-
Postów
5663 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
30
Treść opublikowana przez MasterMind
-
Przyczyn w takim odciąganiu publikacji może być wiele. Ktoś może po prostu nie chce brać odpowiedzialności, jak dadzą termin 75 lat, to ktokolwiek cokolwiek zawinił, już nie będzie żył do tego czasu - przy czym sam proces publikacji, po kilkaset stron, z możliwością wykreślenia dosłownie każdego zdania, które może być niewygodne, daje totalny spokój wszystkim zaangażowanym - cokolwiek by nie mieli za uszami - czyt. okazałoby się, że dane przedstawione przez producentów były palcem po wodzie pisane, albo klauzule na które się zgodzono są wysoce kompromitujące itd. Jak zwykle super chamskim jest takie wciskanie kitu, że się będzie "transparentnym", a później wciskanie kolejnego kitu, że organizacja taka jak FDA nie ma pracowników, by zredagować dokumenty w czasie krótszym niż 75 lat. Toć to jest ***** żenujące. Mnie przeraża, autentycznie przeraża, jaki "postęp" poczyniliśmy w dwa lata ku globalnej dyktaturze. Dajemy politykom i rządom swobodnie wprowadzać ustawy, które bez COVIDu w tle wywołałyby niesamowite, narodowe oburzenie - ludzie potrafili ze względu na ACTA wylegać na ulice, by bronić "wolność w Internecie", a teraz tworzy się narzędzia opresji i społecznej segregacji - i wszyscy są przekonani, że te narzędzia będą używane tylko w przypadku zagrożenia wirusem? Co więcej, to nawet często nie są ustawy - bo prawa w różnych krajach nie pozwalają na taką "wolną amerykankę", więc wprowadza się regulacje, boczną drogą - byleby coś przeforsować, a że bezprawnie, to niech się już obywatele na poziomie sądów wykłócają. To też jakaś społeczna schizofrenia, bo np. ludzie potrafią być super podejrzliwi co do rządu/partii rządzącej, której nie cierpią, ale jak ten sam rząd/partia rządząca wprowadza jakieś nowe ustawy dające im nielimitowane możliwości pacyfikowania obywateli pod kątem COVIDu, to nie ma sprawy - uprzedzenia i podejrzliwość znika? Dajcie spokój, jak trzeba być naiwnym i krótkowzrocznym, by nie widzieć potencjalnych zagrożeń?
-
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział(a) na szwed temat w ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
I jeszcze jakiś konkurs jest, ciekawe czy można wygrać Rolexa? -
Otwarte! Jak to dobrze, gdy jest otwarte! A nie ma tak dobrze wszędzie, bo w niektórych miejscach jest zamknięte! Z okazji ponownego otwarcia, garść newsów z Covidowego świata! W Stanach Zjednoczonych CDC (Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom) właśnie zmieniło swoją definicję szczepionki, ze starej (poniżej wolne tłumaczenie): Produkt, który stymuluje układ odpornościowy człowieka do wytworzenia odporności na określoną chorobę, chroniąc osobę przed tą chorobą. (...) Na nową: Preparat, który służy do stymulowania odpowiedzi immunologicznej organizmu na choroby. (...) Czemu takie zmiany? Ponoć ludzie wytykali, że szczepionka na COVID nie jest szczepionką nawet według własnej definicji CDC. Obserwując to co wycięto i to co zostawiono, łatwo zrozumieć, co w starszej definicji nie pasowało. Czytając starszą wersję, można było oczekiwać po szczepionce, że "wytworzy u człowieka odporność", jak i docelowo "ochroni przed chorobą/zachorowaniem"), tak więc... zmieniono definicję, pewnie by już takich absurdalnych oczekiwań nie było. Jak dla mnie niuans, taka anegdotka, bo co nam po definicjach, skoro i tak nie można pozwać producenta za słabą skuteczność i ew. skutki uboczne dla zdrowia po przyjęciu preparatu - jak widać jednak kogoś takie niuanse wnerwiają do tego stopnia, że zmieniamy już definicje. W tej samej Ameryce, FDA (Agencja Żywności i Leków), która odpowiada za kryzysowe dopuszczenie szczepionki Pfizera do użytku, poprosiła właśnie sąd, by dokumenty, które zadecydowały o tym "kryzysowym dopuszczeniu" zostały upublicznione w ciągu następnych 75 lat, czyli do roku 2096. W FDA twierdzą, że mają tylko kilka osób na dziale dokumentów i nie będą w stanie zredagować tak dużej ilości stron i zajmie im to 75 lat (ponoć wcześniej poprosili sąd o 55 lat, ale zreflektowali się, że się nie wyrobią). Co ciekawe, zrecenzowanie tych samych dokumentów, by podjąć decyzję o dopuszczeniu szczepionki do użytku w całym kraju, zajęło im 108 dni. Teraz poniekąd zostali "zmuszeni" do wystosowania prośby o danie im 75 lat na publikację, ponieważ grupa prawników i lekarzy naciskała na nich, by wywiązali się ze swojego obowiązku wobec obywateli USA (i wcześniejszych zapewnień o pełnej transparentności). Historia wygląda tak, że FDA podjęło decyzję na podstawie bodaj +300 000 stron dostarczonej przez producenta dokumentacji. Zobowiązało się przy tym do pełnej przejrzystości jeżeli chodzi o opublikowanie dokumentów, które zaważyły o takiej decyzji i chociaż 108 dni wystarczyło im na podjęcie decyzji, teraz potrzebują circa 75 lat na powolne publikowanie tych dokumentów, w partiach po kilkaset stron miesięcznie. Oczywiście wynika to m.in. z faktu, że muszą dokładnie przyjrzeć się każdej stronie i wykreślić na czarno "wrażliwe dane i informacje", by w 2096 społeczeństwo poznało "pełną" dokumentację - cokolwiek to znaczy, ponieważ w wielu miejscach zapewne będzie wyglądała tak: Tak samą zresztą, jak "ujawnione" kontrakty między producentami szczepionek, a Unią Europejską, jeżeli można to tak nazwać, skoro nawet Europosłowie dostali wersję na tyle zredagowaną i pokreśloną, że niewiele można z niej zrozumieć, o czym mówił jeden pan z Rumunii (ten link już kiedyś wklejałem): Owa wymagana transparentność ze strony FDA jest m.in. odpowiedzią na naciski rządu na obywateli USA. Zdroworozsądkowo, jeżeli rząd nakazuje szczepić się czymś, co pierwotnie zostało dopuszczone w trybie awaryjnym, niech będzie jasnym na jakiej podstawie podjęto taką decyzję. W innym przypadku (jeżeli odtajnienie rzeczywiście zajmie 75 lat) wymagamy, by ludzie szczepili się ślepo wierząc w słuszność rządowej decyzji, podjętej niejako pod presją czasu (a kto wie, czy nie zmotywowanej również "innymi" przesłankami). Przypominam też, że ostatnio w USA prezydent Biden prawdopodobnie dokonał "lekkiego nadużycia" swoich mocy, dzięki czemu wprowadzono boczną drogą (nie ustawowo, tylko wykorzystując Administrację Bezpieczeństwa i Higieny Pracy) obowiązek szczepienia w firmach powyżej 100 osób. Ten "obowiązek" obecnie jest teraz kwestionowany w wielu sądach i póki co, sądy go wstrzymują - z przeróżnych powodów, zarówno prawnych (jest to prawdopodobnie niekonstytucyjny nakaz) jak i praktycznych (obowiązek w ogóle nie bierze pod uwagę indywidualnych przypadków). Wcześniej w USA nakazano szczepić się wszystkim pracownikom federalnym, co zaowocowało masowymi zwolnieniami na życzenie w różnego rodzaju służbach (jak widać nikt nie przejął się tym, że już teraz brakuje im sił w policji, ze względu na zwolnienia związane z "pokojowymi protestami" w wielkich miastach, oraz mają braki w kadrach w szpitalach - gdzie niezaszczepiony personel pewnie i tak uzyskał odporność mając non-stop kontakt z chorymi). W samym sierpniu tego roku z pracy zwolniło się blisko 3% Amerykanów (przypominam, że ich populacja to ~330 milionów), co jest najwyższym wynikiem od co najmniej dwudziestu lat (odkąd Bureau of Labor Statistics w ogóle prowadzi takie statystyki). Tymczasem bliżej nas, bo w Austrii, już szykują ustawę odnośnie obowiązkowego szczepienia całego narodu, no i starają się ustalić jak ukarać osoby, które nie będą się chciały szczepić. Póki co proponowane są kary między €3600 (16 600zł), a €7200 (33 200zł) dla najbardziej opornych, wielokrotnie ignorujących wezwania do szczepienia, którzy w ten sposób będą stwarzać oczywiste zagrożenie dla reszty społeczeństwa. "Proponowane rozwiązania" w tej ustawie przewidują, że gdy ktoś się w ogóle nie zamierza szczepić, prawdopodobnie ową karę otrzymywać będzie co pół roku, czyli możliwe, że na osobę wyjdzie od 33 200zł do 66 400zł rocznie. No ale Austriaków przecież stać, w końcu bogaty naród, a za "bezmyślną wolność" trzeba teraz płacić. Tymczasem Wielkiej Brytanii, ich premier, Boris Johnson, też już coś przebąkuje o konieczności przeprowadzenia "debaty" o obowiązku szczepienia. Niestety póki co nieśmiało, bo nie pomaga mu ani to, że najnowszy wariant COVIDu, Omikron, nie jest najlepszym straszakiem (ze względu na dane, które póki co wskazują, że nie jest to super śmiertelna mutacja - wariant ten nie jest tak medialny, jak Delta), ani fakt, że samemu musi się gęsto tłumaczyć z okołoświątecznej imprezy, którą równo rok temu urządzono u niego na Downing Street (mimo iż w Londynie panował w tym czasie Lockdown). Trudno narzucić obywatelom posłuszeństwo, gdy nie respektuje się restrykcji, które samemu się wprowadziło (i to w 2020 roku, gdzie wiedziało się o COVIDzie mniej, niż teraz, a mimo to miało się wyrąbane - jak to mówią Anglicy, rules for thee, not for me). W międzyczasie w UK szykuje się ustawa, która ma zwiększyć możliwości Policji w pacyfikowaniu protestów. Skoro mowa o anglojęzycznych rejonach, w Australii (nie mylić z Austrią), właśnie przegłosowano nowe prawo, wedle którego Australijczykom z najgęściej zaludnionego stanu na kontynencie - Wiktoria - za łamanie "nakazów dot. zdrowia publicznego" (podciągnąć można pod to wszystko, łącznie z publicznym protestowaniem w trakcie lockdownu) grozi teraz do dwóch lat więzienia i grzywny w wysokości do $45 250 (185 000zł) - wcześniej proponowano skromne $90 000 (370 000zł) - a, i mówimy tu o karach dla zwykłych obywateli. Z tego co czytałem, kary dla przedsiębiorstw przewidywane były do kwoty $455 000 (1 855 000zł). Australijski premier i jego minister zdrowia mają teraz nowe moce dot. wprowadzania kolejnych restrykcji i lockdownów, wedle własnego uznania i na jak długo tylko zechcą. Przypominam też wcześniejszą ciekawostkę, że Australia ma już specjalne obozy dla osób chorych i podejrzanych o bycie nosicielami COVID, a jak się ostatnio anegdotycznie okazało, także dla osób, które utrudniają potwierdzenie, czy są zakażone. Za niewykonywanie poleceń w takich obozach, grożą osobne grzywny w wysokości do $5000 (20 000zł). To wszystko, co napisałem to nie są jakieś newsy z filmu science fiction o epidemii wirusa, który przemienia ludzkość w zombie, chociaż w sumie... Skoro to wszystko dzieje się na naszych oczach i pozostajemy niewzruszeni (a niektórzy z nas są wręcz entuzjastycznie nastawieni, by dokręcać innym śrubę), to może już jesteśmy przemienieni w bezmyślne zombie? Jak płytką trzeba mieć wyobraźnię, by nie widzieć do czego może potencjalnie zmierzać łamanie kolejnych barier i wprowadzanie takich nakazów i kar? Nikt nigdy nie słyszał o powiedzeniu, "daj dziecku palec, a weźmie cała rękę?" Jak wiele osób rozumie, że gdy zgadzamy się na pewne bezprecedensowe rozwiązania teraz, pod pretekstem aktualnego kryzysu (niech będzie on w 100% prawdziwy, a rozwiązania w 100% słuszne i skuteczne teraz), to nic nie stoi na przeszkodzie, by pod pretekstem kolejnego "kryzysu", który nie musi być w 100% prawdziwy, wprowadzić te same rozwiązania, które już nie będą "bezprecedensowe", tylko w pełni przetestowane, ustawowo przyklepane i zaakceptowane przez społeczeństwo? Być może wielu z nas czuje się teraz dosyć komfortowo, bo dany sposób walki z kryzysem nam odpowiada, jesteśmy w stanie go zaakceptować, zgodnie z własnym sumieniem podążać za wytycznymi i uzasadnić wszelkie podjęte środki względem osób, które tak komfortowo się nie czują (i dobrze, niech cierpią za swoją głupotę i bycie upartym) - ale niech każdy z nas ma z tyłu głowy myśl, że kiedyś, gdy pojawi się inny problem, być może to właśnie "nasza racja" i "nasze rozwiązanie" będzie tym mniej popularnym i nietolerowanym przez władze. Wtedy to my zostaniemy bezpardonowo zgnieceni przez system, tą samą twardą podeszwą i dopiero wtedy zrozumiemy, że dystopijna przyszłość z filmów sci-fi jest już teraz i trochę za późno na radykalne zmiany, bo one już zaszły - za naszym pełnym przyzwoleniem.
-
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział(a) na szwed temat w ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
-
Jak już będą zamykać niezaszczepionych w specjalnych obozach, to przynajmniej będziemy wiedzieli, że to nie faszyzm. Napiszę maila do moich znajomych w Australli, żeby wiedzieli na przyszłość... tfu, teraźniejszość
-
@hezio ciesz się że żyjesz chłopie i ciesz się, że żyjesz w Polsce, a nie np. w Australii (kraj do którego jeszcze ze dwa lata temu chętnie bym się przeprowadził "na zawsze") - tam już ludzi zamykają w obozach.
-
A jak długo ci "wolnościowcy i bohaterowie domu" będą blokować w ten sposób system? Dwa lata pandemii już za nami, w wielu przypadkach niemożliwym jest by człowiek przez bite dwa lata nie wszedł w kontakt z wirusem, nie wiadomo ile osób przeszło bezobjawowo - ile jeszcze czasu minie, nawet przy obecnym poziomie wyszczepienia, zanim pozostałe ileś tam procent niezaszczepionych i "nieprzechorowanych" bezobjawowo, co nie zyskało odporności równej zaszczepionym, będzie oblegało szpitale ze względu na swój brak solidarności? W nieskończoność? I nigdy nie zyskają odporności w sposób naturalny, przez swoją głupotę jak mniemam? Ja chciałbym wiedzieć kiedy kończy się ta narracja, jaki jest cholerny end-game. Czy jak się w Polsce zaszczepi 100% ludności, od pięcioletnich dzieci, po 100 latków, i będziemy się szczepić wszyscy obowiązkowo i solidarnie kolejnymi dawkami przypominającymi, to skończy się to pierniczenie, czy okaże się, że teraz szpitale blokują zaszczepieni ze słabszym układem odpornościowym i chorobami wspólistniejącymi (no bo nie ma innego wyjścia) i nadal jest ta sama kiszka, mimo solidarności całego narodu? Czy kiedykolwiek będzie można chodzić bez masek, skoro COVID już nigdy nie zniknie z obiegu i cały czas będzie mutować? Czy szczepienia obowiązkowe całego narodu już będą co roku, do końca świata? Jaki jest plan? Ktoś wie?
-
...czerwony stoliczek, na kogo niezaszczepionego wypadnie, na tego bęc? Bo kto na tych respiratorach jest? Zaszczepieni? No chyba nie? Skoro niezaszczepieni, to chyba sami zdecydowali o swoim losie, podjęli ryzyko, pomylili się?
-
Nie, nie może być. Ja tu o ludzi wielkiego formatu pytam, a nie o żony, piąta woda po kisielu itd.. Larry King miał sześć żon i statystycznie pewnie też któraś mogła się na COVID przekręcić, a nikogo to nie interesuje
-
W sumie to nic nie chcę udowodnić, czy wszystkie wpisy musimy traktować ze śmiertelną powagą? To raczej taki spiskowa sugestia, że "złego diabli nie biorą" albo może dziady mają jakiś lek, super opiekę medyczną i nie dadzą im się przekręcić jak zwykłym szaraczkom? Znów, z lekkim przymrużeniem oka.
-
To może wróćmy do teorii spiskowych, a raczej pytań o spiskowej naturze, Zadanie na dziś - wymieńcie proszę wszystkie znane osoby, które zmarły na COVID, czyt. to mrowie celebrytów, które wykosiła bezlitosna choroba - myślę, że bez problemu, jednym tchem można wymienić "ludzi na pęczki". A jak nie interesujecie się głupimi celebrytami, to proponuję wymienić tych wszystkich znanych polityków z całego świata, których wykończył COVID (ci to powinni mieć przerąbane z racji nieco starszego wieku - w większości należą przecież do grupy szczególnie zagrożonej). Poniżej moja obszerna lista poległych, zacznijmy od polityków: 1. Collin Powell, w wieku ledwie 84 lat, zmarł według rodziny na powikłania po COVID, do śmierci mógł się przyczynić pewnie szpiczak mnogi na który cierpiał (nowotwór układu krwiotwórczego), który osłabił jego układ odpornościowy. Collin był w pełni zaszczepiony. 2. ... - za moment ktoś przyjdzie mi do głowy. W międzyczasie lista znanych celebrytów: 1. Larry King, w wieku ledwie 87 lat, według wdowy (swojej szóstej żony, z którą był w trakcie rozwodu) zmarł na sepsę, rzekomo jako powikłanie po COVID. Co prawda do jego śmierci mógł się przyczynić także fakt, że Larry wcześniej cierpiał na: choroby serca, raka płuc, raka prostaty i przeszedł udar w 2019 roku, który pozostawił go w śpiączce na kilka tygodni. 2. ... jestem pewien, że ktoś mi jeszcze przyjdzie do głowy.
-
Cóż mogę odpowiedzieć na takie przypuszczenia - póki nie są poparte żadnymi konkretnymi danymi, które negowałyby "pozornie" łagodny przebieg u dzieci, wybór o zaszczepieniu małego dziecka na COVID powinien należeć do rodziców, a nie do jakiegokolwiek rządu Osobiście natomiast, jako rodzic sześciolatka, nigdy nie rozważałem by w i tak już "pełnym kalendarzu szczepień" dorzucić do tego np. szczepienie na grypę, więc szczepienie na COVID tym bardziej nie byłoby dla mnie żadnym priorytetem.
-
@gszydlowsky Gdybym nie miał dziecka, to bym się nawet zaśmiał Musieliby nieźle podkręcić dane, by rozumni ludzie w to uwierzyli Na serio, jedyne chyba dane, co do których możemy być "pewni" po dwóch latach trwania pandemii, to dane dot. zagrożeń ze strony COVID u dzieci i młodzieży. Wszystko co do tej pory wiemy, łącznie z tak twardymi danym jak śmiertelność wśród dzieci 0-15 lat wskazuje, że COVID nie jest dla nich groźniejszy w przebiegu od zwykłej grypy (w sensie, grypa jest dla nich groźniejsza). Dlatego obowiązkowe szczepienie dzieci w wieku mojego syna (~6 lat) i nieco starszych nie jest uzasadnione z medycznego punktu widzenia - wręcz pokusiłbym się o kolejne kontrowersyjne stwierdzenie, że obowiązkowe szczepienie dzieci na tak dużą skalę "bo tak" prawdopodobnie spowodowałoby więcej złego, ze względu na ewentualne NOPy, niż przyniosłoby przechorowanie COVIDu - ale to już gdybanie - obyśmy się nie przekonali, a gdy się przekonamy, obym się mylił w tych przypuszczeniach. @tarant rozumiem Twoją sytuację, w zasadzie trochę "patowa". @hezio też rozumiem Twoją sytuację, w zasadzie trochę "patowa"
-
Skąd przekonanie, że jest?
-
@albiNOS 01 Współczuję. Jednocześnie muszę skontrować, że każdy z nas może mieć zupełnie inną historię życiową powiązaną z tym dziadostwem i niestety... o niczym to ostatecznie nie świadczy. Na przykład ja, obawiałem się zachorowania, bałem się też mocno o rodziców, z których jedno ma bardzo słaby układ odpornościowy, a drugi bardzo słabe płuca. Ja zachorowałem przed możliwością zaszczepienia się, przeszedłem bardzo lekko - żona, parę dni cholernego zmęczenia, po czym wróciła do siebie - rodzice z którymi mamy non-stop kontakt, bo mieszkamy razem - kompletnie nic. Czy to o czymś świadczy? Czy mogę teraz powiedzieć komukolwiek, by się w związku z tym nie szczepił, bo ja przeszedłem "całkiem spoko"? A co jak za parę miesięcy dostanę powikłań pocovidowych i jednak się przekręcę, tylko na coś "niby innego"? Czyli że jednak trzeba było się zaszczepić? A co jak powiem, że mam przypadki w rodzinie, gdzie tuż po podaniu szczepionki wystąpiły "dziwne" przypadki śmierci, udary, zatory itd.? - Czyli jednak nie trzeba się było szczepić? A co jak powiem, że przekonywałem dziadków by się zaszczepili i to zrobili? A, czyli jednak jestem za szczepieniami? Dlatego to właśnie jest tak skomplikowana sprawa i dlatego właśnie uważam, że wolny wybór powinien istnieć w przypadku tego konkretnego szczepienia. Osobiście, całkiem szczerze, denerwuje mnie podejście czarno-białe i nie pochwalam ani super wolności i lekkiego podejścia w tej sprawie, ale też nie popieram ogromnej chęci wielu ludzi by pojechać po całości i wprowadzić obowiązek dla wszystkich. A już tym bardziej skręca mnie na myśl, że wkrótce zapewne zmuszą mnie bym obowiązkowo zaszczepił moje 6-letnie dziecko, mimo iż z medycznego punktu widzenia nie ma ku temu potrzeby.
-
@renqien żebyśmy się dobrze zrozumieli, moja odpowiedź dotyczyła ciekawego zagadnienia ewentualnego "osłabienia układu odpornościowego" po szczepionce. Moim zdaniem podawanie szczepionki i to regularnie, w krótkich odstępach czasu (by organizm sobie przypominał itd.) poniekąd można uznać za ciągłe obciążanie układu odpornościowego - bo jak to inaczej nazwać? - czy można posunąć się do stwierdzenia "osłabienie" - nie wiem, nie będę wydawał w tej kwestii jednoznacznych osądów. Oczywistym jest, że szczepionka obciąża mniej niż autentyczna choroba - to jest cały sens istnienia szczepionki - gdyby było inaczej, czy w ogóle byśmy rozważali jej podanie? Tak więc tu nie ma o czym dywagować. Jak rozumiem podanie takiego argumentu służy bardziej przekonaniu ludzi, że szczepionkę warto brać, bo są mniej szkodliwe (jednorazowo) niż choroba. W tę dyskusję wolałbym się nie wikłać. Moje pytanie w przypadku takiego argumentu byłoby rozdzielone na dwie rzeczy: a) o ile jednorazowe podanie szczepionki jest łagodniejsze dla organizmu, niż jednorazowe zachorowanie - gdzie na skali poważne/niepoważne dla organizmu umieścimy obowiązkowe, wielorazowe podawania szczepionki, co, powiedzmy ~pół roku, przez następne kilka-kilkanaście lat? (bo kto wie kiedy to się wszystko skończy?). b) co potencjalnie może wytworzyć bardziej długotrwałą "obronną" pamięć w organizmie - walka z udawanym wirusem, czy kontakt z pełnowartościowym, silnym? (ergo = dlaczego do cholery ludzie którzy przechorowali COVID są traktowani gorzej, od ludzi, którzy się na niego zaszczepili i kompletnie ignoruje się możliwość, że autentyczne przechorowanie COVIDu być może daje lepsze efekty pod względem przyszłej odporności, niż zaszczepienie?).
-
Ciekawe pytanie na dziś. Czy szczepionka bardziej: a) "wzmacnia układ odpornościowy"? b) "osłabia układ odpornościowy? O ile mi wiadomo, zadaniem szczepionki jest poniekąd "obciążyć" układ odpornościowy, podrażnić organizm w taki sposób, by zaczął walczyć z wirusem (a w zasadzie to z mniej szkodliwą, wykastrowaną wersją wirusa) poprzez wytworzenie antyciał. Zapewne o to chodzi wielu osobom, gdy mówią, że szczepionka "wzmacnia" układ odpornościowy - mają na myśli efekt końcowy. Takie rozumowanie rzadko uwzględnia jednak koszt jakim zostały wytworzone owe antyciała - bo jednak układ odpornościowy musiał się namęczyć, by je wytworzyć - nie dostał ich przecież "gratis". I tutaj widzę też furtkę dla osób, które uważają, że układ w ten sposób może być "osłabiony". Jeżeli szczepimy organizm na COVID raz, drugi, trzeci, czwarty (i to w stosunkowo krótkich odstępach, jakby nie patrzeć) - przez cały ten czas systematycznie obciążamy go, by produkował antyciała. Tak naprawdę ciągle oszukujemy go, że jest chory i sztucznie zmuszamy go do obrony. Sęk w tym, że organizm jest jeden i jako fabryka ma ograniczoną wydajność/potencjał do produkcji środków zaradczych/"maszyn bojowych". Co jeśli będzie musiał walczyć z innym przeciwnikiem? Rozumiem, że jak w mediach na tapecie jest 24/h COVID, to wiele osób zapomina, że na świecie istnieją inne niezliczone wirusy, które nasz organizm musi zwalczyć praktycznie każdego dnia zanim się rozpanoszą, oraz potencjalnie choroby na które cierpimy już w momencie podania szczepionki. Dziwnym trafem jesteśmy w stanie bez problemu zrozumieć, że osoby które najczęściej umierają na COVID to osoby starsze (których układ odpornościowy nie reaguje tak dobrze jak u młodych) oraz osoby z chorobami współistniejącymi (których układ jest już obciążony innymi poważnymi problemami) - a nie dopuszczamy myśli, że bycie non-stop szczepionym na COVID poniekąd zmniejsza nasze siły w przypadku potencjalnych "walk na innych frontach" - że nie wspomnę o ewentualnych długofalowych skutkach zaszczepienia, czyli pojawiających się w różnych miejscach nieśmiałych "sugestiach", jakoby szczepionka na chorobę, która powiązana jest z zakrzepicą i różnorakimi problemami układu krwionośnego - uwaga kontrowersyjne stwierdzenie - mogła być powiązana z ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia zakrzepicy i różnorakich problemów z układem krwionośnym. Jak dla mnie "wzmocnić" układ odpornościowy może tylko zadbanie o bycie w dobrej formie fizycznej i psychicznej, czyli zadbanie o samą fabrykę, która w przypadku ataku wirusa/choroby będzie miała z czego budować te maszyny wojenne. Szczepionka układ odpornościowy chwilowo "obciąża" - teraz pojawia się tylko pytanie - co znaczy "chwilowo"? W przypadku innych szczepień, na klasyczne choroby, człowiek kłuł się raz a dobrze i miał spokój na kilka/kilkanaście lat. W przypadku szczepionek na grypę, to już sezonowo, a w przypadku na COVID? Jak dla mnie predykcje wyglądają póki co tak, że będzie pakiet startowy 2/2+1, następnie będziemy co chwilę doszczepiać się na kolejny nowy wariant - co będzie wymagane nie tylko z medycznego punktu widzenia - ale także z powodu "wygasającego paszportu szczepionkowego" - człowiek zmieni się w "społecznie przydatnego z datą ważności". Dopóki "aktualizujesz bazę danych wirusów" możesz uczestniczyć w życiu społecznym itd. - a to oznacza, że chwilowe obciążanie układu odpornościowego w tym przypadku to mit - będziemy go obciążać nieustannie, cały czas oszukując nasz organizm że co kilka tygodni/miesięcy jest ponownie atakowany przez kolejną mutację COVIDu.
-
-
@sanikKtoś musiał zacząć, w marketach już od Wszystkich Świętych Boże Narodzenie @rafalmosty jako fan bransolety, się nie zgadzam - jako fan ładnych zdjęć, rozumiem - na fotkach, gdzie jest na paskach wygląda być może ciekawiej, jednak gdy go noszę, na żywo, na tej lekkiej wintydżowej bransolecie mimo wszystko stanowi kompletną całość.
-
Klub Miłośników Zegarków Tudor
MasterMind odpowiedział(a) na Tommaso temat w ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
-
-
Tudor Prince Oysterdate Submariner ref. 79090 '92
MasterMind opublikował(a) grafikę w Galerie użytkowników
Z albumu: Tudor Prince Oysterdate Submariner ref. 79090 '92
Instagram: vanguard.watches© MasterMind
-
W obliczu przerażającej siły ogniowej nowego AT-AT rebelianckie generatory pola siłowego nie miały szans - siły Imperium właśnie wdzierają się do bazy Echo na Hoth. Trzeba będzie na moment "zamrozić" tę scenę, bo Han Solo niby naprawia w pośpiechu Sokoła Millenium by się ewakuować, problem w tym, że nie ma co naprawiać - Sokół Millennium 75257 dopiero pojawi się na święta
-
Z albumu: Vulcain Cricket '~60 Cal. MSR S2
© MasterMind
-
Sytuacja kolejkowa ROLEXa.
MasterMind odpowiedział(a) na szwed temat w ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Gdyby to było za wszelką cenę, to rzeczywiście bezsens. Tu bardziej chodzi o wybór czy: a) trzymać pieniądze które się już ma w pogotowiu i z nudów patrzeć jak ich siła nabywcza topnieje b) obracać budżetem w międzyczasie i cieszyć się z noszenia czegoś innego, co w razie "w" sprzedasz bez skrupułów, bo z takim zamiarem kupowałeś. Ja skłaniam się ku opcji b) bo wydaje się być najbardziej sensowna. Jedyne co mnie w tym planie nurtowało, to jak to jest czasowo z ew. odbiorem, żeby nie było wpadki na sam koniec. Po prostu nie mam doświadczenia z zakupami w AD, a sam zapisując się nie dopytywałem jak to jest. Zgadzam się z tym co mówisz, tylko nie z ostatecznym wnioskiem. To nie jest kwestia tego, czy ja jestem gotowy - to oni kurde nie są gotowi, by mi sprzedać i każą czekać! @bibbi - wszystko co jest we mnie, jest szlachetne. Nie wiem tylko, czy da się z tego biżuterię zrobić
