroby będzie miała z czego budować te maszyny wojenne. Szczepionka układ odpornościowy chwilowo "obciąża" - teraz pojawia się tylko pytanie - co znaczy "chwilowo"? W przypadku innych szczepień, na klasyczne choroby, człowiek kłuł się raz a dobrze i miał spokój na kilka/kilkanaście lat. W przypadku szczepionek na grypę, to już sezonowo, a w przypadku na COVID? Jak dla mnie predykcje wyglądają póki co tak, że będzie pakiet startowy 2/2+1, następnie będziemy co chwilę doszczepiać się na kolejny nowy wariant - co będzie wymagane nie tylko z medycznego punktu widzenia - ale także z powodu "wygasającego paszportu szczepionkowego" - człowiek zmieni się w "społecznie przydatnego z datą ważności". Dopóki "aktualizujesz bazę danych wirusów" możesz uczestniczyć w życiu społecznym itd. - a to oznacza, że chwilowe obciążanie układu odpornościowego w tym przypadku to mit - będziemy go obciążać nieustannie, cały czas oszukując nasz organizm że co kilka tygodni/miesięcy jest ponownie atakowany przez kolejną mutację COVIDu.
-
-
@sanikKtoś musiał zacząć, w marketach już od Wszystkich Świętych Boże Narodzenie @rafalmosty jako fan bransolety, się nie zgadzam - jako fan ładnych zdjęć, rozumiem - na fotkach, gdzie jest na paskach wygląda być może ciekawiej, jednak gdy go noszę, na żywo, na tej lekkiej wintydżowej bransolecie mimo wszystko stanowi kompletną całość.
-
Klub Miłośników Zegarków Tudor
MasterMind odpowiedział Tommaso → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
-
-
Z albumu: Tudor Prince Oysterdate Submariner ref. 79090 '92
Instagram: vanguard.watches© MasterMind
-
W obliczu przerażającej siły ogniowej nowego AT-AT rebelianckie generatory pola siłowego nie miały szans - siły Imperium właśnie wdzierają się do bazy Echo na Hoth. Trzeba będzie na moment "zamrozić" tę scenę, bo Han Solo niby naprawia w pośpiechu Sokoła Millenium by się ewakuować, problem w tym, że nie ma co naprawiać - Sokół Millennium 75257 dopiero pojawi się na święta
-
Z albumu: Vulcain Cricket '~60 Cal. MSR S2
© MasterMind
-
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Gdyby to było za wszelką cenę, to rzeczywiście bezsens. Tu bardziej chodzi o wybór czy: a) trzymać pieniądze które się już ma w pogotowiu i z nudów patrzeć jak ich siła nabywcza topnieje b) obracać budżetem w międzyczasie i cieszyć się z noszenia czegoś innego, co w razie "w" sprzedasz bez skrupułów, bo z takim zamiarem kupowałeś. Ja skłaniam się ku opcji b) bo wydaje się być najbardziej sensowna. Jedyne co mnie w tym planie nurtowało, to jak to jest czasowo z ew. odbiorem, żeby nie było wpadki na sam koniec. Po prostu nie mam doświadczenia z zakupami w AD, a sam zapisując się nie dopytywałem jak to jest. Zgadzam się z tym co mówisz, tylko nie z ostatecznym wnioskiem. To nie jest kwestia tego, czy ja jestem gotowy - to oni kurde nie są gotowi, by mi sprzedać i każą czekać! @bibbi - wszystko co jest we mnie, jest szlachetne. Nie wiem tylko, czy da się z tego biżuterię zrobić -
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dobre Fundusze mam w zasadzie już teraz, tylko człowiek się autentycznie zastanawia, czy trzymanie ich "w pogotowiu" ma jakikolwiek sens przy obecnej sytuacji. Żarty swoją drogą, ale na serio inflacja ~10%, do tego cykliczne podwyżki cen u Rolexa ~10-15% co w zasadzie można skontrować tylko ulokowaniem kasy w jakimś starszym modelu, który po pierwsze nie traci na wartości 10% rocznie, a i na wzrost cen może liczyć (Datejust jest tego świetnym przykładem - jeszcze rok/dwa lata temu po 10-15k, dziś po 20-25k. PS: Vulcain zostaje, prędzej nerkę sprzedam z kamieniami! -
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ja mam od tego ludzi. Dzwoni AD, ja dzwonię do ziomka i mówię: - Hej mordeczko, słuchaj sprawa jest. Wtopiłem kasę w jeden zegarek, a tu dziś dzwonili do mnie z Kruka i potrzebuję na szybko kilkadziesiąt tysi... - Z Kruka dzwonili?! Nie wiedziałem, że Już tak krucho u ciebie, że z firm windykacyjnych dzwonią? Słuchaj stary, lubię cię ale... - Nie z tego Kruka ziooom! Nowego Rolexa mam do odbioru, ale dają tylko kilka dni na zrobienie przelewu, a w tym czasie nie zdążę opylić tego co go już mam. - A, rozumiem, jak tak to spoko. Wpadnij jutro na wódeczkę. BANG! Tak to się robi! Nie zazdroszczę. U mnie nie do zastosowania, bo w obu nerkach mam kamienie i nie wiem, czy znalazłbym chętnych. -
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
@sanik a na co można być zapisanym, że człowiek w ogóle nie martwi się, że zadzwonią, dopóki "nagle" paru kolegów z forum zaczyna odbierać swoje zamówienia z gatunku "dawno i nieprawda"? Nie będę zdradzał więcej, by zostawić jakieś pole do popisu gdy już mnie ten zaszczyt kopnie i będę się mógł pochwalić zwyczajowymi zdjęciami z trasy i unboxingu, ale już w momencie zapisu wiedziałem, że jako człowiek bez wcześniejszej historii zakupowej w Kruku raczej nie mogę liczyć na szybką realizację marzenia - stąd myślę że spokojnie jeszcze z dwa lata pękną. No chyba, że w końcu któryś z tajnych agentów Kruka zobaczy, że mam na KMZiZ nabite ponad 6 tyś postów i pomyśli sobie, że nie w kij dmuchał VIP ze mnie -
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Spoko. Upewniam się tylko, że nie jest to np. jakiś super krótki okres, jak np. tydzień - wszystko powyżej jest już dla mnie wystarczająco komfortowe, by spokojnie sobie teraz kupić co mam na oku i cieszyć się w trakcie dalszego czekania. -
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
U mnie to raczej kwestia ulokowania kasy. Mogę np. teraz kupić sobie jakiegoś Datejusta vintage do 30k, ale wtedy stracę "płynność finansową" w razie nagłego i niespodziewanego telefonu od AD. Mogą do mnie zadzwonić za pół roku, za rok, albo i dwa. Kisić kasę w obecnych realiach nie ma sensu, wolę sobie w międzyczasie kupić np. tego DJ, ale dla pewności chcę też się zorientować u bardziej doświadczonych kolegów jaki jest czas na odbiór/opłacanie zegarka, by wiedzieć jakie będę miał widełki czasowe na szybkie pozyskanie odpowiedniego budżetu. -
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ja czuję ten smak już od całkiem dawna, tylko wielu kolegom ostatnio się poszczęściło i zaczynam się zastanawiać, co jak zadzwonią i do mnie -
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Lol, ten wątek to czyste złoto -
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział szwed → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Lol, no przecież ja bym tak nie zrobił, nigdy w życiu... od dawna nie jeżdżę na żadne wakacje w oczekiwaniu na telefon, nawet z miasta nie wyjeżdżam zbyt często. Zadałem to pytanie w celach edukacyjnych. Akurat mam jeden ten sam telefon na połączenia prywatne i służbowe i z ciekawości zawsze odbieram, nie ważne gdzie jestem i co robię. Nawet jak w kościach czuję, że to "darmowa pożyczka do 250 000zł" albo fotowoltaika, ew. "Kujawsko-Pomorski Program Zdrowie 2021" To z własnego doświadczenia/sprawdzone info? Jak się czeka latami na zegarek i miałoby się pechowo "przegapić dostawę", bo akurat przez tydzień nie jest się dostępnym, to super słabo. Ale jak po płatności przelewem jest święty spokój z terminem odbioru, to spoko. I niech sobie koledzy macają, w końcu w foliach jest
