Wczoraj miałem okazję obejrzeć ładnego Submarinera 40mm 116610LN (znajomy zegarmistrz otrzymał takiego do oceny autentyczności i wyceny). Obejrzałem go sobie pod lupą, sprawdziłem pod każdym kątem, pobawiłem się bezelem, zapięciem i glidelockiem, ustawiłem datę, czas itd. Piękna sztuka, zero niedoróbek, byłem pełen podziwu dla kontroli jakości Rolexa, tyle złego się o tym ostatnio mówi, że buble wypuszczają. A tu nic, wskazówki ostre, pięknie polerowane, bez zadziorów, niedoróbek. Bezbłędny nadruk, idealnie wykończone indeksy, zero paprochów pod szkłem. Bezel z pięknym platynowym wypełnieniem, które nawet pod wielokrotnym powiększeniem nie ukazuje niedoskonałości. Ładna, równa grawerowana laserowa korona, tak samo idealny grawer na wewnętrznym stalowym ringu. Wszystko pięknie.
Tyle że to była podróbka.
Zegarmistrz otworzył, wewnątrz klon werku 3135 - też pięknie zrobiony, jednakże z wiadomym "niedociągnięciem" ze strony fałszerzy, w postaci zwykłej regulacji balansu.
Jestem autentycznie przerażony jakością tego zegarka, w szczególności wrażenia "organoleptyczne" w kontakcie na żywo... Stopień wykończenia: koperty, bransolety, poszczególnych ogniw (idealne w dotyku i w zachowaniu podczas ruchów bransoletą), zapięcia ("jedwabisty" sposób w jaki działało, idealna satyna). Detal wypełnienia bezela, detal na tarczy, wskazówki z efektem 3D, lupka z efektem czarnej dziury. Praca bezela (charakterystyczne, delikatne "kliki" jak w oryginale). Szok i niedowierzanie.
Po tym co widziałem, chyba nigdy nie kupiłbym ceramicznego Suba z drugiej ręki, gdyby nie był z "pewnego źródła" - cokolwiek to teraz znaczy. Tym bardziej, że wystarczy teraz kupić takiego klona, kupić werk 3135 i po prostu zrobić frankena, którego nie byłbym w stanie rozróżnić od oryginału nawet pod mikroskopem.